"Człowiek Lew" spod Grójca. Przypadłość Stefana Bibrowskiego [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Poniższy fragment pochodzi z książki 'Ludzie zoo. O wystawianiu ludzi na pokaz' autorstwa Joanny Dąbrowskiej. Książka ukazała się 22 stycznia 2025 roku nakładem Wydawnictwa RM.
Od czasów Petrusa Gonsalvusa przez karty historii przewinęło się wiele innych "wilkołaków", i to mimo tego, że szanse na ich narodziny są minimalne. Polska dała światu jednego z najsłynniejszych - urodzonego w 1890 roku w miejscowości o szczególnie znaczącej nazwie Wilczogóra, w parafii Bielsk, Stefana Bibrowskiego, syna Michała i Benedykty z domu Kołyś. Bibrowski posługiwał się pseudonimem i znany jest jako Lionel the Lion-Faced Man, czyli Lionel, Mężczyzna o Twarzy Lwa.
Stefan zaczął karierę dość wcześnie, więc najpierw występował jako Chłopiec o Twarzy Lwa. Swój przydomek zawdzięcza temu, że na świat przyszedł pokryty trzycentymetrowej długości piaskowymi włosami. W przyszłości miały osiągnąć dziesięć centymetrów długości na ciele i do dwudziestu centymetrów długości na twarzy. Zapewne to właśnie kolor włosów uratował go od zaliczenia w poczet wilkołaków, znanych z ciemnego futra, a zamiast tego związał na dobre z królem zwierząt. Możliwe również, że w dziewiętnastym wieku wilkołaki nie sprzedawały się już tak dobrze jak kiedyś. Za to na pewno popularne były dobre (i straszne) historie, jak na przykład ta o pochodzeniu dolegliwości dręczącej Lionela.
Znasz może przesąd o powstawaniu tak zwanych myszek, czyli włochatych znamion na ciele? Otóż mówi się, że pojawiają się one u dziecka wtedy, kiedy ciężarna zobaczy mysz. W myśl tego ludowego wyobrażenia nazywa się to zapatrzeniem i nie dotyczy wyłącznie myszy. W przypadku Lionela historia była o wiele bardziej krwawa i brutalna, a więc również o wiele skuteczniejsza w podbijaniu jego popularności.
'Żeby przeżyć i żeby pożyć'. O tym po wojnie 'wspominało się pógębkiem' [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Jeżeli wierzyć słowom matki chłopca, było to tak: ojciec Stefana, miłośnik dzikiej natury, posiadał niewielkie objazdowe zoo, w którym obok innych zwierząt znajdowały się lwy. Michał Bibrowski był nie tylko posiadaczem, lecz także treserem tych groźnych kotów. Pewnego dnia, podczas sprzątania klatki lub podczas pracy ze swoim dzikim podopiecznym został zaatakowany przez lwa. Ciężarna wówczas Benedykta przybiegła na miejsce tragedii, gdy tylko usłyszała krzyki męża, ale było już za późno, żeby go uratować. Po śmierci Michała wyprzedała wszystkie zwierzęta i przeprowadziła się do bielskiej parafii, gdzie kilka miesięcy później na świecie pojawił się Stefan, chłopiec od stóp do głów pokryty lwią sierścią. Benedykta uznała, że przyczyną przypadłości syna był jej szok wywołany zobaczeniem lwa masakrującego ciało męża.
Niestety przesądni mieszkańcy Bielska uznali, że skoro dziecko urodziło się jako potworek, to zapewne stanowi karę za grzechy jego rodziców. Na wszelki wypadek woleli nie zadawać się z podejrzaną matką i jej dziwacznym potomkiem. Ostracyzm społeczny nie jest łatwy do zniesienia, zwłaszcza w małych miejscowościach, gdzie wszyscy się znają i z zamiłowaniem o sobie plotkują. Pobożni mieszkańcy Bielska obrzucili matkę kamieniami, kiedy wybrała się z dzieckiem na spacer. Potem stanowczo poproszono ją o opuszczenie miasteczka i dano zaledwie osiem dni na przygotowanie się do podróży. Najwyraźniej Stefan nie tylko przypominał Benedykcie o tragicznej śmierci męża, lecz także ściągał na nią agresję otoczenia.
W 1928 roku w Stanach Zjednoczonych już dorosły i sławny Człowiek o Twarzy Lwa napisał i wydał krótką broszurkę o swoim życiu. Nosiła tytuł Historia mojego życia opisana przez Lionela - Człowieka Lwa. Zainteresowani losem artysty mogli nabyć ją za piętnaście centów. Lionel wspominał w niej swoje trudne dzieciństwo. Można by uznać, że skoro sam opowiada o prześladowaniach, które spotkały go, gdy był dzieckiem, rzeczywiście się to wydarzyło. Jednak nie można zapominać o tym, że mówimy o artyście, dla którego sława, otaczające go kontrowersje i dramatyczna biografia przekładały się na bardzo konkretne sumy pieniędzy. Jeżeli życiorys postaci scenicznej, w którą wcielał się artysta, okazywał się zbyt nudny, zawsze można było (a wręcz należało) go przepisać na nowo, dodając do niego odpowiednie smaczki.
Ten wirus jest groźniejszy od hMPV. Nowa epidemia? 'Kwestia czasu'
Faktem jest natomiast, że Stefan nie spędził zbyt dużo czasu z rodziną. Gdy miał cztery lata, matka oddała go pod opiekę niemieckiego impresaria cyrkowego. Tu pojawiają się pierwsze niezgodności w oficjalnej biografii i informacjach pochodzących z innych źródeł. Otóż nie mogło to być prawdą, ponieważ później Stefana badała komisja lekarska - wspomina się o tym w "Przeglądzie Piśmiennictwa Lekarskiego Polskiego za Rok 1898". W dokumencie tym mowa jest o chłopcu w wieku pięciu i pół roku. Najwyraźniej jednak nie jest to rozbieżność niespodziewana, ponieważ rodzicom zdarzało się zaniżać wiek dzieci, czasem celowo, a czasem, o dziwo, nieświadomie. Co ciekawe, data urodzenia chłopca to podobno 1890 rok, więc w żaden sposób nie mógł w 1898 roku mieć ani czterech, ani pięciu i pół roku. Wymieniony "Przegląd Piśmiennictwa Lekarskiego" klasyfikuje przypadłość Stefana jako Hypertrichosis universalis lanuginosa i opisuje wygląd dziecka:
Stefan Bibrowski urodził się 5½ lat temu w okolicy Grójca. Cała powierzchnia powłok skórnych pokryta jest długimi, cienkimi, miękkimi włosami, barwy złocistej, konsystencyi puszku, nie ma go tylko na dłoniach i podeszwach, pępku i żołędzi prącia. Szczególnie głowa pokryta jest długim włosem, również caluteńka twarz, nie wyłączając nosa, nozdrzy, uszów, a także szyja; uwłosienie grzbietu, klatki piersiowej, a także brzucha i wszystkich kończyn jest również nadmierne. Jak zwykle wada ta połączona jest z zupełnym brakiem zębów. Uwłosienie nadmierne przedstawionego na posiedzeniu chłopca polega na utrzymaniu się i przeroście następczym lanuginis foetalis i, jako choroba ustroju wrodzona pochodzenia ośrodkowego, jest nieuleczalne.
Jest to jedyny dokument, w którym znajduje się informacja o całkowitym braku uzębienia u Lionela.
Niezależnie od tego, czy chłopiec miał wtedy cztery czy pięć i pół roku, rozłąka z rodziną musiała być dla niego trudna. Kiedy go zabierano matce, był dużo młodszy niż Petrus Gonsalvus podczas podróży na dwór króla Francji. Nabywca Lionela,
Joseph Sedelmayer, zobaczył owłosione na całym ciele dziecko, kiedy wracał z wyprawy do Rosji. Od razu zwietrzył dobry interes - podobno kupił go za "młyn i spory kawałek ziemi" - tak przynajmniej opisywał po latach sam obiekt transakcji. Pytanie, czy dziecko mogło zapamiętać tę sytuację? Lionel był przecież bardzo mały. Możliwe, że tę wersję usłyszał od Sedelmayera albo sam w ten sposób ubarwił swoją historię, by zaspokoić ciekawość żądnej sensacji publiczności.
Niezależnie od tego, czy jego matka otrzymała w zamian za oddanie syna dobra materialne, dla Stefana ta transakcja była drzwiami do kariery i lepszego życia. Wydostał się z otoczenia, gdzie wytykano go palcami, i został gwiazdą estrady znaną na całym świecie. To właśnie jego nowy opiekun nadał mu lwie imię, które miało towarzyszyć Lionelowi już do końca. Uznał też, że chłopcu należy się porządne wykształcenie i dzięki temu w wieku sześciu lat mały Lionel został posłany do szkoły, gdzie mógł bawić się z rówieśnikami i zdobywać wiedzę. W przyszłości miało to zaowocować budowaniem jego wizerunku nie jako włochatej bestii, ale wykształconego i oczytanego młodego człowieka. Na wielu fotografiach oraz na plakatach reklamujących jego występy możemy zobaczyć go z książką. Ten chwyt reklamowy miał podkreślić nieprawdopodobny kontrast pomiędzy jego zwierzęcym wyglądem a niespotykanym intelektem. W Pięknej i Bestii Disneya książki też grały niebagatelną rolę…
W wieku dwunastu lat Lionel i jego opiekun wyruszyli do Stanów Zjednoczonych na pięcioletni kontrakt. Można ich było zobaczyć w Barnum and Bailey Circus, cyrku znanym z prezentowania widowni wielu wybryków natury, czyli tak zwanych freaks.
Do Europy powrócił, mając siedemnaście lat. Pierwszy wielki występ w nowej, przybranej ojczyźnie dał podczas październikowych targów w Monachium. Pokaz okazał się absolutnym hitem. Widzowie natychmiast pokochali Lionela. Tylko podczas targów obejrzało go dwieście tysięcy ludzi i wszyscy zapłacili za bilet. Sława Mężczyzny o Twarzy Lwa w Niemczech rosła. Lionel podróżował i występował w kolejnych miastach.
W 1909 roku można go było obejrzeć w Poznaniu, gdzie fanów wesołych miasteczek i wszelakiego rodzaju adrenaliny zelektryzował plakat przedstawiający Lionela odsłaniającego owłosiony tors podczas chwili relaksu z książką. Plakaty, po polsku i po niemiecku, zachęcały do obejrzenia Człowieka Lwa, pół człowieka - pół lwa, liczącego siedemnaście lat, ulubieńca kobiet i dzieci. Nie reklamowano go jako bestii czy potwora, umyślnie podkreślano jego intelekt i maniery, a także szyk, mający stanowić wyraźny kontrast z jego lwim wyglądem - na wszystkich zdjęciach Lionel ma na sobie eleganckie ubrania, a na wielu pozuje z książką.
Tu ludzie często znikają bez śladu. A to tuż przy granicy z Polską
Stefan Bibrowski mówił czterema językami: po rosyjsku, angielsku, francusku i niemiecku, czyli dwoma językami ówczesnych zaborców oraz dwoma uniwersalnymi językami "cywilizowanego świata" (podobno potrafił też powiedzieć coś po polsku, ale zapewne nie pamiętał języka dzieciństwa). Nie przedstawiano go jako zwierzęcia i postrachu społeczeństwa, ale jako wyjątkową osobę o specyficznym wyglądzie, której nie przestraszą się kobiety i dzieci (czyli istoty posądzane wówczas o skłonność do popadania w histerię oraz nadmierną nerwowość). (...)
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>