"Dudzie zabrakło odwagi". Ekspert jasno o decyzji prezydenta
Trybunał Konstytucyjny rozpatrzył pierwszy z serii wniosków prezydenta Andrzeja Dudy. Orzekł, że "nowelizacja przepisów o NCBR z 26 stycznia br. jest niekonstytucyjna". "Do głosowania nie dopuszczono dwóch Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika" - uzasadniono w orzeczeniu.
Zdaniem Krzysztofa Izdebskiego świadczy to przede wszystkim o postępującej instrumentalizacji Trybunału Konstytucyjnego. Jak tłumaczył, to już nie współpraca z obozem Zjednoczonej Prawicy, a pomiędzy prezydentem a TK. - Andrzejowi Dudzie zabrakło odwagi, by powiedzieć: "Ja się nie zgadzam. Tutaj powinienem sam to zawetować". Zamiast tego zrzucił to na Julię Przyłębską i pozostałych członków TK, by to oni załatwili sprawę - mówił w TOK FM ekspert Open Spending EU Coalition i fundacji Batorego.
Trybunał Konstytucyjny ramię w ramię z Dudą. 'Ciężko komentować tego typu głupoty'
Jak podkreślił, w ten sposób doszło także do wyłączenia roli parlamentu. - W konsekwencji należałoby przyjąć, że teraz Andrzej Duda powinien wetować już wszystkie ustawy, które Sejm podejmował; przynajmniej do czasu wyboru obu panów do PE. - Mamy do czynienia z totalnym chaosem, który nie ma uzasadnienia prawnego - ocenił krótko w audycji OFF Czarek. Zastrzegł przy tym, że przepisy w tej kwestii są oczywiste. - Panowie z chwilą skazania, niezależnie od ułaskawienia, mandaty powinni stracić. Trudno jest więc mówić, że Sejm działał w sposób nielegalny czy niepełny - dodał w rozmowie z Cezarym Łasiczką.
Zdaniem eksperta w przypadku TK nie chodzi też już tylko o to, że jego działania są nieskuteczne czy, np. że na jego ocenę wpływają poglądy. - TK działa teraz na polityczne zlecenie. Wypełnia rolę pomocnika władzy, nie recenzenta - dopowiedział.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
"Nie ma za bardzo innego wyjścia"
Orzeczenie TK było szeroko komentowane przez polityków. I tak np. jedni podkreślali, że to wyroki i postanowienia. "Nie podlegają już zaskarżeniu. Nie ma już sądu nad TK. Nieuctwo" - pisała Krystyna Pawłowicz. Z kolei europoseł Łukasz Kohut podnosił: Kiedy na czele sądu konstytucyjnego stawia się kucharkę, a decyzje podejmuje się pod dyktando starszego pana z Żoliborza, to nie powagę się tworzy, a parodię.
- Podzielając intencje Kohuta, nie użyłbym takich sformułowań. Fakt czy Przyłębska jest osobą, która dostarcza rozrywek kulinarnych Kaczyńskiemu, jest rzeczą wtórną. Wolałbym, byśmy skupili się na meritum. Bez wycieczek personalnych panie europośle! - skomentował Krzysztof Izdebski.
A jakie widzi w tej sytuacji rozwiązanie praktyczne? To np. projekt ustawy, który zakłada, że sędziowie TK wybierani byliby większością trzech piątych głosów, co "wymaga przełamania plemienności". - Wiem, że to trochę naiwne, ale mówiąc szczerze, nie ma za bardzo innego wyjścia. Łatwo będzie zarzucić, że kolejni sędziowie wybrani przez obecną większość zwykłą, de facto większość rządową, to też będą ludzie, którzy nie staną na straży interesu publicznego, konstytucji i praw wszystkich obywateli - skwitował w TOK FM.
Pod koniec stycznia prezydent zadeklarował, że będzie kierował do TK - w trybie kontroli następczej - wszystkie ustawy, które Sejm przyjmie bez udziału polityków PiS: Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Pod koniec zeszłego roku zostali oni skazani prawomocnym wyrokiem, a marszałek Sejmu Szymon Hołownia wydał postanowienia o wygaszeniu ich mandatów poselskich.