"Wilk w owczej skórze, zamiatający ogonem własne tropy". Nałęcz o Czarzastym i aferze Rywina [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Niniejszy fragment pochodzi z książki 'Afera Rywina. Odsłanianie prawdy' autorstwa Tomasza Nałęcza. Książkę - wydaną 6 grudnia nakładem Wydawnictwa Sonia Draga - możesz kupić tutaj.
(Juliusz Braun - red.) utwierdził nas (...) w przekonaniu, że Rywin nie ma w sobie nic z mitomana i jest bardzo sprawny w robieniu interesów. Braun był przekonany, że jeśli przyszedł on do Agory z żądaniem łapówki, to zlecili mu to jacyś wpływowi mocodawcy.W świetle tego, co zeznał Braun, realna również stawała się groźba Rywina, (...) że jego mocodawcy są w stanie zablokować nabycie Polsatu przez Agorę nawet na ostatnim etapie tej transakcji. Prezes KRRiT uświadomił nam, że jeśli Agora zakupiłaby większościowe udziały w Polsacie, to do sfinalizowania transakcji niezbędna byłaby zgoda KRRiT, polegająca na zmianie posiadacza koncesji. Do tej pory Włodzimierz Czarzasty skutecznie blokował w KRRiT wnioski Agory. Bez jego mocy sprawczej także nabycie Polsatu nie byłoby możliwe. To rozumowanie wyostrzyło mój zamiar dokładnego wyjaśnienia roli Czarzastego w badanej przez nas aferze.Było to niezbędne tym bardziej, że według Brauna przepisy dekoncentracyjne, kluczowe dla nabycia Polsatu przez Agorę, zaproponował i forsował w pracach KRRiT właśnie Włodzimierz Czarzasty. (...) Już wtedy propozycja Czarzastego brzmiała niemalże identycznie jak projekt przepisów przyjęty przez rząd w marcu 2002 roku. Jednak w KRRiT Czarzasty znalazł się w mniejszości i dlatego ograniczył swoją propozycję do zakazu udzielenia koncesji na nadawanie ogólnokrajowego programu telewizyjnego albo radiowego podmiotowi, który już jedną taką koncesję posiadał. Przy takim przepisie Agora mogła nabyć Polsat. Dla Brauna było oczywiste, że Czarzasty kierował się chęcią zablokowania ekspansji Agory na rynku medialnym. Już wcześniej bowiem zwalczał Agorę, kiedy występowała ona do KRRiT z wnioskami o kolejne koncesje na lokalne programy radiowe (...).
'Zakopane i disco polo wymyśliła żona Kurskiego'. Kamil Dziubka za 'Kulisami PiS' [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Wiedziałem, że (Czarzastego - red.) nie będzie łatwo rozgryźć. Dosyć dobrze znałem go od kilku lat i sporo z nim rozmawiałem o polityce. Był bardzo skutecznym i twardym graczem, zadającym trudne do odparowania ciosy, nie zawsze wymierzone powyżej pasa. (...)Janina Sokołowska, dopytywana 18 marca 2003 roku o swoje relacje z Włodzimierzem Czarzastym, stanowczo zaprzeczyła jakimkolwiek bliższym z nim związkom. Stwierdziła, że (...) przepisy dekoncentracyjne, czyli te, które blokowały zakup Polsatu przez Agorę, zostały zaproponowane przez Czarzastego nie tylko podczas przygotowywania projektu w KRRiT, ale także na etapie prac rządowych. (...)Jednak zaraz po przerwie, w czasie której Sokołowska intensywnie korzystała z telefonu, zmieniła ona zeznanie. Z wymalowaną na twarzy determinacją oświadczyła: "Nie jest mi znany udział pana ministra Czarzastego we wnioskowaniu poprawek na etapie prac rządowych". Próbował ją osaczyć Zbigniew Ziobro, ale jak widać z poniższego dialogu, bezskutecznie:- Ale na jakiej podstawie pani się wycofuje, skoro trzykrotnie pani była pytana o ten udział? Co panią skłoniło do tej zmiany stanowiska?- Dlatego że w czasie przerwy rozmawiałam z koleżanką i ona mi zwróciła uwagę na to, czy rzeczywiście pan minister na etapie rządu uczestniczył. I wtedy sobie przypomniałam, że nie - nie uczestniczył. Ja po prostu, przepraszam najmocniej, źle zrozumiałam pana pytanie i przyznaję się do tego.- Tylko to pytanie było stawiane kilka razy.- Tak, zgadza się.- I trzykrotnie mnie pani źle zrozumiała?- Tak, trzykrotnie źle pana zrozumiałam.
Szyte to było bardzo grubymi nićmi, ale pozostało nam tylko zadowolić się nauką, że śledząc rolę Włodzimierza Czarzastego w badanej przez nas aferze, napotkamy pancerz, którego skruszenie nie przyjdzie łatwo.Przekonaliśmy się o tym już następnego dnia (...). (Czarzasty - red.) próbował przed komisją naśladować Adama Michnika, przez co zaiskrzyło już na początku posiedzenia. Upierał się, że będzie zeznawał na stojąco, na co ja, ze względu na konieczność mówienia do mikrofonu, nie mogłem się zgodzić, pamiętając fatalną jakość nagrania zeznań Michnika i drogę przez mękę, jaką przeszły maszynistki przy sporządzaniu stenogramu. Ku niezadowoleniu Czarzastego dopiąłem swego.Jak każdy świadek, zaczął od tzw. swobodnej wypowiedzi, która w jego wydaniu była rekordowo długa i trwała ponad dwie godziny. Już na początku zaznaczył, że Lwa Rywina zna bardzo słabo. Ujął to tak: "Widziałem się z panem Rywinem, praktycznie rzecz biorąc, dwa, trzy, cztery razy w życiu na spotkaniu typu jakiś jubileusz, np. jubileusz Canal+. W środowisku się zawsze mówiło, chociaż prawdę powiedziawszy, nie za bardzo wiem dlaczego, że się nie lubimy. Moim zdaniem nigdy z nim nie rozmawiałem o ustawie".Przyznał się jednak, że odwiedził Lwa Rywina 20 grudnia 2002 roku, jakoby po to, by złożyć mu życzenia świąteczne. Jak na osoby, które się nie znały i nie lubiły, bardzo dziwny to był gest. "Nie rozmawialiśmy - zaznaczył - o aferze, wtedy jeszcze, przypomnę, nie było wiadomo, że to jest afera. Rozmowa trwała około pół godziny, odbyła się w siedzibie Heritage Films przy placu Unii".
Co zrobią z TVP? Ekspert podaje przykład z innego kraju. 'Nie mieści nam się to w głowie'
Zazgrzytały mi w tej wypowiedzi fałszywe tony. Moje koleżeńskie rozmowy z Czarzastym nie pozostawiały wątpliwości, że jeśli chodzi o świat mediów, był jednym z najlepiej poinformowanych ludzi w Warszawie. To, że 20 grudnia 2002 roku, na tydzień przed publikacją tekstu Pawła Smoleńskiego , nic nie wiedział o aferze Rywina, było dla mnie równie prawdopodobne jak informacja, że właśnie wrócił z wycieczki rowerowej na Księżyc. Dałbym sobie rękę uciąć, że wiedział o planowanej publikacji Smoleńskiego i wybrał się do Rywina właśnie po to, by z nim o tym porozmawiać. Słusznie założył, że analizując billingi Rywina, odkryjemy to spotkanie, więc wolał uprzedzająco przykryć je serwowaną nam historyjką. (...)Rzucało się w oczy, że demonstracyjnie i wielokrotnie podkreślał głęboką przyjaźń łączącą go od dwudziestu dwóch z lat Kwiatkowskim. Jak to brzmiało, widać już z pierwszej z tych deklaracji: (...) " To rzadkie przyjaźnić się z kimś przez tyle lat i to rzadkie, żeby przyjaźń była tak mocna". Taka deklaracja była unikalna w kontekście kilkudziesięciu innych przeprowadzonych przez nas przesłuchań. Co ciekawe, Kwiatkowski w swoich zeznaniach nie informował o przyjaźni z Czarzastym. (...)O tym, że wszystko w zeznaniach Włodzimierza Czarzastego było starannie przemyślane i nic nie pojawiało się przypadkowo, przekonywały mnie jego obłudnie brzmiące deklaracje, w których pozował na szlachetnego rycerza, walczącego o dobro publiczne i dlatego bezlitośnie tępionego przez Agorę, ogarniętą żądzą zysku. Było przecież tajemnicą poliszynela, jak twardo walczył z Agorą, chcąc osłabić jej wielki wtedy wpływ na opinię publiczną. Znając lewicę od podszewki, dobrze wiedziałem, jak istotną rolę Czarzasty odgrywał wśród osób, które forsując nowe przepisy w ustawie RTV, przekonały Millera o wrogości Agory wobec SLD i o potrzebie ograniczenia wpływów tego koncernu medialnego (...). Kontrolna lampka błyskała mi w głowie intensywną czerwienią.
(...) Było widać, że świetnie się przygotował do przesłuchania i jak wąż nasmarowany smalcem wymykał się z rąk kolejnych posłów, chcących go docisnąć pytaniami. Konsekwentnie ukrywał współpracę z Jakubowską. Zdementował informację Brauna, że wchodził w skład zespołu pracującego nad ustawą RTV na etapie prac rządowych.Brzmiało to bardzo podejrzanie, bo przecież zajmowanie się pracami nad ustawą RTV przez sekretarza KRRiT było ze wszech miar naturalne i zrozumiałe. Jeśli tak gorliwie ukrywał ten fakt, to sprawa musiała mieć drugie dno. A wyjaśnienie nasuwało się tylko jedno: misja Lwa Rywina skorelowana była z lipcowymi pracami nad autopoprawką do ustawy RTV i dlatego Czarzasty tak bardzo uciekał od tej kwestii. Łatwiej to było jednak pomyśleć, niż udowodnić. Aby to zrobić, musieliśmy zdobyć zarówno nowe dowody, jak i umiejętności, których nam brakowało na tym etapie prac komisji.
Wbrew intencjom, swoimi zeznaniami Czarzasty utwierdził mnie w przekonaniu, by bardzo dokładnie przyjrzeć się w naszym śledztwie aktywności całej trójki przyjaciół, czyli jego samego, Kwiatkowskiego i Jakubowskiej. Coraz częściej zacząłem ich w moich przemyśleniach nazywać "grupą trzymającą ustawę", zainspirowany określeniem użytym przez Lwa Rywina w rozmowie z Adamem Michnikiem. Łatwiej było jednak takie postanowienie podjąć, niż je wykonać, zważywszy na naszą dużą jeszcze wtedy nieporadność.Tę słabość komisji Włodzimierz Czarzasty bezlitośnie wykorzystał i grał twardziela rozstawiającego posłów po kątach. Zapewne podobało się to przeciwnikom komisji, ale wnioskując z krytycznych reakcji opinii publicznej, nie było to liczne grono (...).Ważniejsze nawet od tego, co mówił, było to, jak mówił. Jawił się jako bezkarny przedstawiciel władzy, arogancki, demonstrujący poczucie wyższości funkcjonariusz systemu, który ma trwać wiecznie. Jego wystąpienia robiły piorunujące wrażenie. Chciał wypaść inteligentnie, chociaż właśnie inteligencja podpowiadała, żeby w tym przypadku powstrzymać elokwencję. Prowadzone w takim stylu przepychanki z posłami trwały blisko trzy dni, aż w końcu przyszpilił Włodzimierza Czarzastego najdociekliwszy Jan Rokita. (...) Rokita osaczył Czarzastego pytaniami o sprawy, w których publicznie zarzucano mu ręczne sterowanie lokalnymi mediami. Szczegółowo pytał o kilkanaście takich przypadków, a Czarzasty za każdym razem, purpurowiejąc na twarzy, odpowiadał: „Nie przypominam sobie". (...)
W ciągu trzech męczących dni niczego Czarzastemu nie udowodniliśmy. Jednak dla mnie bardziej od słów liczyła się towarzysząca im melodia. W niej zaś pełno było fałszywych tonów, które utwierdziły mnie w podejrzeniu, że Czarzasty ze swoją inteligencją, przebiegłością i ambicją musi mieć z badaną sprawą wiele wspólnego, tyle że udowodnienie tego nie będzie łatwe.(...) Znałem inteligencję i przebiegłość Czarzastego i nie miałem wątpliwości, że swą postawą w komisji bardzo mu podpadłem. (...) Przypominał mi wilka w owczej skórze, zamiatającego ogonem własne tropy. Nie reagowałem, bo bawiły mnie te podchody. Bardzo tylko uważałem na to, co mówię, by nie ułatwić mu rozgrywki z komisją.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>