Koniec z patodeweloperką? Minister się chwali, a urbanista kręci nosem. "Jest furtka"
Minister rozwoju i technologii Waldemar Buda zatwierdził zmiany przepisów w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Rozporządzenie ma przeciwdziałać zjawisku tzw. patodeweloperki i ukrócić m.in. sprzedaż mikroapartamentów. Zgodnie z nim, lokal użytkowy w nowo projektowanych budynkach powinien mieć bowiem powierzchnię użytkową nie mniejszą niż 25 metrów kwadratowych. Możliwe będzie wykonanie lokalu o mniejszej powierzchni pod warunkiem, że lokal znajduje się na pierwszej lub drugiej kondygnacji nadziemnej budynku i jest do niego bezpośredni dostęp z zewnątrz budynku. Buda przekazał, że nowe przepisy mają wejść w życie w kwietniu przyszłego roku.
- Te zmiany w większości są krokiem w dobrym kierunku, nawet jeżeli w mojej opinii są niekiedy nie do końca wystarczające - ocenił w "Popołudniu Radia TOK FM" Łukasz Drozda, politolog i urbanista z Instytutu Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji UW, Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW oraz School of Ideas Uniwersytetu SWPS.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć >>
Zdaniem gościa Przemysława Iwańczyka, zapowiadane przepisy w zbyt małym stopniu odnoszą się do takich aspektów jak chociażby dostępność cenowa nieruchomości czy możliwość posiadania mieszkań innych, niż kupowane od dewelopera. - I to jest największe rozczarowanie. Tym się władza właściwie zupełnie nie zajmuje. A gdy mówimy o takim fenomenie jak patodeweloperka, to ma on trzy wymiary - nie tylko to, jak te budynki wyglądają, ale też jak wygląda proces nabywania tych mieszkań - czy trzeba je kupować na własność, czy to musi się odbywać przy pomocy kredytów hipotecznych - tłumaczył Drozda.
Jako dobrą zmianę wskazał zaś np. wymuszenie na inwestorach określonej wielkości placów zabaw. - To ma skończyć z tymi kuriozalnymi, znanymi, wyśmiewanymi w internecie przykładami polegającymi na tym, że mamy np. jeden smętny bujak udający plac zabaw, który montuje się na jakimś osiedlu oddanym przez dewelopera - wskazał urbanista.
Koniec z mikrokawalerkami? Urbanista wskazuje na możliwość obejścia nowych przepisów
"26 października skończyły się w Polsce mikrokawalerki" - ogłosił na portalu X aktywista Jan Śpiewak, który wystąpił z ministrem Budą na konferencji prasowej.
Czy problem ze sprzedażą mieszkań-klitek rzeczywiście zostanie rozwiązany? Zdaniem Drozdy dzięki nowym regulacjom dotyczącym metrażu, także lokali usługowych, "nie będzie już udawania, że coś jest lokalem usługowym chociaż tak naprawdę jest wyrobem mieszkaniopodobnym, które sprzedaje się w taki sposób, żeby obejść prawo". - To są rzeczy, które należy pochwalić, ale tu też jest pewna słabość tych przepisów, bo jednocześnie ministerstwo zapowiada, że będą od tego wyjątki w postaci zabudowy hotelowej, co wydaje się, że będzie furtką z której będą mogli skorzystać inwestorzy. W kontekście tego, jak kształtuje się nasz rynek nieruchomości, co się dzieje w takich miejscowościach turystycznych upatruje tu dość istotnego ryzyka. Bo trochę nie wierzę w to, że to nie będzie nadużywane w przypadku takich miejscowości jak Zakopane czy Świnoujście - podkreślił gość TOK FM.
Jak dodał, nie tylko zresztą w takich kurortowych miastach "będzie pokusa sięgania po to rozwiązanie". - Jest takie zjawisko jak chociażby aparthotele, czyli hotele, które składają się z czegoś na kształt odseparowanych mieszkań. One w praktyce mogą funkcjonować jak hotele, mieć jedną recepcję i być zarządzane przez jedną firmę. I jak najbardziej istnieją w większych miastach - mówił Drozda. I dodał, że łatwo to będzie wytłumaczyć tym, że Warszawa czy Kraków to miejsca, w których również turystów pojawia się bardzo dużo. - Więc wydaje się to pole, w którym może dochodzić do nadużyć - ocenił.
Ekspert zaznaczył przy tym jednak, że wciąż na rządowych stronach nie pojawiła się całość rozporządzenia. - Trudno jest rozmawiać o konkretach w momencie, kiedy mówimy o konferencjach prasowych, które się robi na tle fajnych, błyszczących ekranów i tam dumnie panowie w garniturach to przedstawiają. Ale tak naprawdę takiej twardej wiedzy o tym z czym się mierzymy, to nie mamy - skwitował Drozda.