,
Obserwuj
Polityka

"Lepiej, jak się rządzący boją", czyli krakowska "proxy war". Czy Miszalski straci stanowisko?

oprac. Marta Zdanowska
2 min. czytania
19.03.2026 18:12

Zebranie podpisów pod referendum o odwołanie Aleksandra Miszalskiego było możliwe dzięki szerokiej koalicji przeciwników prezydenta Krakowa. Rządom polityka Platformy sprzeciwiają się środowiska od Konfederacji po partię Razem. - To jest świetna okazja do tego, żeby wyborcy opozycji pokazali, co sądzą o rządzących - tłumaczył w TOK FM prof. Jarosław Flis.

Aleksander Miszalski i Donald Tusk
Aleksander Miszalski i Donald Tusk
fot. Jan Graczynski/East News
  • Złożenie ponad 130 tys. podpisów za odwołaniem prezydenta Aleksandra Miszalskiego może już wkrótce doprowadzić do przedterminowych wyborów w Krakowie;
  • Prof. Jarosław Flis w TOK FM analizował polityczne i społeczne tło tej mobilizacji;
  • Socjolog wyjasnił też, dlaczego - jego zdaniem - przepisy ws. referendów lokalnych są źle skonstruowane, a zwolennicy urzędującego włodarza najwięcej zyskują, bojkotując głosowanie.

Już niebawem w Krakowie może odbyć się referendum ws. odwołania prezydenta miasta. Czerwoną kartkę mieszkańcy pokazali Aleksandrowi Miszalskiemu po niecałych dwóch latach sprawowania rządów. Pod wnioskiem w sprawie referendum podpisało się niemal 134 tys. osób. Obecnie trwa ich weryfikacja. Przeciwnicy zarzucają prezydentowi m.in.: zadłużenie miasta, kolesiostwo, niedbale przeprowadzony audyt w urzędzie po objęciu władzy, brak realizacji obietnic wyborczych, a także niegodne sprawowanie urzędu.

- Kryzysy polityczne to takie choroby, na które musi się złożyć kilka czynników. Na pewno tym czynnikiem jest sama sytuacja w mieście, częściowo odziedziczona po poprzedniku. Ale też dotycząca tego, w jakiej atmosferze odbywało się przejmowanie władzy i te kolejne dwa lata, w których nie udało się zdobyć impetu i powagi - mówił prof. Jarosław Flis w programie “Zapytam inaczej” w TOK FM.

Politolog i socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego wskazał też, że referenda lokalne są źle skonstruowane. - Wybór nowego prezydenta w trakcie kadencji wymaga de facto aż trzech głosowań. Bo raz trzeba zagłosować, żeby go odwołać, potem jest jeszcze pierwsza tura i druga tura. Jakby się nie dało przynajmniej o jedną rzecz zmniejszyć, bo to są przecież realne pieniądze, jakie się na to wszystko wydaje - powiedział gość Anny Piekutowskiej.

Jak dodał, “jeszcze gorszy jest fatalnie skonstruowany wymóg frekwencyjny”. Przypomnijmy, że referendum jest ważne w przypadku, gdy udział w nim wzięło nie mniej niż trzy piąte liczby biorących udział w wyborze odwoływanego organu.

"Paradoks bytomski"

- Prowadzi to do sytuacji, którą nazwaliśmy paradoksem bytomskim. Ponieważ w Bytomiu była taka sytuacja w 2012 roku, że w referendum o odwołaniu rady gminy ci, którzy poszli i zagłosowali, żeby jej nie odwoływać... doprowadzili do tego, że  została ona odwołana. Gdyby zostali w domu to kryterium frekwencji nie zostałoby spełnione - zaznaczył prof. Flis.

Redakcja poleca

Zebranie podpisów w Krakowie było możliwe dzięki szerokiej koalicji przeciwników Miszalskiego - w zasadzie od Konfederacji po partię Razem.

- W tym nie ma nic złego. Politycy powinni czuć na plecach oddech konkurencji - ocenił socjolog. I dodał: "Ogólnie zawsze lepiej, jak się rządzący boją, to lepiej rządzą". - Widać, że się prezydent Miszalski wziął do nowych inicjatyw - podsumował prof. Flis.

Źródło: TOK FM