,
Obserwuj
Polityka

Nowe limity NFZ. Żakowski zadał fundamentalne pytanie. "Nie policzyliśmy tego"

Dorota Kalinowska-Bartosewicz, Marta Szumna-Mitek
5 min. czytania
20.03.2026 11:48

- Chciałbym nie ograniczać świadczeń, a jedynie zmniejszyć odpłatność, ale myślę, że tak się nie stanie - powiedział w TOK FM wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia Jakub Szulc. Sytuację w polskiej opiece zdrowotnej skomentowały też ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk oraz posłanka niezrzeszona Joanna Mucha. 

Kolejka do rejestracji
Kolejka do rejestracji
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER

Do wtorku potrwają konsultacje społeczne dotyczące projektu zarządzenia prezesa NFZ zmieniającego zasady finansowania ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS). Jak wynika z dokumentów, za świadczenia w AOS wykonane ponad kontrakt NFZ zamierza płacić 40 proc., a nie 100 proc.

O to, za ile świadczeń NFZ uniknie dzięki temu wybiegowi płacenia, pytany był w TOK FM wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia Jakub Szulc. 

- Chciałbym, żeby było tak, że nie unikniemy świadczeń, a zmniejszymy tylko i wyłącznie odpłatność za te świadczenia. Myślę jednak, że tak się stanie, bo jest jeszcze jedna zmiana. A polega ona na tym, że będziemy się rozliczać w tych zakresach, które są nielimitowane nie tak jak w tej chwili, czyli kwartalnie, tylko po zakończeniu roku obrotowego. To tak naprawdę wydłuży czas oczekiwania na odpłatność - mówił w rozmowie z Jackiem Żakowskim. 

Na uwagę prowadzącego, że zwiększy to też czas oczekiwania na świadczenie, odpowiedział, że NFZ o tym też pomyślał. - To, co staramy się zabezpieczyć i czego na pewno pilnujemy i będziemy pilnować, to to, żeby te świadczenia, które są absolutnie pilne, były wykonywane w dalszym ciągu bez limitów i ze 100 proc. odpłatnością - dopowiedział.

- Ale co to znaczy "pilne", kiedy mówimy o kolonoskopii wykonywanej głównie profilaktycznie? - dopytywał Jacek Żakowski.

- W przypadku tych badań mamy przecież programy przesiewowe, które działają i których nie zmieniamy, a które działają w określonych sytuacjach. Czyli np. osiągam określony wiek, nie badałem się, to powinienem wykonać badanie kolonoskopowe. Tutaj nic się nie zmienia - odpowiedział Szulc. 

Zastrzegł przy tym, że badania przesiewowe są finansowane z "innego woreczka", bo w ramach budżetu na programy polityki zdrowotnej. 

"Nie policzyliśmy tego" 

NFZ w marcu przedstawił dane, z których wynika, że wartość świadczeń w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej (AOS) od 2021 r. do 2025 r. wzrosła o 117 proc., a w tym samym okresie liczba świadczeń wzrosła nieco powyżej 20 proc. W tym czasie wartość wszystkich świadczeń z uwzględnieniem inflacji w ochronie zdrowia wzrosła o 55 proc.

Eksperci ostrzegają, że teraz plan NFZ może skutkować dłuższymi kolejkami, a w dłuższej perspektywie - dużymi kosztami związanymi z leczeniem szpitalnym pacjentów, którzy nie zostali w porę zdiagnozowani. 

Czy policzyliście, jakie są koszty tych 800 mln zł oszczędności? Tym bardziej że kolonoskopia kosztuje, powiedźmy 200 zł, a jeżeli się jej nie zrobi i nie wyłapie się zmiany nowotworowej, to pacjent chodzi ze stomią, do końca życia jest inwalidą, a my płacimy mu rentę. Poza tym musi przechodzić kolejne zabiegi, które kosztują już dziesiątki tysięcy złotych itd., itd. - zwrócił uwagę prowadzący "Poranek TOK FM".

- Nie policzyliśmy tego - przyznał wiceprezes NFZ. 

Szulc wskazał od razu w tym kontekście na kartę DiLO (Karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego, która ma za zadanie przyśpieszyć proces rozpoznania i rozpoczęcia terapii - przypis red.). - Ona może i powinna być zakładana pacjentowi w każdym przypadku, kiedy mamy albo diagnozę, albo podejrzenia nawet jakiejkolwiek choroby nowotworowej. W przypadku karty DiLO absolutnie nie mamy do czynienia z żadnym limitowaniem i tego na 100 proc. nie będzie - zastrzegł na koniec w TOK FM.

Jak uratować NFZ? Podatek zdrowotny zamiast składek

Na fakt, że bezpieczeństwo Narodowego Funduszu Zdrowia zależy od prawidłowego odprowadzania składek, zwrócił uwagę Jacek Żakowski w dalszej części "Poranka TOK FM". - Lipne zatrudnianie na umowach śmieciowych to są ogromne koszty dla NFZ i systemu emerytalnego - stwierdził redaktor.

Zgodziła się z nim Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Ministra rodziny, pracy i polityki społecznej wyjaśniła, że miałaby temu zaradzić propozycja Nowej Lewicy, by zastąpić składki do NFZ podatkiem zdrowotnym.

Dziemianowicz-Bąk zaznaczyła, że byłoby to zupełne przemodelowanie systemu finansowania ochrony zdrowia, które nie wydarzy się z dnia na dzień. - To nie są wydatki, tylko inwestycje w długowieczność, zdrowie i bezpieczeństwo - przekonywała gościni TOK FM.

Szefowa MRPiPS zapewniła przy tym, że propozycja ta jest obliczona, by ochrona zdrowia była rzetelnie finansowana. - Spotkaliśmy się - jako klub Lewicy - z ministrem finansów i panią minister zdrowia. Będziemy zabiegać, żeby ta ustawa została przygotowana i wdrożona w życie - mówiła Dziemianowicz-Bąk.

"20. gospodarka świata"

- Rzeczywistość pokazuje, że mamy rację. Problemy, z którymi boryka się Narodowy Fundusz Zdrowia, pokazują, że trzeba działać - stwierdziła też ministra pracy. Według niej przyszły budżet musi opierać się na priorytecie finansowania ochrony zdrowia.

Szefowa MRPiPS wyjaśniła, że NFZ i ZUS to "naczynia połączone". - Wydatki na ochronę zdrowia to jest sposób na to, żeby później nie ponosić większych kosztów finansowych i społecznych. Jeżeli ktoś zaczyna chorować, to rodzina musi się nim opiekować i jest mniej dyspozycyjna na rynku pracy - tłumaczyła gościni TOK FM.

Zapowiedziała też, że nie odpuści finansowania ochrony zdrowia. - "Zdrowie jest najważniejsze" - i to nie jest tylko slogan. To musi być motto całej klasy politycznej, dlatego że choroba nie wybiera. To nie jest tak, że chorują tylko wyborcy tamci lub inni. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku - komentowała też Dziemianowicz-Bąk.

Na koniec zwróciła się z apelem do koalicjantów i opozycji: "Pamiętajcie, proszę, że finansowanie jest filarem tego, żeby publiczna ochrona zdrowia działała tak jak powinna w 20. gospodarce świata".

"Nagle zasznurowaliśmy sobie usta"

W ocenie posłanki niezrzeszonej Joanny Muchy, także gościni "Poranka TOK FM", problemem jest z kolei fakt, że "mamy za mało pieniędzy w systemie”.

- Dzisiejsza oszczędność robiona jest w ten sposób, że koszty są przerzucone na szpitale, które i tak są zadłużone, i na pacjentów. I to jest prywatyzacja polegająca na frustracji. Przy czym klasa średnia, która może jeszcze sobie zapłacić za prywatną usługę, pójdzie do prywatnego sektora, stąd ta frustracyjna prywatyzacja. Z kolei klasa niższa jest najbardziej pokrzywdzona - dopowiedziała.

Zastrzegła też, że powinniśmy zacząć otwarcie mówić o tym, że składka musi być jednak "trochę bardziej równomiernie rozłożona między osoby pracujące w różnych obszarach".

Dopytywana, czy widzi siłę polityczną, która by to dźwignęła, odpowiedziała krótko: "Nie".

- Dzisiaj wszyscy się boją. Mam wrażenie, że nasza polska polityka zamieniła się w jeden wielki szantaż pt. "Nie można czegoś powiedzieć". Nie można powiedzieć o euro, nie można powiedzieć o Mercosur, które jest bardzo korzystne dla Polski. A ponieważ znajdujemy się pod szantażem Konfederacji i PiS-u, to nagle zasznurowaliśmy sobie usta - podsumowała w TOK FM.

Limity w dostępie do lekarzy specjalistów zniesiono w lipcu 2021 r. za rządów Zjednoczonej Prawicy. 

Źródło: TOK FM, PAP 

Redakcja poleca