,
Obserwuj
Polityka

Nawrocki ma nowy pomysł dla Tuska i Sikorskiego. "To absolutnie horror". Ekspert załamuje ręce

3 min. czytania
22.09.2025 15:25

Jerzy Marek Nowakowski skrytykował w TOK FM nowy pomysł pałacu prezydenckiego na rozwiązanie kryzysu wokół nominacji ambasadorskich. Jak stwierdził były ambasador, mamy do czynienia z "chorym pomysłem". 

Karol Nawrocki
Karol Nawrocki
fot. LUKASZ SZELAG/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Radosław Sikorski i Karol Nawrocki polecieli osobno do USA. To kolejny przejaw złych relacji między prezydentem i MSZ;
  • Prezydentura Nawrockiego nie przyniosła przełomu w rozpoczętym w czasach Andrzeja Dudy kryzysowi wokół nominacji ambasadorskich; 
  • Jak mówił w TOK FM Jerzy Marek Nowakowski, "spór o kompetencje prezydenta i rządu, który trwa od półtora roku, jest dramatycznie szkodliwy"; 
  • "Pomijając już kwestię konkretnej nominacji, jeżeli ośrodek prezydencki nie lubi jednego ambasadora, to nie znaczy, że dany dyplomata nie znajdzie się na innej placówce. A jeżeli on jest publicznie wskazany, to w tej sytuacji jak teraz dyskredytuje go to właściwie na lata. Tak się nie robi" - dodał dyplomata i publicysta w TOK FM. 

Prezydent Karol Nawrocki wraz z małżonką i delegacją przebywa w USA, gdzie weźmie udział w debacie generalnej 80. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Oprócz prezydenta z tej samej okazji w Nowym Jorku jest też minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Jak podkreślają media, politycy przylecieli osobnymi samolotami, po drugie - przy tej okazji na nowo rozgorzał spór o Bogdana Klicha.

Sprawa ma początek jeszcze za czasów prezydentury Andrzeja Dudy. Rząd Tuska chce, żeby Klich był ambasadorem w USA. Ale prezydenci - poprzedni i obecny - są temu przeciwni. - Bogdan Klich nigdy nie zostanie ambasadorem RP w Stanach Zjednoczonych i im szybciej szef MSZ się z tym pogodzi, tym lepiej - powiedział szef Biura Polityki Międzynarodowej w prezydenckiej kancelarii  Marcin Przydacz. 

- Spór o kompetencje prezydenta i rządu, który trwa od ok. półtora roku, jest dramatycznie szkodliwy. Ktoś, kto nie praktykował dyplomacji, nie zdaje sobie sprawy, jak głęboka jest różnica protokolarna pomiędzy pozycją ambasadora a każdego innego dyplomaty. (...) W tym sensie brak ambasadora jest ogromnym osłabieniem nie tylko naszej polityki, ale osłabieniem polskiej dyplomacji w  ogóle - komentował w TOK FM dyplomata i publicysta Jerzy Marek Nowakowski. 

"Dzikie awantury" i "związane ręce"

W ocenie rozmówcy Filipa Kekusza  "to przede wszystkim jasny przekaz do naszych partnerów, ale także naszych przeciwników, że Polska jest podzielona i że można grać na te podziały". 

W efekcie, jak tłumaczył, raz kierownik placówki jest zapraszany do rozmów, a raz nie, bo "zaprasza się kogoś innego i rozmawia innymi kanałami". - A to bardzo często powoduje, że rząd nie ma wiedzy o przeróżnych kontaktach międzynarodowych. To absolutnie horror - podkreślił w rozmowie z Filipem Kekuszem. 

Redakcja poleca

Gość TOK FM przyznał, że czasach kiedy sam był ambasadorem, robił "dzikie awantury" ministrom, jeżeli przyjeżdżała delegacja, a on nie miał informacji, kto przyjeżdża, po co i z kim się spotyka. Tym bardziej, że ambasador jest "zwornikiem", a de facto przełożonym wszystkich innych przedstawicieli państwa polskiego w danym kraju. 

- Ambasador czy kierownik placówki mający taką pozycję, jaką w tej chwili ośrodek prezydencki zafundował Bogdanowi Klichowi, ma w dużej części związane ręce. A sytuacja, w której szef placówki nie jest w składzie oficjalnej delegacji głowy państwa to nieprawdopodobny skandal - podkreślił. 

Redakcja poleca

"Chory pomysł"

Tymczasem, jak pisze "Newsweek", prezydent Karol Nawrocki przedstawił swoją propozycję na zakończenie sporu o ambasadorów. Zakłada ona "podział" placówek dyplomatycznych na prezydenckie i rządowe. W kraju. w którym jest ustrój prezydencki (np. Francji), ambasadora wybierałby prezydent. Tam, gdzie panuje ustrój parlamentarny, decyzja należałaby do rządu - Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Przypomnijmy, że zgodnie z konstytucją, obsada stanowisk ambasadorskich jest w gestii rządu. 

Zdaniem Jerzego Marka Nowakowskiego pomysł obozu prezydenckiego to nie jest dobre rozwiązanie. - Już sam pomysł, że istnieje konwent, w którym są przedstawiciele kancelarii prezydenta i premiera, którzy współdecydują z ministrem o kandydatach, jest pomysłem chorym. Tym bardziej, że teraz ścieżka nominacyjna ambasadora zakłada, że to minister spraw zagranicznych proponuje daną osobę, ta jest następnie zatwierdzana przez premiera rządu i prezydenta - mówił. 

Gość "TOK 360" podkreślił, że spory wokół kandydatów na ambasadorów pojawiały się od 30 lat, ale do tej pory były "wyjątkowe, a nie standardowe". - Pomijając już kwestię konkretnej nominacji, jeżeli ośrodek prezydencki nie lubi jednego ambasadora, to nie znaczy, że dany dyplomata nie znajdzie się w innej placówce. A jeżeli on jest publicznie wskazany (jako ten, którego nominacji prezydent nie zaakceptuje), to dyskredytuje go to właściwie na lata. Tak się nie robi - podsumował były ambasador.