,
Obserwuj
Kultura

"Jarosław Kaczyński nigdy nie chciał rządzić". Klucz do umysłu lidera PiS [FRAGMENT KSIĄŻKI]

7 min. czytania
15.06.2024 15:56
"Wiecznie skupiał się na tym, co będzie po zakończeniu kadencji, po przejściu do opozycji. Dlatego karmił partię, aby się najadła za wszystkie czasy, aby zapamiętała sytość okresu zwycięstwa. Sam natomiast zachowywał się jak emigrant, który wiecznie nie dojada, bo wszystko odkłada na powrót" - pisze o liderze Prawa i Sprawiedliwości Robert Krasowski, autor książki "Klucz do Kaczyńskiego".
|
|
fot. Sławomir Kamiński/Agencja Wyborcza.pl

Fragmenty rozdziału "Niechęć do władzy" pochodzą z książki "Klucz do Kaczyńskiego" autorstwa Roberta Krasowskiego. Książka pojawiła się w księgarniach 24 kwietnia 2024 r. nakładem wydawnictwa Czerwone i Czarne. Można ją kupić tutaj >>

(...) Jarosław Kaczyński nigdy nie chciał rządzić, nie miał takiej potrzeby. Nie kusił go żaden z wymiarów władzy - ani nie chciał się napawać jej posiadaniem, ani nie miał ambicji zmiany rzeczywistości własnymi rękami. Stworzył kilka projektów głębokiej zmiany realiów, ale nie on był ich adresatem, lecz jego brat. W rodzinnym podziale pracy Lech był przeznaczony na władcę, on miał zmieniać Polskę, Jarosław miał być szefem jego politycznego zaplecza oraz głównym doradcą.

Podział ról zrodził się jeszcze w opozycji, kiedy Lech był znacząco ważniejszy. Obaj działali w KOR-ze, Jarosław w Warszawie, zaledwie na obrzeżu ruchu, natomiast Lech w Trójmieście w samym centrum wydarzeń, ciągle u boku głównych postaci epoki - Bogdana Borusewicza, Jacka Kuronia, Andrzeja Gwiazdy, Lecha Wałęsy. Nie był politykiem pierwszej ligi, ale był postacią istotną, znał wszystkich, wszyscy znali jego. (...) Gdy przyjdzie do kluczowych wydarzeń, Lecha odnajdziemy w roli zaufanego człowieka Wałęsy: jego wysłał na wszystkie spotkania w Magdalence, jemu powierzył misję stworzenia rządu Mazowieckiego, jemu oddał nadzór nad bieżącą aktywnością "Solidarności", jemu po wygraniu prezydentury chciał oddać przywództwo nad związkiem.

W tym czasie Jarosław był politycznie nieważny, jak sam powiedział: "moja pozycja polityczna była właściwie żadna". Dopiero dzięki bratu poznał główne figury opozycji. Bratu też zawdzięczał, że u progu III RP mógł poprowadzić najważniejsze rozdanie epoki: stworzyć koalicję rządową oraz wybrać osobę premiera.

'Do Kaczyńskiego dotarło, że został oszukany'. Kamiński zdradza, co powiedział mu 'ważny polityk PiS'

Kilka miesięcy później bracia ruszyli do walki o budowę własnych zasobów, Jarosław stworzył partię, Lech zabrał się do przejęcia władzy nad "Solidarnością". Misja Lecha była o niebo ważniejsza, gdyby przejął związek, bracia byliby potęgą, jednak Lech przegrał. A wtedy między braćmi ustalił się podział pracy, który obowiązywać będzie do końca. Cieszący się powszechnym szacunkiem Lech był twarzą oraz kapitałem projektu "bracia Kaczyńscy", natomiast Jarosław organizował zaplecze oraz kreślił strategie. Innymi słowy Jarosław kierował partią, której celem było wprowadzenie Lecha na kluczowe stanowiska w państwie. Prób podjął wiele, wszystkie bez skutku, Porozumienie Centrum okazało się za słabe, aby zostać wehikułem kariery Lecha. Stanowisko w końcu dostał, został szefem NIK-u, ale nie dzięki PC, tylko ze względu na własną pozycję.

Mijały lata, partia nadal nie potrafiła mu pomóc, to raczej on wyświadczał przysługi. Gdy słabiutkie PC, walczące o kilka procent, musiało wystawić kandydata na prezydenta, prosiło Lecha. Ten zgadzał się, choć jak mówił Jarosław, Porozumienia nie lubił; w jego opinii byli to mali, toporni ludzie. Po zakończeniu kadencji w NIK-u Lech politykę porzucił, wziął się za karierę akademicką. Czasem bracia snuli polityczne plany, ale ambicje były coraz bardziej skromne, raz jeszcze prezesura NIK-u dla Lecha, z której bracia chcieli stworzyć ośrodek walki z układem. Jednak cel ciągle się oddalał, Jarosław ponosił kolejne porażki, w partii doszło do buntu, stracił pozycję szefa, był już tylko szeregowym posłem.

O Obajtku Polska słyszała już w 1994 roku. 'Zawsze taki był'. Ambitny i całkowicie bezwzględny' [FRAGMENT KSIĄŻKI]

I wtedy Lech znowu pociągnął brata do góry. Premier Jerzy Buzek mianował go ministrem sprawiedliwości, co ten wykorzystał z olbrzymią zręcznością. W kilka miesięcy Lech odniósł niebywały sukces, był pierwszym prawicowym politykiem, który w sondażach popularności poszybował na szczyt. W tamtych miesiącach Jarosław pracował u boku brata, był jego nieformalnym sekretarzem (...). Chwilę potem bracia skapitalizowali poparcie, założyli partię, której Lech został szefem. Ale tylko formalnie, nadal obowiązywał dawny podział pracy, Lech był kandydatem na najwyższe urzędy, Jarosław szefem partii pracującej na jego sukces. Niedługo potem bracia opracowali strategiczny plan: Lech wystartuje w wyborach na prezydenta Warszawy, a jeśli wygra, na prezydenta państwa.

Okładka książki 'Klucz do Kaczyńskiego' autorstwa Roberta Krasowskiego
Okładka książki 'Klucz do Kaczyńskiego' autorstwa Roberta Krasowskiego
Źródło: Wydawnictwo Czerwone i Czarne

Udało się. Ubocznym skutkiem sukcesu, nieplanowanym i przez Jarosława niechcianym, był fakt, że "partia pracy na sukces Lecha" urosła do rozmiaru największej w Polsce siły. Rodząc nowy problem - w puli władzy pojawiło się więcej stanowisk niż braci gotowych rządzić. Bo rządzić chciał jedynie Lech. To nie był kaprys, bliźniactwo zbudowało niespotykane profile polityczne. Stabilne istnienie czegoś, co w polityce nie istnieje - pełnej lojalności i niezmąconej współpracy - pozwoliło braciom podzielić się pracą. Jeden robił rzeczy od A do P, drugi od R do Z. Jarosław budował partię, szlifując swoje talenty organizacyjne, taktyczne, manipulacyjne. Z kolei Lech życia partyjnego nie znosił, nie lubił żadnej partii, w szczególności nie lubił PC oraz PiS-u. Nie obchodziły go również taktyka polityczna, kulisy walki wyborczej, sejmowe intrygi i awantury. Jarosław brał na siebie polityczny brud, Lech godne sprawowanie urzędów. Stabilny podział pracy sprawił, że bracia krzepli w niecodziennych warunkach, rozwijali w sobie jedne zdolności, innych rozwijać nie próbowali. Jarosław pokochał codzienną szarpaninę, partyjną młóckę, natomiast wobec wielkich stanowisk czuł opór, a nawet wstręt. Stanowczo nie chciał rządzić, Lech kiedyś powiedział: Znam jednego zadziwiająco mało ambitnego polityka - Jarka, mojego brata. Lech miał o to pretensje, coraz większe, z czasem zaczął je wypowiadać publicznie. Mówił, że brat nie chce władzy, że to nienormalne, że w polityce nie można siedzieć wyłącznie za kulisami. W odpowiedzi Jarosław mnożył przeszkody: nie zna języków, nie chce jeździć na międzynarodowe szczyty, ma kiepską kondycję fizyczną. Po latach również Jarosław ujawnił tamte spory z bratem:

Po wygranych wyborach parlamentarnych w 2005 r. wręcz żądał ode mnie, w bardzo ostrych słowach, abym został premierem… Wtedy doszło między nami do największej kłótni w całym naszym życiu. I najdłuższego milczenia. Leszek się na mnie potwornie obraził… Później Leszek cały czas na mnie naciskał, żebym stanął na czele rządu. - Jarosław Kaczyński

Kilkanaście miesięcy na czele rządu było ciekawym testem. Bieżące rządzenie Jarosława zaciekawiło, jednak nie odmieniło, partia nadal była dla niego najważniejsza. Za trzy lata Lech miał walczyć o reelekcję, więc Jarosław skupił się na wzmacnianiu PiS-u. (...)

Z fotelem premiera rozstał się łatwo, po wyborczej porażce z wyraźną radością wrócił na Nowogrodzką, co potwierdzają wszyscy jego współpracownicy. Jego świat wrócił do normy, brat rządził w Pałacu, on bił się o to, aby ten stan przedłużyć.

Rodzinny podział pracy trwał do 2010 roku, dopokąd prezydentem był Lech, brat od rządzenia. Wraz z jego śmiercią system się załamał. Jarosław nadal szefował partii, ale nie pragnął już władzy, bo nie było jej adresata. Do kolejnych wyborów szedł nie po to, aby wygrać państwo, ale aby nie przegrać partii. Raz stanął osobiście, bo musiał, potem jako kandydatów PiS-u wystawiał postaci słabe, które nie miały szansy na zwycięstwo, albo - w razie zwycięstwa - nie miały szansy na sprawne rządzenie.

'Wilk w owczej skórze, zamiatający ogonem własne tropy'. Nałęcz o Czarzastym i aferze Rywina [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Władza przyszła nagle, zupełnym przypadkiem; Tusk porzucił Platformę, obóz liberalny stracił przywództwo, chwilę potem się rozpadł, więc w 2015 roku całe państwo powtórnie wpadło w ręce PiS-u. Jarosław raz jeszcze zlekceważył władzę, nie wziął fotela premiera, dwa razy pojawił się w rządzie jako wicepremier, ale bez ambicji państwowych, wyłącznie w celach taktycznych. Na osiem lat władzę oddał w ręce ludzi, których nie cenił, uważał za lojalnych, lecz głupich. A nielicznych zdolnych celowo osłabiał, aby nie urośli za bardzo. Mnożył w rządzie frakcje, popychał przeciw sobie, pilnował równowagi. (...)

Diagnoza Lecha: "brata nie interesuje władza, jego interesuje partia", nadal była prawdziwa. Jedną z konsekwencji było to, że nadal nie interesowało go państwo. Nie żył teraźniejszością panowania, teraźniejszość była dla niego nieważna. Żył w innym czasie, w innym wymiarze, wiecznie skupiał się na tym, co będzie po zakończeniu kadencji, po przejściu do opozycji. Dlatego karmił partię, aby się najadła za wszystkie czasy, aby zapamiętała sytość okresu zwycięstwa. Sam natomiast zachowywał się jak emigrant, który wiecznie nie dojada, bo wszystko odkłada na powrót. Potrzebom państwa nie poświęcał uwagi, bo u władzy był przejazdem. Władza nie była celem w jego politycznej karierze, ale epizodem, zbieraniem opału na srogą zimę, zaś przetrwanie zimy celem prawdziwym. Stał się najważniejszą figurą w historii III RP, ale jego horyzont ciągle wyznaczało dozgonne panowanie nad PiS-em.

Postawa była niezwykła, nic dziwnego, że współcześni się pogubili. Sympatycy PiS-u potrafili dostrzec, że państwem rządzą kukiełki, ale nadal wierzyli w ambitnego lalkarza, zgadując jego plany na podstawie publicznie głoszonych poglądów. Ale stawiali problem na głowie, polityczna maszyneria kręciła się dokładnie w odwrotną stronę, Kaczyński owszem poglądy miał, ale po pracy, gdy odpoczywał nad książką, natomiast rano, idąc do pracy, miał wyłącznie partyjne zmartwienia. Co było widać gołym okiem - mit wielkich zmian, jakich chciał dokonać, stał w sprzeczności z systemem władzy, jaki zbudował. Wielkich planów nie osiąga się małymi ludźmi. Taką ekipą nie buduje się Wielkiej Polski, a jedynie Wielki PiS. (...)

'Zakopane i disco polo wymyśliła żona Kurskiego'. Kamil Dziubka za 'Kulisami PiS' [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Jarosław to dziwny polityk, nie chciał ani władzy posiadać, ani z władzy korzystać. Domyślnym ustawieniem jego aktywności była praca na brata, a gdy brata zabrakło, spełniał się w roli psa ogrodnika. Odganiał innych od czegoś, czego sam nie lubił.

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>