,
Obserwuj
Gospodarka

Umarły komiksy, niech żyją gry. Teraz tu Hollywood szuka bohaterów

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
5 min. czytania
24.05.2025 15:08
W tym świecie wszystko możecie stworzyć sami, pod warunkiem, że lubicie budować z klocków. To świat cyfrowy, odwiedzany codziennie przez 200 milionów użytkowników. To też jedna z najpopularniejszych gier video w historii ludzkości oraz... najpopularniejszy w tym roku film. I przyszłość Hollywood w ogóle.
|
|
fot. Rex Features/East News
  • Minecraft szturmem bierze nie tylko świat gier wideo, ale też sale kinowe. Film "Minecraft Movie" przyciąga miliony widzów i zarabia miliony dolarów;
  • Rekordy biją też inne filmy oparte na popularnych grach komputerowych, w tym niedawny "Super Mario Bros", który był w roku swojej premiery drugim najlepiej oglądanym filmem;
  • Bohaterowie gier w pokonanym polu zostawiają dotychczasowych superbohaterów, w tym Supermana i Batmana. I przy okazji okazują się ratunkiem dla branży filmowej oraz całego Hollywood.

Ta historia rozpoczyna się od stworzenia świata, mniej więcej w przepisowym czasie, czyli w siedem dni. Tyle podobno potrzebował człowiek, który powołał do życia wszystkie światy Minecraft do stworzenia gry, która niedługo później okazała się globalnym fenomenem i światowym rekordzistą. Była z góry skazana na sukces jako forma zabawy nie tylko dlatego, że była interaktywną grą pozbawioną celu. A przecież cel jest regułą w przypadku innych gier, gdy misja kończy się konkretnie zaprojektowanym sukcesem. Minecraft nie ma scenariusza, ma klocki. Granice to granice wyobraźni graczy. Skąd zatem ta intergalaktyczna popularność gry pozbawionej elementu rywalizacji i przymusu "dogrania do końca"? I co z tego wynika dla świata rozrywki?

Miliony zamienione w miliardy 

Minecrat powstał jakieś 15 lat temu w głowie Markusa Perssona, programisty zajmującego się tworzeniem tak zwanych gier pierwszoosobowych. Czyli takich, w których gracz widzi świat z własnej perspektywy. Mincrefat został udostępniony do testowania na wiosnę 2011 roku, a jesienią wystartował oficjalnie w sprzedaży po 15 dolarów za sztukę. Od razu zdobył wyznawców, po roku miał 30 milionów graczy. Uwiódł ich nieskończonymi możliwościami budowy własnych światów. Bo Minecraft to gra survivalowa, ale jej istotą nie jest mordowanie wrogów. Jej istotą jest budowanie z sześciennych (przeważnie) klocków tego, czego tylko dusza zapragnie. W nieskończonej liczbie wariantów, wspólnie lub solo, bez żadnych planów lub z konkretnym projektem zamieszkania na przykład w Tadż Mahal, piramidach Azteków lub w Pałacu Windsor.

Minecraft ma stałych mieszkańców, wśród nich jest zbudowany z klocków Steve albo kanciaste owce. Jest też portal czyli przejście do Netheru, niebezpiecznego miejsca z lawy i ognia, zamieszkanego przez wrogie moby, takie jak zombie piglin, hoglin czy ghast. Nether jest straszny, ale leży tam netheryt, surowiec niezbędny do ulepszania diamentowej zbroi czy narzędzi. Jasne? Jasne. I proste.

Tak proste, że w świecie z klocków natychmiast zakochały się miliony, a jedna z największych firm na świecie - Microsoft - postanowiła wydać na te światy miliardy. Trzy lata po tym jak w Minecrafcie zamieszkali gracze - zapłaciła firmie Mojang - należącej do Perssona, zwanego Notchem - 2,5 miliarda dolarów! Microsoft zadeklarował rozwijać grę dopóki znajdą się chętni, by w nią grać. W ten sposób nieskończone światy trwają do dzisiaj i mają więcej aktywnych graczy niż Stany Zjednoczone obywateli. Swój fenomen zawdzięczają najmocniej mediom społecznościowym i tak zwanej gospodarce twórców, w tym twórców działających na YouTubie.

Zmierzch kinowych superbohaterów

Sprzedaż biletów do kin spada systematycznie, w pierwszym kwartale w Ameryce - największym wraz z Indiami i Chinami rynku - spadła o 11 procent. Właściciele kin twierdzą, że winni są dystrybutorzy, którzy  zdejmują filmy z afisza zanim zarobią pieniądze na dużych ekranach. Wszystkim śpieszy się z premierami w serwisach streamingowych, bo cyfrowa publiczność nie jest ograniczona do bezpośredniej okolicy konkretnego kina. Dzisiaj film wyświetlany jest średnio 17 dni, 2 lata temu były to 3 miesiące. W tym czasie widzowie bombardowani są powiadomieniami z datami premier online. I żyją w przeświadczeniu, że wszystko jest w zasięgu domowej kanapy. A to nie jedyne problemy w filmowym biznesie.

Po pierwsze: koszty produkcji. Pandemia podniosła je tak wysoko, że największe amerykańskie wytwórnie szukają oszczędności jeżdżąc z planami zdjęciowymi po całym świecie. Po drugie: wynagrodzenia. Po strajku scenarzystów, reżyserów i aktorów wzrosły o 10 procent, zmieniły się też warunki pracy. Bo zmienił się świat rozrywki, szczególnie gdy chodzi o produkcję seriali. Skróciły się sezony - ze średnio 20 odcinków dla tradycyjnej telewizji, do przeciętnie 8-12 dla platform stramingowych. Dla ekip to mniej pracy, więcej wolnych przebiegów, stąd żądania gwarancji zatrudnienia. I po trzecie: koniec superbohaterów i nietrafione pomysły. Jak ten autorstwa Warner Bros z remakiem Jokera. Ubiegłoroczny film kosztował cztery razy więcej, a zarobił pięć razy mniej niż oryginał. Po serii nietrafionych inwestycji jak Aquaman czy Liga Sprawiedliwości, Warner Bros niespodziewanie odkrył jednak kurę znoszącą złote jajka.

"Minecraft Movie", film na podstawie gry komputerowej, która - jak już wiecie - nie ma scenariusza, zarobił po pierwszym weekendzie rekordowe 163 miliony dolarów. To o wiele więcej niż spodziewali się producenci i najlepiej sprzedająca się adaptacja gry video. Minecraftowi idzie w kinach lepiej niż Sonicowi czy Super Mario Bros. Na film, w towarzystwie rodziców i dziadków, ciągnęły sznury nieletnich fanów światów z klocków. Film szalał w mediach społecznościowych jak pożar buszu, stał się źródłem serii memów, które dały mu rekordową popularność i historycznie wysokie wpływy ze sprzedaży biletów. A filmowemu biznesowi - nadały nowy kierunek.

Turbo jeż lepszy od Batmana

Dwa filmy "Sonic The Hedgehog" zarobiły dla swoich twórców 700 milionów dolarów, "Fallout" wyprodukowany przez Amazona zgromadził ponad 60 milionów widzów i podniósł sprzedaż gry, na podstawie której powstał. HBO Max wyświetla właśnie drugą serię swojego super hitu "The Last of Us". "Five Night ta Freddie's" będzie mieć swój drugi kinowy odcinek. Jest też "Arcane" Netflixa, czy "Super Mario Bros", który był w roku swojej premiery drugim najlepiej oglądającym się filmem. Pierwszym była "Barbie". Czy w końcu "Wiedźmin", serial Netflixa który powstał nie dlatego, że Amerykanie odkryli powieść Andrzeja Sapkowskiego. Ale dlatego, że ich dzieci - a może także oni sami - grały w tę grę.

Napędzone tymi sukcesami Hollywood szuka natchnienia - i twórców - w biznesie video. W dobie cyfrowej rozrywki to dla przemysłu filmowego żyła złota. Bo gry video mają liczne rzesze fanów, a to gotowa widownia po którą wystarczy sięgnąć, nie trzeba przekonywać. Ta armia marketerów ochotników dla zabawy zalewa media społecznościowe memami i filmikami, budując dodatkową popularność. Tylko jeden superpopularny na TikToku mem dał "Minecraftowi" dodatkowych widzów. A producentom przyniósł zysk, którego się nie spodziewali.

Fabryka Marzeń jest co do kierunku zgodna. Umarły komiksy - niech żyją gry. A ich twórcy wraz ze swoją technologią zaawansowanej animacji, niech tworzą nowe Hollywood. Za pomocą tych samych napędów - superwydajnych kart graficznych - które dały też życie sztucznej inteligencji. Niech rozrywka będzie prawdziwa i trafi na karty historii kina. Tak jak główny motyw muzyczny Minecrafta trafił właśnie do audioteki amerykańskiej Biblioteki Narodowej. Jako jedno z dzieł stanowiących dziedzictwo kulturowe ludzkości.