"Hamulców nie ma". Językoznawca o radach polityków. Czy PiS dopadnie "efekt ośmiorniczek"?
W poniedziałkowym Poranku Radia TOK FM wiceminister kultury Jarosław Sellin zaatakował Dominikę Wielowieyską , bo - jak stwierdził - przerywa jego wypowiedzi, 'nie daje powiedzieć ani jednego zdania'. - Pani zaprasza gościa, polityka wybieralnego w wyborach, żeby ludzie poznali jego poglądy, a nie pani poglądy. Bo pani pełni rolę służebną jako dziennikarka w lepszym poznawaniu polityków wybieralnych, pani nie jest wybieralna - pouczał wiceminister.
- Minister Sellin trochę się zagalopował, ale on tak galopuje już od paru lat, więc można powiedzieć, że to długodystansowy galop - ocenił w Pierwszym Śniadaniu w TOK-u prof. Jacek Wasilewski z Uniwersytetu Warszawskiego. Badacz języka i autor 'Programu Językowego' w Radiu TOK FM argumentował, że polityk - jako osoba wybieralna - ma dyspozycji np. wiece czy zjazdy partyjne i tam może bezpośrednio zwracać się do swoich wyborców.
Do mediów zaś - jak podkreślił prof. Wasilewski - idzie w zupełnie innej roli. - Wtedy odpowiada na pytania, które mają niekoniecznie jego wyborcy. Wszyscy płacą podatki i jest on zobowiązany do udzielenia odpowiedzi tym osobom, które chciałyby usłyszeć, dlaczego pewne rzeczy wyglądają tak, a nie inaczej - wskazał rozmówca Filipa Kekusza.
Dodał, że jest to więc 'jakieś dziwne podejście, z systemów niedemokratycznych, w których dziennikarz ma być tubą do tego, co polityk chce powiedzieć za jego pomocą'. - Oczywiście takie rzeczy zdarzają się w Radiu Maryja, gdzie właściwie nie przerywa się politykom, zadaje się tylko pierwsze pytanie, a później to już jakoś leci - podkreślił prof. Wasilewski. Wskazał też, że Sellin stosował 'polityczne sztuczki z unikaniem odpowiedzi na pytanie, z poniżaniem w pewien sposób dziennikarki'. - Bo wypowiedź, że dziennikarz ma rolę służebną, oznacza, że hierarchia powinna wyglądać tak, że ja jestem wyżej - stwierdził.
'Mamy propagandę wojenną, a nie język polityki'
Autor 'Programu Językowego' w TOK FM uważa, że populistyczny język jest generalnym problemem w polskiej polityce, w której przeciwnik polityczny stał się wrogiem. Z przeciwnikiem trzeba rozmawiać, a z wrogiem się nie rozmawia.
Językoznawca przypomniał, że budowanie takiego podziału PiS zaczął szybko po wygranych wyborach. Wtedy pojawiło się określenie 'totalna opozycja'. - Ten termin był zapowiedzią tworzenia wroga, którego dzisiaj mamy. Musimy więc tworzyć tożsamość poprzez to, żeby atakować wrogów. Po drugie, wrogom nie należy się szacunek. Po trzecie, nie mamy z wrogami żadnego wspólnego celu - wyjaśniał.
- Definicja związana z wrogiem politycznym powoduje, że staczamy się językowo do coraz większego rynsztoka, ponieważ nie ma granic. Mamy propagandę wojenną, a nie język polityki - ocenił prof. Wasilewski. - Wroga trzeba zniszczyć i utytłać w błocie, nie tylko pokonać. Pokonać można adwersarza politycznego. Wroga trzeba nienawidzić - mówił prof. Wasilewski.
Czy będziemy mieli do czynienia z 'efektem ośmiorniczek' sprzed kilku lat?
Prof. Wasilewski komentował też rady, jakich ostatnio chętnie udzielają politycy obozu władzy. Polacy dowiedzieli się m.in. że mają zaciskać zęby oraz stołować się u znajomych. W kontekście takich porad polityków językoznawca przypomniał powiedzenie przypisywane królowej Francji Marii Antoninie, że skoro obywatele nie mają chleba, niech jedzą ciastka.
- To jest brak utożsamienia się już z wyborcą. Można powiedzieć, że hamulców tutaj nie ma - ocenił. Przypomniał, że przed dojściem PiS do władzy mieliśmy aferę podsłuchową, która wielu do dziś kojarzy się z ośmiorniczkami jedzonymi przez ludzi PO-PSL.
Było to ocenione jako przejaw oderwania się rządzących od spraw zwykłych ludzi. Czy w przypadku porad wyborcy zareagują podobnie? Rozmówca Filipa Kekusza ocenił, że dziś na efekt ośmiorniczek nie ma co liczyć. - Dlatego właśnie, że mamy bardzo silne napięcie pomiędzy dwoma obozami. Jeśli polityk coś takiego powie, to media, którymi dysponuje Zjednoczona Prawica, tego nie powtórzą. A po drugie jest informacja, że to zostało skierowane przeciwko tym, którzy są (naszymi) wrogami. Jeśli więc to jest do wrogów, to wiadomo, że wrogom trzeba dołożyć. I dlatego przez cały czas taki właśnie język Zjednoczonej Prawicy nie szkodzi. A przynajmniej nie na tyle, żebyśmy mieli efekt ośmiorniczek sprzed kilku lat - tłumaczył prof. Wasilewski.
Językoznawca zwrócił też uwagę, że 'mamy propagandę sukcesu', więc rząd w rozmowach z obywatelami nie może przyznać otwarcie, że coś jest źle. - Dlatego też osoba, która o trudnościach mówi, jest uznawana za wroga, agenta i trzeba ją wyśmiać, zmarginalizować - ocenił. Zdaniem gościa TOK FM nie ma co liczyć, że to się zmieni. - My nawet nie mamy wspólnej płaszczyzny, ani nawet wspólnego medium, w którym można byłoby porozmawiać, tylko mamy serię monologów, gdzie trzeba podtrzymywać (słuszną) wersję rzeczywistości - podsumował prof. Jacek Wasilewski.