,
Obserwuj
Kultura

Przychodzi Kukiz do Urbana. "Najlepiej, gdyby powiedział pan, że tekst napisał szatan" [FRAGMENT KSIĄŻKI]

7 min. czytania
18.02.2024 13:28
"Panowie zastanawiają się, czy historia jest wystarczająco pikantna. Potrzebne są znane nazwiska i skandalizujące szczegóły. Skoczylas wsiada do pociągu do Warszawy, przepytuje kobietę i oddzwania do Górskiego. Jego zdaniem Domaros zmyśla na każdy temat, to najprawdopodobniej mitomanka. Ale ma też dobre wieści: kobieta chętnie opowie, że uwiodła Kwaśniewskiego i Millera" - piszą Dorota Karaś i Marek Sterlingow w książce "Urban. Biografia".
|
|
fot. KAPiF/ Piotr Wójcik - Agencja Wyborcza.pl

Poniższy fragment pochodzi z książki 'Urban. Biografia' autorstwa Doroty Karaś i Marka Sterlingowa. Książkę wydaną nakładem Wydawnictwa Znak możesz kupić tutaj.

(...) W III Rzeczypospolitej nie wybuchła dotąd głośna afera obyczajowa (...). Sytuacja zmienia się latem 1992 roku. "Kurier Polski" informuje, że niejaka Anastazja Potocka, podająca się za hrabinę, uwodzi, a następnie szantażuje posłów w Sejmie. Urban wrócił akurat z urlopu w Sopocie.

- Wiem, jak do niej dotrzeć - informuje dziennikarzy na kolegium.

Parę dni wcześniej spacerował z żoną po deptaku na Monte Cassino i poznał tam ulicznego handlarza obuwia. Ręcznie plecione sandały tak spodobały się Daniszewskiej, że po odpowiedni rozmiar oboje pojechali do jego domu. Rzemieślnik, który rozpoznał w Urbanie redaktora poczytnego tygodnika, opowiedział mu o swojej znajomej, młodej dziennikarce. Dziewczyna wpadła w kłopoty finansowe i zgodziła się na współpracę z UOP. Najpierw inwigilowała właścicieli kasyn, potem dostała zadania związane z posłami. Znów ma problemy i chętnie porozmawia o nich z dziennikarzem. (...) Wiśniowski przedstawia sprawę następująco:

Nad Sejmem zawisła damska d**a i straszy reprezentację narodu. [?] Niektóre gazety próbują o tym napisać posługując się tym, co usłyszały w Sejmie, czyli karmiąc się plotkami. Np. 'Kurier Polski' informował, że Anastazja P. jest wysoka (nieprawda), ma długie blond włosy (nieprawda), że rozsyła posłom koperty ze zdjęciami w jej objęciach (nieprawda), że ich szantażuje (nieprawda), że trzyma w szachu czołówkę polityków. Pisze się o jakiejś Francuzce, rozwija się wątek agenturalny, starannie wietrzy się pościel reprezentantów narodu. My rozumiemy, że dojście do istoty rzeczy jest niełatwe, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, że wokół sprawy kręci się UOP i rozwija swe poczynania. I po cóż tak się męczyć, jeżeli można sięgnąć do naszego tygodnika? My wszystko raz-dwa wyjaśnimy.

Obietnica jest na wyrost, bo historia hrabiny Potockiej wydaje się poplątana, a Starszak pilnuje, by dziennikarz nie palnął nic, co może zaprowadzić go na salę sądową. Artykuł pełen jest więc dwuznaczności. Nie wyjaśnia, na czym polega rola UOP w tej sprawie (odnotowuje jedynie, że oficerowie czasem przekazują Anastazji kwiaty i drobne prezenty). O towarzyskich kontaktach bohaterki z politykami Wiśniowski pisze wytłuszczonym drukiem. Pada sugestywne słowo "orgie", ale bez szczegółów czy nazwisk. Na liście znajomych domniemanej arystokratki lewicę reprezentują Aleksander Kwaśniewski, Leszek Miller i Józef Oleksy. O kontakty z nią posądzani są też posłowie z prawej strony, między innymi Stefan Niesiołowski i Andrzej Kern. Temu ostatniemu sejmowa femme fatale wyrzuca enigmatycznie, że nie Marzena Domaros i Jerzy Urban. Kolejny żart szefa tygodnika "Nie". błysnął dobrymi manierami, gdy odwiedziła go w poselskim apartamencie. Nazwiska w tekście pojawiają się w niewinnych kontekstach. Kogoś widziano z Potocką w kawiarni, ktoś inny tylko się o nią otarł.

'Wilk w owczej skórze, zamiatający ogonem własne tropy'. Nałęcz o Czarzastym i aferze Rywina [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Wiśniowski ma jednak dla polityków i czytelników niespodziankę - sejmowa kusicielka nie jest ani hrabiną, ani Potocką. Z Francją ma tyle wspólnego, że w liceum uczyła się języka Moliera. Naprawdę nazywa się Marzena Domaros, ma dwadzieścia pięć lat (o cztery mniej, niż twierdzi) i urodziła się w Zblewie pod Gdańskiem. Studiowała zaocznie polonistykę na Uniwersytecie Gdańskim, dorabiała, pracując przy organizacji Igrzysk Solidarności w 1990 roku, a także na festiwalu w Sopocie. Z dziennikarstwem zetknęła w "Wieczorze Wybrzeża" i Radiu Gdańsk. Po przenosinach do Warszawy zahaczyła się w piśmie "Ona", wreszcie w Sejmie dostała akredytację jako przedstawicielka "Le Figaro" (przez chwilę pomagała dziennikarzowi tego francuskiego dziennika).

W obecności notariusza Marzena Domaros składa w redakcji oświadczenie. Ma być jej zabezpieczeniem na wypadek "niekorzystnego rozwoju sytuacji". Trudno powiedzieć, czy na myśli ma aresztowanie czy nagłą śmierć. "Nie" opublikuje je dopiero czternaście lat później, gdy przedawnią się przestępstwa, do których przyznała się rzekoma hrabianka.

Bohaterka sejmowego skandalu wyznaje, że dwa lata wcześniej zaszła w ciążę i została porzucona. Wyłudzała od znajomych pieniądze, jej długi urosły do kilkunastu milionów ówczesnych złotych. Wykorzystał to UOP, który szantażem zmusił ją do współpracy.

"Sugerowano mi 'bardzo bliskie' spotkania z Aleksandrem Kwaśniewskim. Jednocześnie zabroniono mi rozwijać moje spotkania z Niesiołowskim, choć jednocześnie ze spotkania z Kernem byli bardzo zadowoleni" - pisze Domaros.

Publikacja w "Nie", demaskująca rzekomą hrabiankę, wywołuje sensację. W redakcji rozdzwaniają się telefony, tekst na temat kariery fałszywej arystokratki zaczyna przygotowywać nawet "Polityka". Dziennikarzom tego tygodnika Marzena Domaros tłumaczy, dlaczego tak łatwo nabrała reprezentantów narodu: "Posłowie są niesłychanie złaknieni tytułów, kontaktów z tzw. wielkim światem. Dlatego uważam, że powinno się w tym kraju wprowadzić monarchię". (...)

Oto kulisy życia w bazie F-16. Gdy pilot usłyszy to słowo, w Polsce zacznie się wojna

Marzena Domaros domaga się, by Urban wydał jej książkę. W tym, że stanie się bestsellerem, widzi szansę na wyjście z długów. - Znam kogoś, kto chętnie w tym pomoże - zapewnia naczelny i dzwoni do Romana Górskiego, wydawcę "Alfabetu Urbana". Lojalnie uprzedza, że potrzebna będzie osoba do pomocy: - Ona nie jest dziennikarką. Wątpię, że sama sobie z tym poradzi.

"Złota Rybka" ma sposób i na to. W październiku 1992 roku angażuje Jerzego Skoczylasa, krakowskiego dziennikarza, który napisał już dla BGW wywiad rzekę z generałem Kiszczakiem.

Panowie zastanawiają się, czy historia jest wystarczająco pikantna. Potrzebne są znane nazwiska i skandalizujące szczegóły. Skoczylas wsiada do pociągu do Warszawy, przepytuje kobietę i oddzwania do Górskiego. Jego zdaniem Domaros zmyśla na każdy temat, to najprawdopodobniej mitomanka. Ale ma też dobre wieści: kobieta chętnie opowie, że uwiodła Kwaśniewskiego i Millera. Gotowa jest również przyznać, że zgwałcił ją marszałek Sejmu Andrzej Kern.

- No to mamy książkę - cieszy się Górski. Takie nazwiska przyciągną uwagę.

Przy okazji ma zostać pobity wydawniczy rekord świata. - Masz cztery dni na napisanie całości - słyszy Skoczylas.

Dziennikarz rozdyma tekst do granic możliwości, rozpisuje nawet wszystkie skróty. Cieniutka, ale gwarantująca zysk publikacja trafia na bazary miesiąc później. Udział Skoczylasa jest tajemnicą. "Pamiętnik Anastazji P.. Erotyczne immunitety" to kolejny wielki sukces Górskiego. Na wszelki wypadek książkę wydaje firma krzak. Obawy są niepotrzebne - nikt nie pozywa wydawcy.

Marszałek Kern ogłasza, że "Anastazja P. należy do osób, które nie zasługują, żeby się z nimi procesować". Uważa, że cała historia to zemsta Urbana.

Skoczylas po latach będzie przekonywał, że polityk nie sądził się z wydawcą, bo sam włożył "dużo trudu, żeby ten rozdział o Kernie zredagować tak, by trudno było się do tego przyczepić od strony prawnej", a "słowo 'gwałt' pada tylko w monologu wewnętrznym Marzeny".

Politycy lewicy na temat związków z Domaros wypowiadają się oględnie. Kwaśniewski i Miller nabierają wody w usta.

Skoczylas dostaje pieniądze za czterysta tysięcy sprzedanych egzemplarzy. Podejrzewa "Złotą Rybkę", że przehandlował trzy razy więcej. Ale nie narzeka. Oboje z Domaros i tak dostają worek pieniędzy. Kobieta spłaca długi, a potem z dziennikarzem z "Nie" Przemysławem Ćwiklińskim pisze drugą książkę. Ta pozycja nie podbija już rynku. Utwór "Oczy Stefana", który próbuje wylansować rzekoma hrabianka, też nie zostaje przebojem.

Bohaterka Erotycznych immunitetów wkrótce potem znika zarówno z życia publicznego, jak i z życia córki. Dziewczynkę wychowają dziadkowie (...).

Urban. Biografia
Urban. Biografia
Wydawnictwo Znak/ Materiały prasowe

Do Urbana zgłasza się Paweł Kukiz, lider zespołu "Piersi". Muzycy nagrali właśnie swój największy przebój - "ZChN zbliża się". Rockowy utwór łatwo wpada w ucho, bo został napisany na melodię popularnej pieśni religijnej "Pan Jezus już się zbliża". Przerobiony tekst opowiada o pijanym księdzu, który odwiedza wiernych po kolędzie. Skrót w tytule oznacza Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, sejmową konserwatywną partię odwołującą się do nauki Kościoła.

Z prezentacją utworu Kukiz czekał, aż ochrzci córeczkę. Teraz martwi się, że będzie miał większe kłopoty. Dwie prokuratury w Warszawie sprawdzają, czy piosenka nie obraża uczuć religijnych.

- Nie wiem, co mógłbym dla pana zrobić - zastanawia się głośno Urban. Artystycznych dokonań Kukiza nie zna, nie interesuje go twórczość rockowa. Woli słuchać muzyki barokowej albo kompozycji angielskiego pianisty Benjamina Brittena. Naczelny "Nie" prosi Gadzinowskiego, żeby zajął się sprawą. Mogą zwrócić się o radę do dyrektora Starszaka. Ten na pewno coś wymyśli.

'Kleiliśmy się'. Ryszard Terlecki i Kora 'wędrują psychodeliczną drogą' [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Prawnik przebiega wzrokiem tekst piosenki i po chwili proponuje taktykę na przesłuchanie:

- Najlepiej, gdyby powiedział pan prokuratorowi, że tekst napisał szatan. Wymyśla też sposób dostarczenia rękopisu: przez otwarte okno wpadła kartka i jakaś siła kazała artyście przepisać słowa. Na koniec Starszak podkreśla:

- Tylko ma pan to mówić poważnie, bez głupich uśmiechów.

- Ale prokurator w to nie uwierzy - denerwuje się Kukiz.

- Złamie wtedy prawo. Swoją niewiarą obrazi pana uczucia religijne. Bo przecież jako katolik wierzy pan w istnienie szatana - tłumaczy Starszak.

- A co, jeśli zapyta o kartkę? - pyta muzyk.

- Spłonęła - pada zdecydowana odpowiedź. Były prokurator wie, że szatan nie zostawia żadnych dowodów.

Wkrótce wychodzi debiutancki album zespołu "Piersi". Jako autor słów na płycie widnieje szatan. Prokuratura umarza sprawy.

Kukiz niedługo przestanie lubić i wykonywać utwór o pijanym proboszczu, ale lekcję oficera SB zapamięta na długo. Gdy sam zostanie politykiem, różne rzeczy będzie opowiadał z poważną miną, bez głupich uśmiechów.

Wiosną rozchodzi się plotka, że Urban rozwodzi się z Daniszewską. Na potwierdzenie tych wieści w "Nie" ukazuje się fotoreportaż ze ślubu naczelnego z Anastazją Potocką i zdjęcie pałacyku w Alejach Ujazdowskich, który pan młody kupił wybrance w prezencie ślubnym. Nic tak nie cieszy Urbana jak zaplanowany z najdrobniejszymi szczegółami primaaprilisowy żart.

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>