"Weekendy są udręką". "Wrzeszczą, palą", czyli ciemne strony najmu krótkoterminowego
Grzegorz pochodzi z Krakowa, ale mieszka w Poznaniu, w kamienicy, w której aż kilkanaście mieszkań jest wynajmowanych na krótki termin. Zatrzymują się w nich turyści na jedną dobę, czasem kilka dni. Niektórzy z miejsca stają się uciążliwymi sąsiadami. - Jest taka moda, którą zauważam - mówi Grzegorz i opowiada, że goście wracając wieczorem, zatrzymują się w sklepie na rogu i wychodzą z dzwoniącymi siatkami. - Kupują sporo alkoholu, opróżniają butelki w wynajętych mieszkaniach i wrzeszczą, klną, palą na balkonach do późnej nocy - opowiada.
Największą udręką są młodzi turyści. Najczęściej pojawiają się w Poznaniu przy okazji popularnych imprez np. Festiwalu Malta. Podobnie jest w letnie weekendy. - Wtedy zaczyna się jazda bez trzymanki - przyznaje Grzegorz. - Przeraża mnie brak dobrego wychowania. Przecież oni wiedzą, że jest 1 czy 2 w nocy... Jak wchodzili z walizkami czy plecakami, to widzieli innych ludzi, dzieci, więc chyba z tyłu głowy mają, że ci ludzie gdzieś z dziećmi śpią - nie kryje zdenerwowania. I podkreśla: "Weekendy są udręką dla mieszkańców".
Właściciele mają to... w głębokim poważaniu
Grzegorz uważa, że poza brakiem dobrego wychowania i szacunku do sąsiadów, problemy potęguje to, że właściciele wynajmowanych mieszkań dają ciche przyzwolenie na takie zachowanie. - Próbowałem kontaktować się z właścicielami mieszkań, ale oni mają to w głębokim poważaniu - mówi. Według mojego rozmówcy pierwszym krokiem powinno być spisanie regulaminu najmu, w którym ważnym punktem byłoby przestrzeganie ciszy nocnej oraz system kar dla sprawców nocnych hałasów. Taka kara powinna być surowa i nieuchronna. - To nie może być tak, że oni zrobią burdę, wyjadą i ślad po nich zaginie, tylko wysoka, np. 1000 zł, i powinna się za nimi ciągnąć, dokądkolwiek pojadą - proponuje.
Działania Grzegorza sprowadzają się do wzywania ochrony budynku. Po kilku takich interwencjach podczas jednej nocy, bezsilna ochrona, która też nie ma wielkich uprawnień, wzywa Straż Miejską i dopiero wtedy hałas ustaje. "Wie pan, tak czasami bywa" słyszy Grzegorz od właścicieli mieszkań, gdy zwraca się do nich z prośbą o ustalenie zasad dla gości wynajmowanych mieszkań. To, z czym się styka, to jak mówi, "absolutna drętwica, brak odpowiedzi, zajęcia stanowiska".
- Mam na przykład (wynajmowane) mieszkanie nad nami i kiedyś proponowałem, żeby dzięki prostym czynnościom poprawić mój komfort. Na przykład podklejając filce pod krzesła, ponieważ przesuwanie krzeseł po podłodze o 1 w nocy staje się rysą na głowie. Do tego ściany są najczęściej puste, no bo nikt nie będzie inwestował w obrazy w mieszkaniu na wynajem, więc akustyka jest taka, że nie chcąc, słyszę rozmowy. Zakładam więc stopery do uszu, żeby mieć trochę ciszy, lub po prostu wzywam ochronę - opowiada.
Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe
Piotr z Warszawy, który ma w stolicy kilka mieszkań, przed wystawieniem oferty sprawdzał, czy w konkretnym przypadku korzystniejszy dla niego będzie krótki czy długi najem. - Choć pozornie wydaje się, że z krótkiego najmu można uzyskać większe dochody, to opłaca się to jedynie, jeśli właściciel sam obsługuje lokatorów, sprząta i wydaje klucze. Jeśli zarządzanie mieszkaniem zleci się firmie, dochody wyrównują się - wyjaśnia mój rozmówca, który mieszka godzinę drogi od Warszawy i nie byłby w stanie sam obsługiwać turystów. - A trzeba jeszcze doliczyć większe zużycie sprzętów i zniszczenie mieszkania. Wielką niewiadomą jest też to, jakie będzie obłożenie mieszkania rezerwacjami. Firmy zarządzające najmem gwarantują tylko koszty, po stronie dochodów mnożą jedynie znaki zapytania - tłumaczy.
W jego przypadku za każdym razem stawało na długim najmie. Piotr zaznacza, że w podjęciu końcowej decyzji ostatecznie brał też pod uwagę to, że lokatorzy krótkoterminowi często stają się zmorą dla sąsiadów. - Sam nie zniósłbym uciążliwych sąsiadów, bo mam nadwrażliwość słuchową, więc kierowałem się też zasadą "nie rób drugiemu, co tobie niemiłe" - dodaje.
Grzegorz, choć mieszka w Poznaniu, swoje mieszkanie w rodzinnym Krakowie wynajmuje. Zdecydował się na najem długoterminowy, ze względu na sąsiadów. Przeważyły jego przykre doświadczenia z turystami, którzy znikają po dobie. Uznał, że nie może zafundować takich atrakcji swoim dawnym sąsiadom.
Tak nie da się żyć!
Kamil z Łodzi cieszył się mieszkaniem po babci zaledwie dwa lata. Na tyle czasu wystarczyło mu cierpliwości w znoszeniu nocnych hałasów dochodzących z sąsiadującego mieszkania wynajmowanego na doby. Dopóki mieszkał sam, zakładał zatyczki do uszu, a telewizję oglądał w słuchawkach. Ale i tak każdego wieczora po kilka razy pukał do sąsiadów, czasem wzywał policję. Tak jak Grzegorz, Kamil także próbował rozmawiać z właścicielem mieszkania. Ale żadne działania, także próba zaangażowania w interwencję wspólnoty mieszkaniowej, nie przyniosły rezultatów.
Po ślubie, gdy do mieszkania wprowadziła się jego żona, atmosfera w rodzinie stała się bardzo napięta. Żona oczekiwała, że problem codziennego hałasu zostanie rozwiązany. Po tym, jak urodziło im się dziecko, które non stop budziła głośna muzyka zza ściany, Kamil uległ namowom żony i sprzedał mieszkanie. Teraz mieszka w bloku pełnym rodziców z małymi dziećmi i ma nadzieję, że nikomu z sąsiadów nie przyjdzie do głowy wynajmowanie mieszkania turystom.
Problemy z najemcami można przewidzieć
O tym, czy oferując swoje mieszkanie na portalach rezerwacyjnych, możemy wiedzieć, kto w nim zamieszka i jak się będzie zachowywał, rozmawiam z Aleksandrą Marszałkowską z firmy City-One zarządzającej najmem mieszkań na terenie Trójmiasta. Moja rozmówczyni uważa, że można to przewidzieć i uniknąć największych problemów.
- My przeprowadzamy weryfikację swoich gości i to nam pomaga (...). Dla nas gość, który przyjeżdża, niekoniecznie jest anonimowy - wyjaśnia. Nie chce mówić o szczegółach podejmowanych działań, ale zdradza, że dużą rolę w uniknięciu problemów czy eliminowaniu przyszłych strat mają stosowane regulaminy. Weryfikacja gości to z reguły bardzo proste obserwacje, wychwytywanie niuansów, na które wiele osób nie zwraca uwagi. A krótka rozmowa z wynajmującym podczas zwykłych ustaleń organizacyjnych może dużo powiedzieć o samym gościu czy celu przyjazdu.
Gości, których zachowanie zmienia się po spożyciu alkoholu, turystów, którzy będą zachowywać się głośno czy ostatecznie zniszczą mieszkanie i uprzykrzą życie sąsiadom, oczywiście nie rozpozna się i nie wyeliminuje w stu procentach. Jednak uważność może znacząco obniżyć niebezpieczeństwo tzw. "złego najmu".
Hotel w bloku
Mieszkania przeznaczane na najem krótkoterminowy ulokowane w budynkach mieszkalnych mogą źle wpływać nie tylko na stosunki dobrosąsiedzkie, ale także cenę nieruchomości. - Znam ludzi, którzy kupili mieszkanie na tzw. wygodną starość. Takie budynki - plomby - były budowane np. w Krakowie na Kazimierzu, sam byłem namawiany, żeby inwestować w takie mieszkania i chyba palec Buddy mnie przestrzegł przed tym. Ponieważ te lokale straciły potwornie na wartości - opowiada Grzegorz.
Spadek wartości mieszkania to nie wszystko. Lokale stają się też niesprzedawalne. Bo jak mówi mój rozmówca "wieść się niesie, żeby nie kupować tam mieszkania i to się 'przykleja" na lata".
O to czy mieszkańcy bloków i kamienic faktycznie tracą na tym, że w ich budynku znajdują się mieszkania oferowane w najmie krótkoterminowym, ponownie pytam Aleksandrę Marszałkowską. - Jeśli są to pojedyncze mieszkania w budynku, to nie widzę specjalnie straty z tym związanej. Czasy, w których obecnie żyjemy, sprzyjają pewnej bezosobowości, sąsiedzi raczej nie integrują się już tak jak dawniej. Więc bardzo często i tak nie znamy swoich sąsiadów, często nawet nie kłaniamy się sobie na klatce schodowej - wyjaśnia ekspertka.
Dodaje jednak, że problem może się pojawić w momencie, gdy najmy krótkoterminowe, wakacyjne, czy okolicznościowe - np. na wieczory kawalerskie, czy panieńskie - ą udostępniane w nieruchomościach, które zupełnie się do tego nie nadają. Lub w budynku gdzie pomiędzy zwykłymi mieszkaniami znajduje się wiele lokali oferowanych na krótki najem. - Przykładem takiego obiektu w Gdyni jest Sea Towers, dwa piękne nadmorskie wieżowce, których budowa zakończyła się w 2009 r. Oddane jako budynki mieszkalne (?) od samego początku funkcjonowały w sposób bardzo zbliżony do aparthotelu - mówi Aleksandra Marszałkowska.
Kością niezgody stał się taras widokowy, wcześniej dostępny dla wszystkich mieszkańców, w tym wynajmujących. - Dochodziło tam do różnych sytuacji, które przestały odpowiadać nielicznym stałym mieszkańcom apartamentowca. W efekcie ograniczono możliwość korzystania z tarasu - wspomina ekspertka.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć >>
Pokój furii i mieszkania na imprezę
"Wynajmij mieszkanie na imprezę, "domówka w samym centrum Krakowa", "18-stki, wieczory panieńskie i kawalerskie" - takie ogłoszenia bez problemu można znaleźć w internecie. Gdy sprawdzam anons, widzę, że oferowany apartament nie znajduje się w wolnostojącym budynku przystosowanym do imprez okolicznościowych. To czasem zwykłe mieszkania w blokach, kamienicach lub apartamentowcach. O tym, czym kierują się właściciele, udostępniając swoje mieszkania na imprezy, które z pewnością będą trwały do późnej nocy, na jednym z forów internetowych opowiedziała internautka o nicku jaga34: "Znajoma wynajmuje apartament w centrum Warszawy na godziny. W sieci reklamuje to jako dobrą miejscówkę na 18- stki, wieczory kawalerskie itp. Twierdzi, że to jej lokal i nikt nie ma prawa się wtrącać, jak go użytkuje".
Kilka lat temu w nowym budynku na warszawskim Mokotowie postanowiono otworzyć tzw. pokój furii. Takie miejsca można obecnie znaleźć w wielu miastach. Pomieszczenia udostępniane są na godziny, można je demolować i w ten sposób rozładować napięcie. Zakres demolki zależy od fantazji właściciela i ceny; może obejmować jedynie darcie poduszek, tłuczenie talerzy czy też rozbijanie kijem bejsbolowym mebli lub obrazów na ścianach. Pokoje furii z reguły są izolowane akustycznie, ale pół biedy, jeśli powstają w wolnostojących budynkach. W tym przypadku jednak właściciel, który z pewnością także uważał, że nikt nie powinien wtrącać się w to, jak użytkuje swój lokal, otworzył pokój furii na czwartym piętrze bloku.
Tanio już było. Popularne miasta blokują turystom krótki najem mieszkań
Miejsca martwe poza sezonem
Aleksandra Marszałkowska zwraca uwagę, że w Polsce powstaje też wiele nieruchomości od początku oferujących mieszkania na wynajem. To lokale budowane przez deweloperów i kupowane przez prywatnych inwestorów z myślą o wynajmie. Z tego typu inwestycjami wiążą się jednak inne problemy, na które skarżą się mieszkańcy.
Apartamenty hotelowe powodują nie tylko spadek wartości pozostałych nieruchomości w okolicy, z powodu uciążliwego sąsiedztwa. Ale także zmniejszenie liczby atrakcyjnych lokali w centrach miast, które mogliby wynająć stali mieszkańcy miejscowości. Z powodu wynajmowania lokali turystom wzrastają ceny najmu, a mieszkańcy przenoszą się na obrzeża aglomeracji. W ten sposób centra dużych miast, przede wszystkim miejscowości turystycznych, wyludniają się i poza sezonem stają się kompletnie puste.
- Centrum Gdyni zmienia się nie do poznania, nie jest to obecnie najlepiej odbierana lokalizacja przez mieszkańców. Pozamykano parkingi, rozszerzono strefę płatnego parkowania, wyłączono z użytkowania piękne przestrzenie, które służyły mieszkańcom do rekreacji i spacerów - wylicza Marszałkowska.
Wiele miejsc w mieście zmieniło się - jak twierdzi moja rozmówczyni - bez konsultacji społecznych i pytania mieszkańców o zdanie. Zamykane są kultowe dla mieszkańców miejsca, w ich miejscach powstają hotele i apartamenty. - Samo centrum miasta i okolica nadmorska, plaża, bulwar to miejsca, które nie będą już służyły mieszkańcom Gdyni, trudno będzie prowadzić tam biznes poza sezonem letnim - ocenia. Jednym z takich miejsc jest gdyńska marina, na którą składają się piękne modernistyczne budynki. - Zostały wykupione przez inwestorów i dla nas gdynian to miejsce jest praktycznie martwe. Tam nic się nie dzieje. Poza sezonem jest tam pusto i ciemno, nie wiem, czy bezpiecznie. Przykry widok - przyznaje moja rozmówczyni.
Marszałkowska uważa, że władze lokalne - pamiętając o potrzebach mieszkańców - powinny być w stałym kontakcie z firmami zarządzającymi najmem, organizacjami turystycznymi oraz deweloperami. W ten sposób można wypracować kompromisy. - Nie można decyzji o tym, jakie budynki powstają w mieście, pozostawiać tylko deweloperom, (...) dla których maksymalizacja zysku jest głównym kryterium. (...) To może doprowadzić do zaburzenia równowagi i wywołać skutki niekorzystne dla miasta i jego mieszkańców - uważa ekspertka.
Według moich rozmówców najem krótkoterminowy wymaga prawnego uregulowania. Dziś nie istnieją żadne przepisy, które regulowałoby prywatny najem na doby lokali w budynkach mieszkalnych. Zjawisko wymaga stworzenia prawa, które zauważałoby narastający problem najmu krótkoterminowego i pozwalało dysponować własnością przez właścicieli nieruchomości bez zatruwania życia stałym mieszkańcom budynku.