Rosyjskie drony niczego nas nie nauczyły? "Wystarczyło kilkadziesiąt godzin"
- Oczywiście my zawsze jesteśmy zjednoczeni, kiedy jest poczucie zagrożenia. A to zjednoczenie ma to do siebie, że ono jest zazwyczaj na chwilę - tak zachowanie polskich polityków po ataku rosyjskich dronów na Polskę skomentował w TOK FM Tomasz Żółciak.
- Premier Donald Tusk apeluje o jedność narodową w obliczu zagrożeń;
- Po ataku dronów na Polskę zapanowała ona jednak na krótko;
- Potencjalną okazją do dialogu może być wspólny lot Nawrockiego i Sikorskiego na zgromadzenie ONZ.
17 września - w rocznicę agresji ZSRR na Polskę premier Donald Tusk apelował o jedność narodową, której jego zdaniem, potrzebujemy równie mocno jak solidnego sojuszu i nowoczesnej armii. - Chyba nie ma dzisiaj ważniejszego zadania dla nas wszystkich - podkreślił.
Zaznaczył, że ostatni atak dronów na Polskę, miał na celu dezorganizację i chaos “także w naszych umysłach i sercach”. - Jeśli powrócą te demony z dawnych lat, jeśli Polacy zaczną się kłócić, spierać o te najważniejsze kwestie, a do najważniejszej kwestii należy nasze bezpieczeństwo, to wtedy Kreml i Rosja będą mogły zatryumfować, tak jak 86 lat temu - mówił.
"Jedność klasy politycznej w obliczu zagrożenia skończyła się po kilkudziesięciu godzinach"
Jak jednak zauważyła prowadząca “Poranek TOK FM” Karolina Lewicka, "jedność klasy politycznej w obliczu zagrożenia skończyła się po kilkudziesięciu godzinach (od ataku dronów) i wróciliśmy już do polskiego standardu - kłótnie, pretensje, zarzuty, oskarżenia”.
- Przyznam, że jakoś nie podzielałem zachwytów postawą naszej klasy politycznej, że spotkali się, rozmawiali, że odbyła się jakaś tam narada. Myślę, że jednak powinniśmy wymagać trochę więcej od przedstawicieli naszej klasy politycznej, szczególnie tych, na których głosowaliśmy. Gdyby obie strony sporu wymagały od swoich, to wówczas może trochę inne standardy by panowały - ocenił Leszek Jażdżewski, redaktor naczelny "Liberte!"
Jak jednak dodał, “trochę jest tak, że kiedy przechodzi sam moment zagrożenia, to chyba rzeczywiście on dyscyplinuje polityków”. - Mają poczucie, że nie mogą być pierwszymi, którzy wyjdą na tych, którzy burzą jakieś porozumienie, przeszkadzają, nie potrafią się zachować - stwierdził Jażdżewski.
Sikorski i Nawrocki na pokładzie jednego samolotu. Co z tego wyniknie?
Tomasz Żółciak, dziennikarz money.pl zwrócił też uwagę na relacje rządu z prezydentem. - Te relacje przybierają charakter sinusoidy. Gorzej jest praktycznie non stop, a lepiej jest wtedy, kiedy jest realne poczucie zagrożenia. Wtedy faktycznie klasa polityczna gdzieś trzeźwieje i gorące głowy stają się trochę chłodniejsze. Ale potem oczywiście są różne wyskoki. Choćby te wpisy czy wypowiedzi Sławomira Mentzena, które niepotrzebnie wtedy jątrzyły i dolewały oliwy do rosyjskiego ognia - wskazał.
I dodał, że za chwilę będzie dosyć ciekawe zdarzenie, czyli wspólny lot Karola Nawrockiego i Radosława Sikorskiego na zgromadzenie ogólne ONZ. - Panowie spędzą parę godzin wspólnie na pokładzie samolotu. Zakładam, że to nie będzie tak, że Karol Nawrocki usiądzie, powiedzmy w cudzysłowie, strefie biznesowej pierwszej klasy, a Radosław Sikorski za jakąś kotarką w strefie ekonomicznej. Można udawać, że się słucha jakiegoś podkastu, który trwa wiele godzin. Ale kto wie, myślę, że byłoby wręcz dziwne, gdyby nie porozmawiali ze sobą - zauważył Żółciak.
- Pytanie oczywiście, co potem z tego wyjdzie na zewnątrz. Jeżeli wtedy się dowiemy np. że udało się częściowo obniżyć temperaturę sporu wokół nominacji ambasadorskich np., albo uda się wyjaśnić to i owo w sprawie tych słynnych notatek, co tak naprawdę stało się w Wyrykach i kto, co wiedział lub czego nie powiedział. To będzie jakiś postęp - stwierdził.
Jak jednak podsumował, “oczywiście my zawsze jesteśmy zjednoczeni, kiedy jest poczucie zagrożenia, a to zjednoczenie ma to do siebie, że ono jest zazwyczaj na chwilę”.
Źródło: TOK FM