,
Obserwuj
Kultura

Mężczyzna spadł do kamieniołomu. Strażakom mówił, że "przyszedł na piwko" [FRAGMENT KSIĄŻKI]

7 min. czytania
26.12.2024 15:48
"Pamiętam absolutnie najpiękniejszy na świecie pożar. Płonęła potężna stodoła. Długa na 120 metrów, szeroka na 20 metrów. Kiedy dojechaliśmy, cała stała już w płomieniach. (...) Stojąc przed tymi wrotami, doświadczało się czegoś niesamowitego - od zachwytu po przerażenie i odruchową myśl, że tak musi wyglądać ogień piekielny - opisuje Agnieszka Wojciechowska, strażaczka i autorka książki "Pali się! Ryzyko, ogień, adrenalina".
|
|
fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl

Poniższe fragmenty pochodzą z książki "Pali się! Ryzyko, ogień, adrenalina. O byciu strażaczką bez lania wody" autorstwa Agnieszki Wojciechowskiej. Książka ukazała się 23 października 2024 roku nakładem Wydawnictwa Mando.

Można świetnie uczyć się na cudzych błędach, bo opowiadanie o sukcesach przychodzi łatwo i bierze się pewne rzeczy za pewniki. Ale słuchanie o porażkach jest znacznie bardziej pouczające, bo wtedy zawsze musisz skupić uwagę - czekasz, co zaskoczyło zespół. Takie dzielenie się niepowodzeniami uczy pokory i wybija ze złudnego poczucia powtarzalności w pracy.

"Niestety, było już późno..."

Dla mnie taką lekcją z cudzych błędów jest na przykład zgłoszenie do bloku mieszkalnego. Czujniki w budynku wykryły obecność tlenku węgla. W nowym budownictwie każde mieszkanie ma indywidualną wentylację, ale w starym budownictwie funkcjonuje jeden ciąg, do którego są włączone wszystkie mieszkania. Tak było w tym wypadku. Włączył się czujnik czadu w łazience jednego z mieszkań i zgłoszenie trafiło do straży. Strażacy przyjechali na miejsce. We wskazanym mieszkaniu nikogo nie było, w mieszkaniu powyżej również nie, a inni lokatorzy w tym pionie na nic się nie skarżyli. Odpuścili więc i pojechali. Dosłownie chwilę później otrzymali zgłoszenie do tego samego bloku. Zdziwili się. Na miejscu okazało się, że pierwsza interwencja wynikała z pożaru, który wówczas był w zalążku - tyle tylko że miał miejsce w klatce obok. Wówczas czujka zareagowała na dym, który musiał jakoś przedostać się w ciągach wentylacyjnych. Niestety, było już za późno. W klatce obok po otwarciu mieszkania znaleźli dwie martwe osoby. Dramatyczna sytuacja, bardzo trudna również dla strażaków.

Czy istnieje 'piękna śmierć' i co w slangu medycznym oznacza 'bilet do nieba'? [FRAGMENT KSIĄŻKI]

"Gdzie jest to ciało?"

Pojechaliśmy do pożaru domu. Wezwanie przyszło dość późno, ogień szalał na miejscu, niewiele zostało z jednorodzinnego budynku. Co gorsza, niewiele też zostało z ciała człowieka, którego pożar zastał w łóżku. Dojechał do nas lekarz, żeby stwierdzić zgon. (...) Widać już od progu, że to właśnie jeden z takich lekarzy, który poszukiwał dodatkowego zarobku, lecz nie był obyty z sytuacjami interwencyjnymi. Wchodzi w zgliszcza i deklaruje: "Zostałem wezwany, żeby stwierdzić zgon. Tylko gdzie jest ciało?" - pyta, rozglądając się wokół.

"Na łóżku".

"Aha" - rozgląda się nadal. "A gdzie jest to łóżko?".

"No, tu jest".

Podchodzi, wpatruje się w czarne bezładne elementy. "A ten człowiek gdzie jest?".

"No, też tu". "Jak to tu?" - jego zaskoczenie rosło. Aż wreszcie jeden z kolegów pokazał mu: "Niech pan patrzy, tu jest kość udowa i tu reszta?".

"No, faktycznie?".

Jak się okazało, był to lekarz okulista na jednym ze swoich pierwszych dyżurów z zespołem ratownictwa. Z kolei dla mnie obraz tej sytuacji - zgliszcza, czerń, ogólne zniszczenia - okazały się w jakiś sposób na tyle abstrakcyjne, ponieważ nic nie przypominało swojej pierwotnej formy, że również szczątki tego zwęglonego ciała nie wywołały we mnie emocjonalnego poruszenia. (...)

'Pali się! Ryzyko, ogień, adrenalina' Agnieszka Wojciechowska
'Pali się! Ryzyko, ogień, adrenalina' Agnieszka Wojciechowska
Wydawnictwo Mando

"Szósty zmysł" strażaka

Mam to szczęście, że pracuję ze strażakami, którzy mają szósty zmysł. To jeszcze coś innego niż analityczne zdolności dowódcy. Dowódca bierze pod uwagę tysiąc zmiennych. A strażak z szóstym zmysłem po prostu wpada na trop. Na przykład pojechaliśmy do pożaru domu na wsi. Na miejscu kobieta z tego domu powiedziała, że nagle w kotłowni doszło do wybuchu. To wszystkie informacje, jakie była nam w stanie przekazać. Przystąpiliśmy do akcji.

Kobieta z dzieckiem z oddalenia obserwowali naszą pracę. Dogaszaliśmy już budynek, sytuacja wyglądała na opanowaną i zmierzającą do końca. Wtedy Adam ni z tego, ni z owego poszedł w stronę lasu. Stanął na jego granicy, kawałek drogi od nas. Wypatrzył tam, pomimo nocnej pory, człowieka. "Cześć - zagaił do mężczyzny - co tu robisz?". Facet, przygaszony, niewyraźny, odpowiedział: "Siedzę".

Chwila ciszy i mężczyzna dodał: "Nie przeszkadzaj mi". Ale Adam zaczął mu się przypatrywać. Wyraźnie gość miał coś do czynienia z pożarem, a na dodatek nie sprawiał wrażenia człowieka w pełni sił.

Adam wziął go z tego lasu i przyprowadził do nas. Okazało się, że mężczyzna miał poparzone drogi oddechowe i wymagał natychmiastowej pomocy medycznej. Nie szukał jednak pomocy, lecz się ukrywał, ponieważ pod nieobecność męża gospodyni rozpalał ogień w piecu kobiety - z tego samego powodu kobieta ani się o nim zająknęła (...). Jak się okazało, mężczyzna chciał przyspieszyć proces rozpalania. Nabrał łyk paliwa do ust, żeby je rozproszyć wydmuchem. Benzyna ma to do siebie, że spalają się również jej opary, zanim rozrzedzi je powietrze. Doszło więc do wybuchu, który odrzucił mężczyznę, poparzył mu drogi oddechowe oraz rozpoczął pożar. (...)

Tu 'Żur' cieknący z kanapy, tam kawałek mózgu. Jak sprząta się po zgonach? [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Realizowaliśmy akcję wysokościową w kamieniołomie Liban na krakowskim Podgórzu. Według zgłoszenia ktoś miał spaść ze skarpy. To są rzadkie zgłoszenia. Dlatego w całej Polsce funkcjonuje zaledwie kilkanaście grup ratownictwa wysokościowego tak, aby każde województwo było obstawione. Akurat w Małopolsce tego typu akcji jest stosunkowo dużo, co wynika z położenia na naszym terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej i pasm górskich. Następna jest Warszawa, ale to z kolei ze względu na wysokie budownictwo. Moje szczęście polega więc na tym, że uczestniczyłam w kilkunastu akcjach wysokościowych, gdy tymczasem strażacy w innych miejscach latami nie mają okazji sprawdzić się w takim działaniu.

Kiedy dojechaliśmy do kamieniołomu, pojawiła się standardowa trudność dotycząca zgłoszeń w plenerach - trudno jest zlokalizować dokładne miejsce zdarzenia. Zgłaszający zwykle nie potrafią określić strony świata, więc opis sprowadza się do wskazania punktów charakterystycznych, które? nie zawsze są charakterystyczne albo ich odbiór jest zupełnie inny w zależności od miejsca, z którego się na nie patrzy. A już zupełnie inny, kiedy zgłaszający - a to spora część przypadków - znajduje się pod wpływem alkoholu albo narkotyków. Strażacy potrzebują więc wyobraźni, żeby nanieść obraz ze zgłoszenia na rzeczywisty krajobraz miejsca. Niekiedy na miejscu czekają pomocni ludzie, jednak zdarza się tak, że jest to więcej niż jedna osoba, a wtedy wskazania często się różnią. Tym razem właśnie tak było: zupełny chaos.

Miejsce, które wyglądało najbardziej prawdopodobnie, nie było dostępne dla samochodu. Co więcej, nie pozwalało też na założenie stanowiska do zjazdu, czyli punktu, z którego będziemy opuszczali ratownika w dół. Zabraliśmy nasze wory z wozu i ustaliliśmy najbliższe możliwe stanowisko, około 30 metrów od wyznaczonego punktu. Asekurację musieliśmy zainstalować na wielu lichych drzewkach, bo tylko taka możliwość istniała, choć było temu daleko do wzorcowego stanowiska. Pierwszy zjechał Seba, ja za nim - opuściliśmy się mniej więcej na wysokość siedmiu pięter. Trwała noc, na dole krzaki, mało co było widać. I nigdzie ani śladu człowieka.

Szukamy, szukamy, aż w końcu trafiliśmy na mężczyznę, który siedział sobie na pieńku, jak gdyby nigdy nic, na dnie kamieniołomu Liban. Zagailiśmy, czy nie widział kogoś w okolicy, ponieważ otrzymaliśmy zgłoszenie o człowieku, który mniej więcej w tej okolicy miał spaść. Facet kontaktowo nas wysłuchał, odpowiadał pełnymi zdaniami, że nie, nie widział nikogo, a sam to sobie tutaj przyszedł na piwko i że w ogóle to jest fajnie i jemu też jest fajnie. Jak fajnie, to fajnie.

Poszliśmy z Sebą kawałek dalej, ale Seba, doświadczony ratownik (...) doszedł do tego, że ten relaksujący się mężczyzna to nasz poszkodowany, tylko jest w stanie szoku.

Wróciliśmy przeprowadzić dalszy wywiad i pomimo braku wyraźnych oznak cielesnych utwierdziliśmy się w tym przekonaniu. Nie mieliśmy pewności co do kondycji fizycznej tego człowieka po upadku. Samego upadku nie mogliśmy dokładnie odtworzyć, ale z oględzin miejsca można było przypuszczać, że początkowo zsunął się wraz z ziemią i kamieniami, a następnie spadł z wysokości na krzaki. (...) Daliśmy znać reszcie ekipy światłami latarek, gdzie dokładnie się znajdujemy i poprosiliśmy ich, żeby przyszli z noszami od dołu, co stanowiło nie lada wyzwanie ze względu na podmokły teren. Zanim dotarli, Seba niemal zakumplował się z tym mężczyzną. Siedzieli razem i gadali. Koniec końców akcja zakończyła się powodzeniem - transportowaliśmy poszkodowanego wraz z ratownikami, którzy w badaniu urazowym stwierdzili obrażenia wewnętrzne i zabrali go do szpitala.

"Najpiękniejszy na świecie pożar"

(...) Pamiętam absolutnie najpiękniejszy na świecie pożar. Płonęła potężna stodoła. Długa na 120 metrów, szeroka na 20 metrów. Kiedy dojechaliśmy, cała stała już w płomieniach. Panował silny wiatr, ogień rozprzestrzenił się momentalnie i cały budynek był ogarnięty pożarem. Ogień karmił się sianem zgromadzonym w budynku i powietrzem dostarczanym przez wiatr. Szybkość spalania była ogromna. Do stodoły prowadziły potężne wrota, które zaciągały powietrze i wyrzucały gorąc spalania na drugą stronę budynku.

Stojąc przed tymi wrotami, doświadczało się czegoś niesamowitego - od zachwytu po przerażenie i odruchową myśl, że tak musi wyglądać ogień piekielny. Decyzją dowódcy, bardzo mądrą decyzją, było gaszenie przez wypalenie i kontrolowanie procesu spalania. Nie u wszystkich ludzi widok takiego ognia wywoła te same emocje. Ale myślę, że szacunek i zachwyt są sobie bliskie. I nie wiem, czy jest na tym świecie strażak, który nie odczuwa obu tych stanów na myśl o ogniu.

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". W ejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>