,
Obserwuj
Ludzie

Poddał Hermanna Göringa badaniom psychologicznym. "Ujawniły mierność jego intelektu"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
4 min. czytania
28.11.2025 08:48

"Kelley dostrzegał w odpowiedziach Göringa żywą wyobraźnię, siłę i śmiałość. Może dlatego, że w poprzednich miesiącach nawiązał z marszałkiem Rzeszy więź, wynikającą z niemal codziennych kontaktów. W takich kwestiach jak pewność siebie, upór, oddanie pracy i koncentracja na własnym ego ci dwaj mężczyźni byli do siebie podobni. Obaj wysoko mierzyli i nie gardzili manipulacją. Tak więc Kelley mimowolnie identyfikował się z Göringiem" - czytamy w książce Jacka El-Haia "Norymberga. Naziści oczami psychiatry". Dziś na ekrany polskich kin wchodzi filmowa adaptacja tej książki pt. "Norymberga". W rolę Hermanna Göringa wcielił się Russel Crowe.

Russel Crowe jako Hermann Göring w filmie "Norymberga"
Russel Crowe jako Hermann Göring w filmie "Norymberga"
fot. BLUESTONE ENTERTAINMENT - FILMSQ / COLLECTION CHRISTOPHEL VIA AFP

Poniższy fragment pochodzi z książki pt. "Norymberga. Naziści oczami psychiatry" autorstwa Jacka El-Haia w przekładzie Jarosława Skowrońskiego wydanej 12 listopada 2025 roku nakładem Wydawnictwa Czarne.

(...) Gilbert zapoznał się z testem Rorschacha na Uniwersytecie Columbia, ale nie był przekonany co do jego efektywności. Daleki był jednak od deprecjonowania tej metody i przyjął wyniki testów Kelleya, choć nie zarządził ponownego badania "jego" nazistów. Zresztą test Göringa, przeprowadzony wkrótce po tym, jak marszałek zjawił się w Norymberdze, doczekał się ze strony Gilberta całkiem innej interpretacji niż ta, której dokonał Kelley. Gilbert stwierdził mianowicie, że wyniki testu plam atramentowych "ujawniły mierność jego intelektu". Choć marszałek Rzeszy dostrzegł w planszach wiele ludzkich i zwierzęcych działań, to zdaniem Gilberta "brakowało w tych interpretacjach oryginalności, co znamionowało raczej przyziemny realizm niż błyskotliwą, twórczą inteligencję". Innymi słowy, Göring był raczej cynicznym cwaniakiem, a nie żadnym geniuszem. Gilbert uznał go też za człowieka zdeprawowanego i przygnębionego.

Dwóch oceniających i dwie różne interpretacje. Dlaczego? Kelley dostrzegał w odpowiedziach Göringa żywą wyobraźnię, siłę i śmiałość. Może dlatego, że w poprzednich miesiącach nawiązał z marszałkiem Rzeszy więź, wynikającą z niemal codziennych kontaktów. W takich kwestiach jak pewność siebie, upór, oddanie pracy i koncentracja na własnym ego ci dwaj mężczyźni byli do siebie podobni. Obaj wysoko mierzyli i nie gardzili manipulacją. Tak więc Kelley mimowolnie identyfikował się z Göringiem. Gilbert był innym typem człowieka i patrzył na te sprawy chłodnym okiem.

"Norymberga. Naziści oczami psychiatry", Jack El-Hai
fot.

Wydawnictwo Czarne

Gilbert przyjrzał się też powtórnie wynikom Hessa i odnalazł w nich niedostatki emocji, empatii i dojrzałości. Hess nigdy nie dostrzegał w atramentowych plamach żadnych żywych istot, co najwyżej jakieś martwe przedmioty. "Wszystko to zdradza słabość i bierność zasobów mentalnych", stwierdził Gilbert. Dostrzegł też w Hessie "poważnie ograniczoną osobowość, mającą utrudniony kontakt z rzeczywistością".

Psycholodzy podjęli nową serię badań więźniów, korzystając z niemieckiego przekładu Wechsler‑Bellevue Adult IQ - zbioru badań pamięciowych, werbalnych, matematycznych i wyobrażeniowych. Testy te stawiały przed nazistami takie zadania jak składanie puzzli, znajdowanie brakujących części obrazków i numerowanie poszczególnych symboli. Göring chętnie podjął się nowego wyzwania, "zachowując się jak zdolny i bardzo ambitny uczeń, któremu zależy na wykazaniu się przed nauczycielem”, wspominał Gilbert. Gdy Göringowi nie udało się kiedyś powtórzyć dziesięciocyfrowej liczby, złapał się za poły munduru i wykrzyknął: "No dobra, dajcie mi następną szansę! Dam radę!". A gdy marszałkowi Rzeszy udało się za następnym razem, ku rozbawieniu Gilberta "ledwie był w stanie pohamować swoją dumę i radość". Göring chwalił też amerykańskie badania psychologiczne, twierdząc, że są o wiele lepsze od tego, "co bzdurzyli nasi psycholodzy" (podobnie Keitel utyskiwał przed Gilbertem na "głupoty", jakie niemieccy psychologowie wojskowi stosowali wobec żołnierzy Wehrmachtu. Sam zresztą kazał zaprzestać takich badań po tym, jak jego własny syn nie przeszedł badań na stopień oficerski).

Gilbert, podobnie jak Kelley, szybko się zorientował, że odwołując się do próżności Göringa, można łatwo wymóc na nim zaangażowanie, a nawet entuzjazm.

Oglądaj

Używając tabel uwzględniających stopniowe słabnięcie sprawności umysłowej wraz z wiekiem, Gilbert uzyskał wyniki IQ, które plasowały wielu czołowych nazistów sporo powyżej średniej poziomu sprawności intelektualnej. Na czele tej grupy był bankier Hjalmar Schacht z wynikiem 143. Za nim znaleźli się Arthur Seyss‑Inquart (141), Göring i Dönitz (138), Papen (134), Frank i Schirach (130), Ribbentrop (129), Rosenberg (129), Hess (około 120) oraz Streicher (106). Göring byłby pewnie mocno rozczarowany swoją pozycją, ale niski wynik Streichera nie był dla nikogo niespodzianką.

Gilbert próbował też innych psychologicznych metod oceny, w tym testu, w którym więźniowie proszeni byli o stworzenie jakiejś spójnej komicznej historyjki na podstawie serii kart (co nie udało się żadnemu z nazistów) oraz testu apercepcji tematycznej (Hess reagował na to jedynie stwierdzeniami: "nic nie mogę powiedzieć" oraz "chce mi się tylko spać, jak na to patrzę"). Ćwiczyli też kupowanie w wyobraźni znaczków pocztowych, co mąciło w głowie Streicherowi - i co dziwne - Schachtowi. "Każda finansowa sztuczka, która niby zgadza się arytmetycznie, jest zapewne szwindlem", orzekł Schacht. Gilbert sądził, że ludzie odnoszący sukcesy na jakimkolwiek polu - w tym w zarządzaniu nazistowskim reżimem - powinni mieć ponadprzeciętną inteligencję. Choć naziści byli faktycznie aż nazbyt inteligentni, by autoryzować zbrodnie wojenne, Gilbert wiedział też, że "IQ wskazuje tylko mechaniczną sprawność umysłu i nie ma nic wspólnego z charakterem lub moralnością czy innymi zróżnicowanymi czynnikami, które prowadzą do oceny osobowości". Komendant Andrus, nie robiąc sobie wiele z wyników IQ, uważał, że naziści pozostający pod jego nadzorem nie byli szczególnie lotni: "Na podstawie tego, co zaobserwowałem, żadnego z tych »nadludzi« nie awansowałbym nawet na sierżanta". (...)

Posłuchaj: