Niepotrzebny alarm po incydencie z dronem nad Belwederem? Ekspert nie ma wątpliwości
Śledczy wyjaśniają okoliczności incydentu z przelotem drona nad willą premiera i Belwederem, w którym mieszka obecnie prezydent Karol Nawrocki z rodziną. - Przestrzegałbym przed informowaniem w bardzo alarmistycznym tonie na temat zneutralizowania prawdopodobnie jakiegoś kwadrokoptera i złapania pary cudzoziemców - ocenił w TOK FM Mariusz Marszałkowski z Defence24.
- Przestrzegałbym przed informowaniem w bardzo alarmistycznym tonie na temat zneutralizowania prawdopodobnie jakiegoś kwadrokoptera i złapania pary cudzoziemców. Tym bardziej że tutaj podgrzewa atmosferę fakt, że była to Białorusinka. Gdyby to byli Polacy albo obywatele państw zachodnich, to prawdopodobnie nie mielibyśmy takiego wzmożenia - skomentował w TOK FM Mariusz Marszałkowski z Defence24.
Jak dodał, w ten sposób można "bardzo łatwo przegrzać temat, który jest poważny". - Dlatego czekałbym jednak na komunikaty służb wyjaśniające, co dalej z tymi ludźmi, jakie im grożą kary, czego się dopuścili, czy ta działalność miała podejrzane znamiona. Jeśli tak, to był to dla nas jakiś sygnał - dopowiedział w rozmowie z Filipem Kekuszem.
Zastrzegł przy tym, że teraz trudno jeszcze ocenić, czy było to zagrożenie wynikające z działalności służb państwa nam wrogiego, czy też niefrasobliwe zachowanie dwójki ludzi, którzy chcieli przetestować drona, którego kupili. - Być może po prostu wlecieli w niewłaściwe miejsce w niewłaściwym czasie - zastanawiał się gość "TOK360".
"Nie mówimy o użyciu systemów dedykowanych"
Policja prowadzi czynności w sprawie drona latającego nad Belwederem, podejrzewając złamanie prawa lotniczego - w kierunku art. 212 ustawy Prawo lotnicze.
Artykuł ten mówi, że kto, wykonując lot przy użyciu statku powietrznego, narusza przepisy ruchu lotniczego obowiązujące w obszarze, w którym lot się odbywa, podlega karze pozbawienia wolności do pięciu lat.
Jak przypomniał w tym kontekście ekspert Defence24, z pierwszych komunikatów służb wynika z kolei, że to "strażnicy zauważyli tych, którzy operują dronem". - Nie mówimy nawet o użyciu systemów dedykowanych zwalczaniu bezzałogowców, a o reakcji służb, która zmusiła operatorów drona, by z powrotem sprowadzić go na ziemię - dopowiedział Mateusz Marszałkowski.
To o tyle istotne, jak podkreślił, że sterowanie dronami, szczególnie tymi droższymi, może się odbywać daleko od celu, "w którym chcemy infiltrować". - Dlatego nie bardzo widzę i w tych okolicznościach, by było to celowe i zaplanowane działanie. Tym bardziej byłbym więc ostrożny w ferowaniu wyroków i podnoszeniu bardzo alarmistycznego tonu - skwitował w TOK FM.
Źródło: TOK FM