Wrogie przejęcie z błogosławieństwem Trumpa? Zwrot w sprawie Warner Bros. Discovery
Kiedy Netflix ogłosił, że przejmie część biznesu Warner Bros. Discovery, wydawało się, że kończy się historia przejęcia giganta światowej rozrywki. Okazuje się jednak, że broni wcale nie złożył inny gigant mający na Warnera chrapkę i ogłosił ofertę wrogiego przejęcia: Paramount-Skydance miałby zapłacić akcjonariuszom Warner Bros. Discovery więcej niż Netflix, w ten sposób skłonić ich do sprzedaży akcji i wejść do firmy tylnymi drzwiami.
- Ile na wykup akcji Warner Bros. Discovery chce przeznaczyć Paramount Skydance?
- Czy kina stracą sens istnienia?
- Jak długo może jeszcze potrwać sprzedaż Warner Bros. Discovery?
Zaczniemy od najnowszych wydarzeń w tej sprawie: koncern Paramount Skydance złożył ofertę wrogiego przejęcia Warner Bros. Discovery, światowego potentata rozrywkowego. Dlaczego? Wyjaśnijmy ten serial po kolei. Odcinek pierwszy: niedawno wystawionego na sprzedaż Warnes Bros. Discovery chciał kupić Netflix, gigant na rynku rozrywki na żądanie. Już o tym poinformował, z tym, że miałby kupić tylko część Warner Bros. Discovery bez dwóch flagowych telewizji tego koncernu: amerykańskiej CNN i polskiej TVN. Odcinek drugi: Netflix ubiegł w tym innego giganta - Paramount-Skydance, należącego do rodziny Ellisonów. To najgrubsze ryby w amerykańskim biznesie, Larry Ellison-senior to właściciel giganta informatycznego Oracle, David Ellison-junior to właściciel Paramount-Skydance. Odcinek trzeci: Ellisonowie są bliskimi sojusznikami Donalda Trumpa, być może dlatego ten wmieszał się w deal między Netflixem a Warner Bros. Discovery. Odcinek czwarty: należący do Ellisonów koncern składa ofertę wrogiego przejęcia Warner Bros Discovery w całości - razem z biznesem telewizyjnym w postaci CNN i TVN. Na czym to wrogie przejęcie miałoby polegać?
Na wykupie akcji Warner Bros. Discovery od poszczególnych akcjonariuszy za wyższą cenę niż zaproponował Netflix. Bo ta cena to 90 miliardów dolarów, podczas gdy Netflix daje - 72 miliardy. Akcjonariusze zarobiliby więcej, a bliscy Trumpowi Elissonowie tylnymi drzwiami weszliby do firmy, na którą zęby ostrzą sobie od jakiegoś czasu.
Przyjaciele Trumpa
Firma Ellisona-juniora, którego ojciec jest znany ze wspierania Donalda Trumpa, przejęła już w tym roku Paramount w kontrowersyjnych politycznie okolicznościach i wprowadziła zmiany programowe, mające zrównoważyć liberalną linię należącej do tej stajni stacji informacyjnej CBS. W najnowszą sprawę sprzedaży Warner Bros. Discovery zaangażował się Biały Dom, którego urzędnicy sugerowali w prasie, że tylko transakcja przejęcia Warner Bros. Discovery przez Paramount Skydance może zyskać zgodę regulatorów. To samo sugerował prezydent Donald Trump i zapowiedział, że będzie zaangażowany w proces decyzyjny. W ten sposób pomaga swoim wiernym biznesowym kolegom.
Na razie jednak sytuacja wygląda tak, że na papierze to Netflix kupuje Warner Bros. Czy skończy się to rzeczywistą transakcją - to już zagadka. Po decyzji Netflixa, przed kinowym armagedonem ostrzegła Gildia Amerykańskich Reżyserów, strasząca końcem pracy dla utalentowanych reżyserów, scenarzystów i aktorów i obniżką wysokości gaż. Dla odbiorców filmowej rozrywki wieszczyła podwyżki cen abonamentów w streamingu, uboższą ofertę, za to więcej reklam. To wszystko miałoby się wydarzyć po połączeniu największej na świecie platformy rozrywki online, czyli Netflixa z jednym z największych i najstarszych studiów filmowych na świecie, czyli Warner Bros. Discovery, właścicielem praw do bohaterów zamieszkujących globalną zbiorową wyobraźnię: Batmana, Supermana, Harry'ego Pottera i całego zwierzyńca Lonely Tunes. Oraz do "Casablanki", "Sokoła Maltańskiego", "Bonny i Clyde", "Rydwanów ognia", "Czarnoksiężnika z krainy Oz" czy "Przeminęło z wiatrem". Taka fuzja byłaby przełomem w branży światowej rozrywki.
Czy to już koniec kin?
Umowa, w której Netflix kupuje Warner Bros. Discovery, od razu stała się światową sensacją; dowodem przewagi świata cyfrowego nad analogowym i zapowiedzią kolejnego jej etapu. W którym kina schodzą do podziemia, a publika gremialnie porzuca kinowy fotel na rzecz domowej kanapy. Eksperci nie mają dla fanów wielkiego ekranu dobrych wiadomości. Netflix konkuruje z wielkim ekranem o ten sam czas, którego konsumenci mają skończoną ilość. Do swoich biznesowych statystyk nie wlicza godzin spędzonych w kinie. Jaki miałby zatem interes w stawianiu na tradycyjną rozrywkę?
Swoje "wielkie" filmy premierowo wyświetla na platformie cyfrowej zamiast na sali kinowej. Seryjnie odmawia twórcom trzymania produkcji w kinie przed wrzuceniem jej do internetu. W przeszłości zmieniał w tej sprawie zdanie tylko, gdy chciał swoje filmy wystawić w wyścigu po Oskara, którego zresztą do tej pory nigdy nie zdobył mimo rekordowych budżetów wydawanych na realizację. Nie kryje się przy tym z poglądem, że kino to "przestarzały model" prezentowania rozrywki. Na dowód przywołuje dane o słabej frekwencji. Do kina chodzi mniej ludzi niż pięć lat temu, w ostatnim roku przed pandemią. Jednocześnie liczba opłacających abonamenty w streamingu systematycznie rośnie. W ubiegłym roku użytkowników VOD było niecałe półtora miliarda, za trzy lata płatnych subskrypcji ma być 2 miliardy.
Co to wszystko, co dzieje się wokół zapowiedzianej fuzji i próby wrogiego przejęcia, może znaczyć dla tychże subskrybentów? Odpowiedź brzmi: na razie niewiele. Bo po pierwsze: cały proces zmiany właściciela - niezależnie kto nim będzie - potrwa w najlepszym wypadku rok, a prawdopodobnie nawet dłużej. Po drugie: decyzję o przejęciu muszą zatwierdzić instytucje antymonopolowe. Osobno sprawę będą badać Amerykanie, osobno Europejczycy. To potrwa, a zanim do tego dojdzie - musi się rozstrzygnąć kto kupi Warner Bros. Discovery.
źródło: TOK FM