,
Obserwuj
Polityka

Bój o lekcje religii w szkołach. Łoboda w TOK FM: Szukają sposobu wbrew woli rodziców

Aleksandra Gruszczyńska
3 min. czytania
27.08.2025 19:20

- To jest bardzo bałamutny projekt. Obawiam się, że rodzice będą w ten sposób przymuszani do zapisywania dzieci na religię, bo nie będzie alternatywy - tak w TOK FM posłanka Dorota Łoboda skomentowała awanturę o lekcje religii w szkołach. Jak dodała, część gmin szuka sposobu, by obchodzić obowiązujące w Polsce prawo, często wbrew woli rodziców. 

Szkoła
Szkoła
fot. EAST NEWS
  • Od września szkoły czeka sporo zmian;
  • Do programu nauczania wejdzie nowy przedmiot edukacja zdrowotna, a liczba obowiązkowych godzin religii została zmniejszona z dwóch do jednej;
  • Część gmin chce finansować dodatkowe godziny religii, a MEN już zapowiedziało kontrolę;
  • Do Sejmu trafił też obywatelski projekt ustawy, by przywrócić dwie godziny tygodniowo religii lub etyki;
  • Zdaniem gościni TOK FM posłanki Doroty Łobody to próba wprowadzenia tylnymi drzwiami obowiązkowej religii.

Zgodnie z decyzją Ministerstwa Edukacji Narodowej od tego roku szkolnego liczba obowiązkowych godzin religii została zmniejszona z dwóch do jednej tygodniowo. Nie wszystkim się to spodobało, dlatego resort zapowiedział już, że będzie kontrolować gminy, które finansują dodatkowe lekcje religii. MEN chce ustalić, czy takie działania dyrektorów szkół są zgodne z prawem. O sprawę religii w szkołach pytana była a TOK FM posłanka Koalicji Obywatelskiej Dorota Łoboda. 

Jak podkreśliła, gminy, które chcą tak robić, muszą znaleźć na to dodatkowe środki w swoich budżetach. - Nie można tego robić z tak zwanych godzin dyrektorskich, które przysługują każdej szkole. I liczba gmin, które chcą finansować dodatkowe godziny religii, nie jest duża. Tak naprawdę dotyczy to tylko części Polski i klas, które przygotowują się do pierwszej komunii czy bierzmowania, więc to nie jest jakaś powszechna praktyka, ale nie jest intencją tego rządu, żeby gminy szukały wytrychów i żeby obchodziły obowiązujące prawo często wbrew woli rodziców - powiedziała w "Wywiadzie Politycznym" posłanka KO. 

Jak dodała, nie docierają do MEN ani do rządu głosy, by rodzice jakoś szczególnie domagali się tej dodatkowej godziny religii w szkołach. Łoboda wyjaśniła, że jest to raczej problem katechetów i księży, ale nie jest to problem szeroko wyrażany przez rodziców

Prowadzący audycję Maciej Kluczka przywoływał argumenty katechetów, którzy wprost mówią, że decyzja MEN o zmniejszeniu liczby religii w szkołach zostawiła ich na lodzie i kilka tysięcy nauczycieli tego przedmiotu może zostać bez pracy. Zdaniem posłanki KO to jest normalna sytuacja w zawodzie nauczyciela. Przypomniała sytuację, kiedy z klas 1-3 wychodził podwójny rocznik i nauczyciele nauczania początkowego przechodzili do świetlicy albo stawali się nauczycielami wspomagającymi.

- Edukacja i system oświaty ani w Polsce, ani w żadnym innym kraju nie jest po to, żeby zapewniać pracę, on jest po to, żeby zapewniać dobrą edukację dzieciom. Zdarza się tak, że jest niż demograficzny, albo zmiany w podstawach programowych lub liczbie godzin danego przedmiotu i tak wtedy nauczyciele muszą się przekwalifikowywać - stwierdziła gościni "Wywiadu Politycznego". Posłanka dodała, że najbardziej w całej dyskusji zmartwiło ją zupełnie co innego. Ani razu nie usłyszała nic o dobru dzieci, albo "że ta jedna godzina, to jest zbyt mało, by przekazać jakąś wiedzę". 

- Właśnie był argument, że w tych trudnych czasach, gdy mamy kwestie dotyczące wojny, zdrowotne czy dojrzewania dzieci, ważny jest wychowanie do wartości. I właśnie po to jest złożona w Sejmie inicjatywa ustawodawcza, żeby był obowiązkowy wybór między religią a etyką i to w wymiarze dwóch godzin tygodniowo - kontrował Kluczka. Jego rozmówczyni odparła wprost, że jest to "bardzo bałamutny projekt". 

Polecamy

- Kiedy słyszę od strony kościelnej czy katechetów, że sprawy edukacji zdrowotnej mogłyby być rozwiązywane na lekcjach religii, to ja bardzo zachęcam do zapisywania dzieci na nowy przedmiot, czyli edukację zdrowotną, a Kościół, póki co rodziców do tego zniechęca, a to na tym przedmiocie dzieci będą się uczyły o zdrowiu, higienie, bezpieczeństwie - powiedziała gościni TOK FM. Łoboda podkreśliła też, że o ile w dużych miastach dostęp do nauczycieli etyki nie musi być utrudniony, o tyle w mniejszych miejscowościach może być trudno takiego znaleźć. - Obawiam się, że rodzice będą w ten sposób przymuszani do zapisywania dzieci na religię, bo nie będzie alternatywy. I to jest tak naprawdę wprowadzanie tylnymi drzwiami obowiązkowej religii - podsumowała posłanka.