"Wpasowanie dziecka w szablon". Tak wychowywano milenialsów
O trudnych doświadczeniach z dzieciństwa pokolenia milenialsów Anna Sobańda i Rafał Turowski rozmawiali w TOK FM z Ewą Kozą, dziennikarką i autorką książki "Dobrze wychowani".
Z tego artykułu dowiesz się:
- Na czym polegało dobre wychowanie w latach 70 i 80 XX wieku?
- Jakie skutki odcisnęło na wychowanych w ten sposób dzieciach, a dziś dorosłych ludziach?
Ewa Koza, autorka książki "Dobrze wychowani", dziennikarka zajmująca się prawami człowieka i zdrowiem psychicznym osób małoletnich, mówiła w audycji "Wspólna sobota" w TOK FM, że dobre wychowywanie w latach 70 i 80 XX wieku "było przede wszystkim uległością i posłuszeństwem, które należało okazywać dorosłym niezależnie od tego, jak ci dorośli się w stosunku do dziecka zachowywali".
- Dobrze wychowane dziecko miało być dzieckiem grzecznym, posłusznym, uległym, poddanym, nie dyskutującym, wykonującym polecenia, dzieckiem kulturalnym, czyli taką osobą, jaką otoczenie chciało je widzieć - dodała.
Jak mówiła, dzieci wówczas "bombardowano" treściami w stylu: "bądź grzeczna", które według niej były "okrutne". - Bo ja tam czuję informację "bądź nikim". Nie ma tam miejsca na moje emocje, moje myśli, moje słowa, tam jest próba wpasowania dziecka w jakąś normę, szablon - mówiła dziennikarka.
Quiz: Ważne wydarzenia polityczne mijającego tygodnia. Sprawdź, czy je pamiętasz
Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!
Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.
Promocje nie łączą się.
I dodawała, że w ten szablon dziecko musiało się wpasować "najlepiej z wdzięcznością i uśmiechem". - Głównie od dziewczynek tego uśmiechu wtedy bardzo otoczenie oczekiwało, dziewczynka miała się uśmiechnąć, bo wtedy wszystkim było miło - podkreśliła.
Lęk przed bliskością
Zwróciła uwagę, że takie wychowanie odbiło się na dalszym życiu jej rozmówców. - Mam takie wrażenie, że oczekujemy, że z tych dzieci, które tresowano w uległości, wyrosną emocjonalnie zdrowi, dojrzali ludzie - dodała.
To jednak, jak mówiła "nie znika". - Wsłuchując się w słowa wszystkich bohaterów i bohaterek najmocniej poczułam, że w dorosłości towarzyszy im olbrzymi lęk przed bliskością, nieumiejętność stawiania zdrowych granic i nieumiejętność budowania satysfakcjonujących relacji - powiedziała.
Złe doświadczenie z dzieciństwa, jak mówiła autorka książki, skutkowało także lękiem "przed rolą rodzica".
- Tylko trzy z ośmiu osób są w roli rodzicielskiej, pozostałe niezależnie od przyczyn bezdzietności z czasem uznały, że tak jest lepiej, bo jest w nich obawa, że mogłyby roli rodzicielskiej nie sprostać - mówiła.
Źródło: TOK FM, fot.