,
Obserwuj
Kultura

Takiego "podwójnego uderzenia" Hollywood nie było świadkiem od 60 lat. "Absolutnie katastrofalne skutki"

2 min. czytania
14.07.2023 14:44
Do strajkujących od maja hollywoodzkich scenarzystów dołączają aktorzy. A to - jak komentował w TOK FM Michał Walkiewicz - będzie miało "absolutnie katastrofalne skutki dla biznesu filmowego i samej Kalifornii". - Gildia Aktorów to 160 tys. osób, których jest znacznie więcej, niż scenarzystów. Promień rażenia tego strajku będzie znacznie większy - ocenił krytyk filmowy w "Światopodglądzie".
|
|
fot. Rafał Pikuła

Do strajkujących w Hollywood od początku maja scenarzystów, dołączą aktorzy. Taką decyzję podjęła Gildia Aktorów Ekranowych. Ten związek zawodowy liczy aż 160 tysięcy osób.  Takiego 'podwójnego uderzenia' Hollywood nie było świadkiem od 1960 roku. Połączony strajk scenarzystów i aktorów pod znakiem zapytania postawiłby wydarzenia związane z kontynuowaniem lub promowaniem licznych produkcji i wydarzeń, m.in. filmu "Oppenheimer" Christophera Nolana, serialu "The Last of Us" czy Comic-Conu w San Diego. 

Nawet w przypadku uroczystości rozdania nagród Emmy, która ma się odbyć 18 września, podobno rozważane jest przesunięcie imprezy na listopad lub przyszły rok. - Gildia Aktorów to nie tylko aktorzy i aktorki, ale i performerzy, aktorzy dubbingowi, kaskaderzy. To 160 tys. osób, których jest znacznie więcej, niż scenarzystów. Więc promień rażenia tego strajku będzie znacznie większy - ostrzegał w TOK FM krytyk filmowy i redaktor naczelny Filmwebu Michał Walkiewicz. 

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Już wcześniej wsparcie dla strajkujących zadeklarowały wielkie gwiazdy, jak Meryl Streep, Jennifer Lawrence czy Mark Ruffalo. - Scenarzysta to nie jest najlepiej eksponowany medialnie zawód. Wydaje mi się, że aktorzy w takich sytuacjach pomagają, jeżeli chodzi o medialną optykę - ocenił krytyk filmowy w rozmowie z  Agnieszką Lichnerowicz. 

"Spustoszenia ocenimy z perspektywy czasu"

Scenarzyści i aktorzy w sporze ze stacjami telewizyjnymi i platformami streamingowymi domagają się podwyższenia płac, a także ustalenia warunków publikowania ich utworów w streamingu oraz roli sztucznej inteligencji. Scenarzyści potrzebują zapewnienia, że ich pracy nie przejmą algorytmy, a aktorzy - że ich wizerunek nie będzie wykorzystywany bez ich zgody. - Na pewno wizja kina, w którym aktorzy będą zastępowani swoimi cyfrowymi odpowiednikami, nie jest odległa. A w przypadku scenarzystów oznacza to, z jednej strony przygotowywanie szkiców tekstów przez SI, a z drugiej -  poprawki nanoszone przez SI na teksty napisane przez człowieka. To jest rzecz, z którą Hollywood będzie musiał się zmierzyć - przekonywał Michał Walkiewicz.

Jak zwrócił uwagę krytyk, strajk scenarzystów może potrwać nawet do końca roku, a to będzie miało "absolutnie katastrofalne skutki dla biznesu filmowego i samej Kalifornii. Jednak my - zwykli widzowie - odczujemy rezultaty hollywoodzkiego strajku dopiero w następnych latach. - Skutki przyjdą z opóźnieniem, bo jednak cześć tych filmów jest pokończona - prace nad planach się zakończyły, część tekstów jest napisana. To, jakie te strajki przyniosły spustoszenia, ocenimy z perspektywy czasu - powiedział Michał Walkiewicz w "Światopodglądzie".

'Mamy dość uberyzacji naszego zawodu'. Znane głosy nie chcą pracować jak w fabryce