Aktor musi myśleć jak jego postać, musi ją zrozumieć. Jakubik o problemach z bohaterem "Informacji zwrotnej"
Płyta "Chory na Polskę" i serial "Informacja zwrotna" to dwa głośne tytuły, o których nie sposób mówić, nie wymieniając Arkadiusza Jakubika - aktora i lidera zespołu "Dr Misio". Artysta był gościem Kamila Wróblewskiego w audycji "Między rokami", gdzie podsumowywał 2023 r. w swojej twórczości, i nie tylko.
"Jestem boomerem"
Opowiadając o płycie "Chory na Polskę" wspomniał o tym, że ten muzyczny materiał różni się w wersji streamingowej od tej na fizycznym krążku. Ta druga jest bogatsza o trzy utwory. - Ja wiem, że już coraz mniej z nas ma odtwarzacze - przyznał Jakubik. - W samochodzie, jeśli masz nowy samochód, nie ma czegoś takiego, w komputerze nie ma. Syn mówi mi, że może posłuchać tej płyty na PlayStation, bo tam można ją włożyć - zauważył.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
- Ale ja mam taką tęsknotę za starymi czasami, kiedy siadało się w domu, puszczało się płytę od początku do końca - tłumaczył artysta. - To, że trzymasz przedmiot w ręku, że wrzucasz ją do odtwarzacza, że otwierasz sobie książeczkę, patrzysz na teksty, patrzysz, kto jest autorem tekstu, kompozycji, kto jest producentem muzycznym. Zanurzasz się w świat twórcy, który chce ci coś opowiedzieć, ma jakąś historię do przekazania - wyjaśniał.
- Ja zawsze muszę wysłuchać całej płyty do ostatniej piosenki - twierdził z przekonaniem. - Mam wrażenie, że muzyka, której słuchamy ze streamingu, jest odhumanizowana. Ona leci gdzieś tam, wlatuje do ucha, wylatuje i nie generuje takich emocji, o których ja pamiętam, kiedy się słuchało ulubionych zespołów - przekonywał Jakubik. - Jestem boomerem i nie wstydzę się tego. Będę tego boomerstwa w sobie pilnował - podsumował artysta.
"Nie chcę cię oglądać"
Przechodząc do serialu "Informacja zwrotna" opartego na powieści Jakuba Żulczyka i do swoich przygotowań do roli, Jakubik tak opowiadał o postaci, w którą się wcielił: "W dwa dni tę powieść przeczytałem i byłem załamany. Bo oczywiście czytałem ją nie jako widz, a jako aktor, który będzie miał wejść w buty głównego bohatera. A ja po lekturze powieści nie cierpiałem Marcina Kani".
- Tam była taka jedna scena, która przekreśliła w moich oczach zupełnie Marcina Kanię. Kiedy już nie mieszka ze swoją rodziną, kazali mu się wyprowadzić, żeby się poszedł leczyć. I on kiedyś w nocy włamuje się do swojego domu i zabija swojego psa. Po to tylko, żeby skrzywdzić swoją rodzinę. Żeby rozpaczali, płakali, żeby im zrobić na złość. Coś dla mnie kompletnie niezrozumiałego - przyznał.
- W tym momencie mówię: "Nie. Nie chcę cię oglądać. Marcinie Kanio, jesteś kimś, kogo nie jestem w stanie zrozumieć, komu nie będę nigdy kibicował". I wtedy zacząłem się bać - przyznał aktor. - Jak ja mam obronić jako aktor Marcina Kanię, skoro on robi takie rzeczy? Przecież w tym momencie normalny człowiek albo wyłącza serial, albo przestaje mu kibicować, czyli przestaje go interesować podróż Marcina Kani w poszukiwaniu swojego zaginionego syna. Generalnie emocjonalnie, empatycznie odłącza się od głównego bohatera - ocenił Jakubik.
- Na szczęście Kacper Wysocki w swojej adaptacji wyrzucił tę scenę. Już w samej adaptacji znalazłem taki materiał: dobra, nie ma tej sceny z psem, nie ma wątku Kruszynki, czyli młodej kochanki Marcina Kani. A wiadomo, że kiedy jej nie ma, to Marcin Kania będzie miał szansę być bliżej rodziny, będzie mógł bardziej walczyć, nikt nie będzie go odciągał od prób zbliżenia się do swojej rodziny - powiedział. - Kilka bardzo inteligentnych, bardzo sensownych pomysłów, posunięć Kacpra Wysockiego - pochwalił scenarzystę serialu.
"To ja jestem na tym obrazie"
Pytany o sekrety swojego warsztatu, a zwłaszcza, przy okazji "Informacji zwrotnej", jak potrafi tak dobrze wcielać się w role osób w stanie nietrzeźwym, Jakubik opowiedział o swojej metodzie. - Każdy aktor posiada coś takiego jak pamięć psychofizyczna, czyli po prostu kwestia zapamiętania, jak funkcjonuje ciało, które jest pod mniejszym czy większym wpływem alkoholu, natomiast dla mnie o wiele ważniejsze jest to, co się dzieje w głowie. I to mi się za każdym razem jakoś sprawdza. Taką mam metodę pracy i tak działam - tłumaczył ekranowy Marcin Kania. - Czyli ja muszę jako aktor, czy może bardziej jako człowiek stworzyć sobie jak najbardziej esencjonalny monolog wewnętrzny. Strumień świadomości postaci. Czyli muszę zamienić się w tego gościa w następujący sposób: zacząć myśleć jak on - stwierdził Jakubik.
- Jeżeli ja zacznę myśleć jak mój bohater, jeżeli ten strumień będzie bardzo intensywny, to wtedy ciało idzie za głową. Nie trzeba sobie wymyślać albo przypominać, jak gestykuluje osoba pod wpływem alkoholu czy jaki ma rodzaj chodu - tłumaczył aktor. - Nie wymyślasz sobie takiego chodu, wystarczy, że jesteś w głowie swoim bohaterem, a wtedy całe ciało zachowuje się organicznie za tym, co się dzieje w głowie - powiedział.
W pewnym momencie rozmowa z aktorem skręciła w stronę obrazu, którego reprodukcję Jakubik miał na sobie. Bluza, w której przyszedł do radia, była ozdobiona reprodukcją "Krzyku" Edwarda Muncha. - Ten "Krzyk" jest chyba dla mnie takim najważniejszym obrazem, z którym się w jakimś sensie utożsamiam - wyznał artysta. - Upraszczając: to ja jestem na tym obrazie. To ja na nim krzyczę. I to też rodzaj takiego oswajania tego krzyku, takiej jakiejś wewnętrznej rozpaczy, Mam bardzo dużo takich bluz czy T-shirtów właśnie z "Krzykiem" - przyznał. - Skarpetki dostałem na Mikołaja z "Krzykiem" Muncha. To jest najbliższy mi obraz - powiedział Jakubik.