,
Obserwuj
Kultura

"To był początek moich stanów lękowych". Vanessa Aleksander szczerze o terapii i aktorstwie

TOK FM, tokfm.pl
5 min. czytania
31.08.2024 18:46
Grała w serialu "Wojenne dziewczyny", polskim "The Office" oraz "Hejterze". Jesienią weźmie udział w programie "Taniec z gwiazdami". Vanessa Aleksander, wschodząca gwiazda polskiego kina, opowiedziała Kamilowi Wróblewskiemu na antenie Radia TOK FM o życiowych zakrętach, mobbingu i terapii.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Praca aktorska zawsze była dla niej ważna. Pierwsze projekty realizowała jeszcze na studiach w Akademii Teatralnej, gdzie, jak opowiada, poznała pierwsze, negatywne strony zawodu aktora. - Kiedy zaczynałam studia, była jeszcze tzw. fuksówka, czyli kocenie. Zgadzano się na dużą przemoc psychiczną ze strony profesorów: wyzwiska, rzucanie krzesłami o ścianę. Mówili: jest wielkim artystą, więc może. Wszyscy na to przymykali oko. Buduje to w człowieku, który wchodzi w zawód, przekonanie, że tak musi być i że jeśli chce być uznanym aktorem, to musi się na to zgadzać - wspominała.

- Młodsze ode mnie pokolenie studentów aktorstwa, które nie doświadcza już fuksówki i ma psychologów w szkołach teatralnych, ma odwagę nazywać swoje wątpliwości. Ja nie miałam tej odwagi, idąc do teatru. Doświadczyłam potem mobbingu ze strony jednego ze współpracowników przy pracy nad spektaklem. To otworzyło puszkę pandory i spowodowało, że zaczęłam się mierzyć ze stanami lękowymi, które towarzyszą mi do dzisiaj - opowiadała na antenie aktorka.

Posłuchaj:

Możesz popełniać błędy

Jej pierwsza styczność z mobbingiem miała miejsce już w Akademii Teatralnej. Jedna z profesorek na każdych zajęciach z monologu kazała jej stawać na środku sali i mówić fragment tekstu, po czym komentowała, że 'z takim głosem' Aleksander powinna 'pracować na kasie' i że zajmuje komuś - w domyśle: zdolniejszemu - miejsce na studiach. - Uderzyło to we mnie i moją pewność siebie. Teraz, jako dorosła, myślę, że trzeba być bardzo małym człowiekiem, żeby nazywać ujmą pracowanie na kasie. W ogóle nie powinien był paść taki komentarz. Nawet jeśli nie podobał jej się sposób, w jaki podawałam tekst, to mogła wyrazić krytykę na wiele innych sposobów oraz nauczyć mnie, co się sprawdza, a co nie - wspominała w audycji Vanessa Aleksander.

Podobne sytuacje spotykały ją też w pracy. W teatrze jeden z aktorów był wobec niej tak nieprzyjemny, że trzęsła się, wychodząc z nim na scenę. Wyraźnie dawał do zrozumienia młodej aktorce, że jest niezadowolony z tego, jak gra. - Robił miny, komentował szepcząc, ale mówił to też wprost - wspominała.

Przykre wspomnienia nie zmieniają faktu, że ogólnie aktorka dobrze wspomina szkołę teatralną. - Mimo wszystko szkoła nie była jakimś mrocznym zamkiem. Mieliśmy wspaniałych nauczycieli, np. profesora Wiesława Komasę. Oni uwzględniali nasze talenty, mówili: 'ok, ta dziewczyna jest sprawna ruchowo, to niech mówi tekst, będąc w ruchu. Jeśli ktoś świetnie śpiewa, niech zaśpiewa fragment tekstu'. To są narzędzia, które powinny być używane przez profesorów w szkole teatralnej. Komunikat 'możesz popełniać błędy' jest skrajnie inny od komunikatu: 'pamiętajcie, jest selekcja i możecie odpaść po pierwszym roku'. Mój rocznik miał zresztą szczęście, bo mieliśmy wspaniałego opiekuna roku, profesora Andrzeja Domalika, który bardzo o nas dbał i nie pozwolił żadnemu z profesorów nas wyrzucić - dodała.

Być czy grać?

Vanessa Aleksander długo była przekonana, że aby zostać dobrą aktorką, musi cierpieć. I że powinna oddać swoje zdrowie psychiczne i komfort w imię bycia artystką. - Podczas kręcenia 'Hejtera' graliśmy scenę zamachu, w którym umiera siostra mojej postaci. Pamiętam, jak sobie wyobrażałam, że to się dzieje z moim bratem. Wkręcanie się w ten stan to jest doprowadzanie się do skrajnej rozpaczy - wspomina. - Grałam też w spektaklu, gdzie miałam się wprowadzać w stan furii i autentycznie wyrywałam sobie włosy z głowy, bo wydawało mi się, że tak należy. Byłam dumna z tego, że doprowadzam się do takiego stanu, że jestem cierpiącą artystką - wspominała Aleksander.

Dziś ma do swojej pracy znacznie większy dystans. Uważa, że tzw. 'metod acting', czyli tak ekstremalne wczuwanie się w postać, nie jest wcale jedynym właściwym podejściem. Teraz uważa, że aktorstwo jest sprawnym budowaniem iluzji, korzystaniem z narzędzi, które daje szkoła aktorska, a nie 'wypruwaniem z siebie najgorszych demonów przed kamerą'. - Przeszłam z przeżywania i bólu na doskonałe udawanie. Warsztat w obu przypadkach jest ten sam, po prostu odrzuciłam przekonanie, że muszę być moją postacią, a nie 'tylko' ją grać. W szkole teatralnej raczej wykorzystuje się 'metod acting', czyli budowanie postaci z silnym monologiem wewnętrznym. Jednak gdy widz ogląda na scenie dwóch dobrych aktorów, którzy płaczą - i jeden z nich płacze 'naprawdę', a drugi podrażnił sobie oczy specjalnym środkiem - i tak na 99 procent nie zobaczy między nimi różnicy - tłumaczyła aktorka.

Stawianie granic

Vanessa Aleksander w wielu wywiadach opowiada o tym, w jaki sposób dba o swoje zdrowie psychiczne. Jest też przekonana, że wiele dobrego dała jej terapia. Poszła na nią zaraz po tym, jak zaczęła pracę w zawodzie. - Miałam jedną traumatyczną sytuację w życiu prywatnym, o której nie chcę mówić, ale to ona uruchomiła we mnie silne poczucie lęku i niepokoju wewnętrznego. Akurat uczestniczyłam w próbach, zaczęłam życie zawodowe i nie potrafiłam stawiać granic, oddzielać tego, co konstruktywne, od tego co raniące. To był początek moich stanów lękowych. Nie wiedziałam, czemu tak się czuję, dlaczego nie mogę jeść i ciągle jestem w poczuciu paniki, zmęczenia. Zaczęłam wtedy pracę terapeutyczną, która trwa do dziś. Mówię o tym, bo wierzę, że ktoś dzięki temu może podjąć próbę wybrania się do specjalisty i zadbania o swoje zdrowie i komfort - stwierdziła aktorka.

Aktorka uważa, że terapia pomaga jej w stawianiu granic w sytuacjach zawodowych. W rozmowie z Kamilem Wróblewskim przyznała, że kiedyś miała z tym dużo większy problem. - Grałam z koleżanką, która była w ciąży i z jakiegoś powodu nie mieliśmy przerwy obiadowej. Pracowaliśmy na planie 12 godzin i w połowie tego czasu miał być zapewniony ciepły prowiant. Nie było go, a ja się zdenerwowałam. Koleżanka w ciąży bardzo słabo się poczuła i nie mogłyśmy się doprosić o jedzenie. Próbowałam rozmawiać z produkcją, ale dostałam informację zwrotną, że jak będę tak gwiazdorzyć, to poproszą o to, żeby na plan przyjechał mój agent. Wycofałam się i nic już nie powiedziałam, ale miałam przekonanie, że to nie jest w porządku. Trudno się w takich momentach zorientować, co jest przekroczeniem granicy, a co nie - opowiadała.

Dziś uważa, że nauczyła się lepiej komunikować, co jest dla niej raniące. Terapia zmieniła też jej podejście do aktorstwa. - Mam odwagę zadać sobie pytania: 'czy ja tego chcę?', 'czy chcę grać w filmie kosztownym dla mnie emocjonalnie?', 'czy mogę zadać pytania ludziom z większym doświadczeniem i nie mieć obawy, że zostanę oceniona?' - podsumowała.

Pójść za marzeniem

Dodała też, że już wcześniej miała propozycję występu w 'Tańcu z gwiazdami', ale odmawiała, bo bardzo bała się, że zostanie to źle odebrane w jej środowisku. - Praca aktorska zawsze była dla mnie bardzo ważna, stawiałam ją na piedestale. Dlatego dopiero ostatnio zdecydowałam się na udział w programie rozrywkowym. To nie jest przypadkowa decyzja, bo to było moje marzenie z dzieciństwa. Ja ten program oglądałam od zawsze i chciałam w nim uczestniczyć. Dopiero teraz mam odwagę, żeby pójść za tym marzeniem i nie sugerować się tym, co mogą o mnie pomyśleć inni ludzie z branży. Dziś już nie uważam, że to ujmuje mi jako aktorce. Chcę podążać za swoją intuicją i sercem, a nie lękiem o to, jak będą mnie widzieć inni - podsumowała aktorka.