Rząd Tuska będzie wpływał na TVP? "Nauczyli się trochę"
Już nie 'Wiadomości' a '19:30' - tak nazywa się nowy program informacyjny Telewizji Polskiej. Po tym jak zmieniły się władze TVP i po jednym dniu bez żadnego programu informacyjnego w telewizji publicznej - w czwartek w Jedynce - o tradycyjnej porze widzowie mogli obejrzeć główny serwis informacyjny w nowej odsłonie. Prowadził go Marek Czyż.
Jak oceniają eksperci, było w nim widać trochę niedociągnięć. - Gdyby pozbyć się tego kontekstu politycznego, to bym powiedziała, że ten program przypominał mi początki stacji informacyjnych w Polsce. Trochę nieporadnie - mówiła w 'Popołudniu Radia TOK FM' prof. Dorota Piontek z Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Rozmówczyni Anny Piekutowskiej uważa jednak, że to głównie kwestia środków, jakimi dysponował - doświadczony przecież - zespół dziennikarski. - To jest też kwestia czasu. Jeżeli się rozpoczyna jakąkolwiek nową inicjatywę medialną to są to zazwyczaj miesiące treningów, miesiące emisji, zgrywania poszczególnych elementów, przygotowywania itd. (...). Tego czasu było tutaj bardzo mało, żeby poszło bez takich historii na które wszyscy zwracamy uwagę - powiedziała prof. Piontek. Zdaniem ekspertki są one jednak do wyeliminowania w ciągu kilku, kilkunastu tygodni, a może nawet kilkunastu dni.
Całkiem nowe 'Wiadomości' TVP. Kto prowadził? O czym było? Jakie tematy?
Przed nową ekipą jednak trudny orzech do zgryzienia. Oczekiwania w stosunku do '19:30' są duże. Czwartkowe wydanie oglądało 4 miliony osób (wcześniej było to średnio 2,5 miliona). Problemem jest zaś to, że wymagania widzów będą bardzo zróżnicowane, a niekiedy ze sobą sprzeczne. - Z jednej strony dotychczasowi widzowie 'Wiadomości' będą oczekiwali, że coś pozostanie. A na pewno chodzi o to, żeby nie szokować ich totalną zmianą formatu. A z drugiej strony ci widzowie, którzy kibicowali obecnej koalicji, będą oczekiwali, że ten nowy program informacyjny będzie kompletnie inny od tego, który można było oglądać przez ostatnie 8 lat - wskazała prof. Piontek.
Ekipa premiera Tuska będzie chciała zakulisowo wpływać na TVP?
Nie ustają także dyskusje na temat stylu i zgodność z prawem przejęcia mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska. Minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz odwołał radę nadzorczą TVP powołując się na Kodeks spółek handlowych i powołał nowy zarząd. Jak ujawniła w piątek w Onet Rano Magdalena Rigamonti, z propozycją pracy w nowej TVP do dziennikarzy dzwonią zaś konkretni politycy nowego obozu władzy. Stawia to pod znakiem zapytania to, czy nowe serwisy informacyjne rzeczywiście zostaną odpolitycznione.
- Niestety w 2015 roku dokonało się zło, mówię tu o siłowym przejęciu mediów publicznych przez polityków i to bez żadnego pardonu. W związku z tym należało się spodziewać tego, że będzie pewna pokusa, żeby kolejne ekipy rządzące niejako wykorzystywały ten precedens, który już powoli przestaje być precedensem, a zaczyna być stanem w pewnym sensie usprawiedliwiającym przejęcie kontroli nad mediami - mówiła prof. Piontek.
Gościni TOK FM gorzko wskazała, że zaangażowanie polityków w tego typu działania niestety jest faktem i musimy go przyjąć. - To nie jest tak, że nagle politycy powiedzą, że abstrahują od mediów publicznych. Myślę, że ekipa premiera Tuska też nauczyła się trochę i wyciągnęła wnioski. W związku z tym nie będzie już deklarowała, że nie jest zainteresowana telewizją publiczną, że jest to taka sama telewizja, jak każda inna, że nie trzeba tam jakoś szczególnie kontrolować - mówiła ekspertka.
- Jest niestety możliwy scenariusz, że politycy będą chcieli, może w mniej nachalny sposób, mieć jakiś delikatny zakulisowy wpływ na działanie mediów publicznych. I myślę, że jest to całkiem prawdopodobny scenariusz - skwitowała prof. Piontek.