Dlaczego Nawrocki nie poleciał na Radę Pokoju? "Gorący kartofel" z Waszyngtonu
W pierwszym posiedzeniu Rady Pokoju Donalda Trumpa udział weźmie nie Karol Nawrocki, a jego minister Marcin Przydacz - sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP i szef Biura Polityki Międzynarodowej. Dlaczego to nie głowa państwa reprezentuje nasz kraj?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Karol Nawrocki nie pojechał na posiedzenie Rady Pokoju?
- Co zadecydowało o wysłaniu Marcina Przydacza zamiast prezydenta Nawrockiego?
- Które państwa odmówiły uczestnictwa w Radzie Pokoju zorganizowanej przez Donalda Trumpa?
- Jakie kontrowersje związane są z Radą Pokoju?
Pierwsze posiedzenie Rady Pokoju odbędzie się w czwartek w Waszyngtonie. Karol Nawrocki w swoich publicznych wypowiedziach na temat zaproszenia od USA zaznaczał wcześniej, że udział Polski w tym gremium jest "ważny" i "potrzebny". Dlaczego zatem to nie prezydent pojechał do Waszyngtonu?
Goście Radia TOK FM - w różnych audycjach - zwracali uwagę, że problemem mogą być inni (ewentualni - bo wciąż nie ma oficjalnej listy) uczestnicy spotkania, zwłaszcza z Rosji. - Premier Donald Tusk wyrażał publicznie, że nie powinniśmy siadać przy jednym stole ze zbrodniarzami - przypomniał w środowym "Poranku TOK FM" Jacek Karnowski, wiceminister funduszy i polityki regionalnej. Poseł Koalicji Obywatelskiej pochwalił decyzję Pałacu Prezydenckiego, by zamiast Nawrockiego wysłać Przydacza. - To dobry ruch, bo obniża rangę delegacji - przyznał.
Z kolei dyplomata Jerzy Marek Nowakowski nie miał wątpliwości, że "trochę by nie wypadało, żeby prezydent Polski" pojawił się na posiedzeniu Rady Pokoju. - I dobrze również, że wysłał ministra Przydacza. Ten format nie wygląda na poważny - komentował gość TOK FM.
Być może Karol Nawrocki - jak mówiła Karolina Lewicka w "Wywiadzie Politycznym" - podjął decyzję o wysłaniu Przydacza, bo "oglądał się na Giorgię Meloni", premierkę Włoch. - I stwierdził, że skoro ona nie leci, to on - jako chyba jedyny z poważnych polityków europejskich - też się nie będzie fatygował - stwierdziła dziennikarka TOK FM.
- Kłopoty dla Karola Nawrockiego i całego jego otoczenia przyszły z zupełnie niespodziewanego kierunku, czyli od samego Donalda Trumpa i amerykańskiej administracji. Zaproszenie do Rady Pokoju bez wątpienia jest gorącym kartoflem i bardzo trudną sytuacją - mówiła w "Wywiadzie Politycznym" w TOK FM Kamila Biedrzycka z działu Opinii "Super Expressu".
Rada Pokoju Donalda Trumpa. Kto ma się stawić?
Prezydent Trump zaprosił około 60 światowych liderów do udziału w inicjatywie Rady Pokoju, której celem ma być rozwiązywanie konfliktów na świecie. Podpisanie dokumentu założycielskiego nastąpiło w szwajcarskim Davos, podczas trwającego tam w styczniu Światowego Forum Ekonomicznego.
Około 35 państw wyraziło chęć członkostwa w Radzie Pokoju. Wśród nich są: Izrael, ZEA, Bahrajn, Egipt, Arabia Saudyjska, Węgry, Białoruś, Maroko, Azerbejdżan, Kazachstan, Uzbekistan, Indonezja, Wietnam, Argentyna, Paragwaj, Armenia, Kosowo, Pakistan i Turcja. Ale jeśli chodzi o czwartkowe posiedzenie - jak na razie wiadomo o udziale pięciu przywódców: Węgier, Albanii, Wietnamu, Indonezji oraz Rumunii (w charakterze obserwatora).
Z polskiego punktu widzenia największe kontrowersje budzi potencjalny udział Rosji - amerykański przywódca poinformował w środę, że Władimir Putin zaakceptował jego zaproszenie, jednak ze środowego oświadczenia prezydenta Rosji wynika, że na razie polecił on MSZ przeanalizowanie propozycji Trumpa.
Według notatki ogłoszonej 17 stycznia w składzie zarządu Rady Pokoju znaleźli się: Nickolay Mladenov - Wysoki Przedstawiciel w Strefie Gazy, Marco Rubio - Sekretarz Stanu Stanów Zjednoczonych, Steve Witkoff - Specjalny wysłannik Stanów Zjednoczonych na Bliski Wschód, Jared Kushner - zięć Donalda Trumpa, Tony Blair - były premier Wielkiej Brytanii, Marc Rowan - dyrektor generalny Apollo Global Management, Ajay Banga - prezes Banku Światowego oraz amerykański doradca polityczny Robert Gabriel Jr.
Źródło: TOK FM, PAP