Mieli umieścić pacjentkę w składziku. "Chodziły robaki". Szpital pokazał zdjęcie
Pacjentka spędziła 31 godzin na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, twierdząc, że była izolowana w pomieszczeniu przypominającym "składzik" - opisała "Gazeta Wyborcza". Szpital zaprzeczył i udostępnił zdjęcia sali, w której miała leżeć kobieta. "Nigdy w niej nie byłam" - stwierdziła Pani Krystyna (imię zmienione).
- Szpital zaprzecza relacji pacjentki, publikując oświadczenie i zdjęcie sali izolacyjnej, którą określa jako "dedykowaną salę do bezpiecznej izolacji pacjentów zakaźnych"
- Emerytka utrzymuje, że przebywała w innym pomieszczeniu. "Po tych pojemnikach chodziły robaki. Podłoga była brudna" - opisywała;
- Kobieta została przyjęta na oddział dopiero po 31 godzinach oczekiwania.
Emerytka została przywieziona karetką na SOR USK przy ul. Borowskiej we Wrocławiu. Test wykazał u niej zakażenie Covid-19, dlatego wymagała izolacji. Została umieszczona w pomieszczeniu technicznym, które Pani Krystyna nazywa "składzikiem". "Stały tam duże kubły na odpady. Po tych pojemnikach chodziły robaki. Podłoga była brudna. Do tego pomieszczenie było zimne, poprosiłam o koc i kurtkę. (...) Przez te kilkanaście godzin nie przynieśli mi nawet wody.(...) Chciałam skorzystać z toalety. Myślałam, że pęcherz mi zaraz eksploduje. Wołałam, żeby ktoś mi pomógł, ale tam na śmierć można się zakrzyczeć, a nikt nie reaguje" - mówiła "Gazecie Wyborczej".
Jak twierdzi, w pomieszczeniu zamiast toalety stało krzesło z dziurą i podstawionym wiadrem. "Pomieszczenie było oddzielone szybą od reszty SOR-u. Cała ściana była przezroczysta" - opisywała. Dlatego kobieta była zmuszona korzystać z toalety, będąc wystawiona na widok publiczny.
"Składzik" czy "wyposażona sala pacjencka"? "W szpitalu kłamią"
Początkowo rzecznik USK nie odniósł się do skargi, wskazując, że bez danych pacjentki nie może jej zweryfikować. Po publikacji pierwszego tekstu "GW" na ten temat szpital wydał oświadczenie. "Opublikowane w mediach informacje w krzywdzący i niezgodny z faktami sposób przedstawiają warunki udzielania świadczeń w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym USK we Wrocławiu" - czytamy.
Szpital zaprzeczył, by pacjentka leżała w komórce na kubły i szczotki. "Pomieszczenie opisane w publikacji nie jest 'składzikiem', lecz dedykowaną salą do bezpiecznej izolacji pacjentów zakaźnych, zgodną z obowiązującymi procedurami. W sali znajduje się profesjonalny wózek sanitarny, standardowo stosowany w szpitalach u pacjentów, którzy nie mogą samodzielnie przejść do łazienki". Do komunikatu dołączono zdjęcie, które - jak podkreśliła placówka - "najlepiej odzwierciedla rzeczywisty obraz wspomnianej sali i pokazuje, że nie jest to pomieszczenie gospodarcze, lecz w pełni wyposażona sala pacjencka".
Pacjentka po obejrzeniu zdjęcia sali oświadczyła, że leżała w innym miejscu. "Nigdy w niej nie byłam" - powiedziała. "Byłam w trzech pomieszczeniach: najpierw na SOR, później w takim na półciemnym niewielkim pomieszczeniu, a na końcu właśnie w tym ostatnim, które opisuję. Tam leżałam najdłużej". Jak podkreśliła, ze względu na stan zdrowia "nie miała siły" zrobić zdjęcia. Trafiła na SOR z bardzo wysokim ciśnieniem, miała problemy ze wzrokiem, wymiotowała i nie mogła utrzymać się na nogach. "W szpitalu kłamią, zaproponowali mi takie miejsce i teraz im wstyd" - oceniła.
Ostatecznie czekała 31 godzin, zanim została przyjęta na oddział internistyczny.
Szpital w oświadczeniu pouczył, że "publikowanie niezweryfikowanych opinii może podważać zaufanie do profesjonalnej pomocy medycznej". Redakcja "GW" ponownie wysłała pytania do placówki 12 grudnia i oczekuje na odpowiedź.
Posłuchaj:
Źródło: "Gazeta Wyborcza"