Braun wywołał kolejny skandal w Jedwabnem. "To był niemal festyn"
- Policja prowadzi czynności w związku z blokadą drogi w Jedwabnem. Udział w niej wziął m.in. Grzegorz Braun;
- Jednocześnie prokuratura sprawdza treści umieszczone na nowym 'miejscu pamięci' w Jedwabnem;
- Jak oceniła w TOK FM analityczka Anna Mierzyńska, 'Jedwabne staje się coraz bardziej miejscem, w którym skrajna prawica przyjeżdża manifestować swoje poglądy';
- Zwróciła uwagę na nową grupę odbiorców 'alternatywnych obchodów'.
Podczas czwartkowych obchodów rocznicy mordu Żydów w Jedwabnem Grzegorz Braun wraz ze zwolennikami zablokowali wyjazd rabinowi Michaelowi Schudrichowi. Policja opublikowała komunikat w tej sprawie. "Nie ma przyzwolenie na łamanie prawa" - napisała. Poinformowała też, że jednostka w Łomży prowadzi w związku z zajściem czynności w kierunku art. 90 KW ("Kto tamuje lub utrudnia ruch na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, podlega karze grzywny do 500 złotych lub karze nagany").
- Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że Braun w Jedwabnem nie był sam, a samo Jedwabne staje się coraz bardziej miejscem, w którym skrajna prawica przyjeżdża manifestować swoje poglądy. Tam są organizowane już w tej chwili alternatywne obchody, w których próbuje się udowodnić, że w zbrodni w Jedwabnym nie uczestniczyli Polacy. To przykre doświadczenie, kiedy się tam jest - skomentowała w TOK FM Anna Mierzyńska, analityczka funkcjonowania polityki w sieci, związana z OKO.press.
Przyznała przy tym, że choć na uroczystości związane z rocznicą zbrodni przyjeżdża od wielu lat, to nigdy nie widziała w Jedwabnem takiej sytuacji jak w czwartek. Miasteczko i jego okolice, jak opisywała, były całe zastawione samochodami z całej Polski, co było widać po rejestracjach. - Co też ciekawe, choć często mówi się, że Konfederację popierają bardzo młodzi ludzie, to były to często osoby 50 plus. Dlatego mam wrażenie, że o ile do tej pory musiały się ukrywać z poglądami antysemickimi, rasistowskimi, antymigranckimi, o tyle teraz mogą je okazywać. Czują, że jest na to dużo większe przyzwolenie niż kiedyś - dopowiedziała w rozmowie z Maciejem Kliczką.
W tym kontekście zwróciła uwagę, że "organy ścigania cały czas nie są w stanie w pełni skutecznie wyegzekwować przestrzegania przepisów prawa przez Brauna". - Bo choć mamy dwa śledztwa, to przy każdym trzeba uchylać immunitet, występować do parlamentu Europejskiego, a to trwa. Procedura się przeciąga. Efekt jest takki, że w pierwszym śledztwie, które dotyczy najwcześniejszych spraw, mamy dopiero postawione zarzuty - przypomniała.
"To był niemal festyn"
Środowiska narodowe, na prywatnej działce znajdującej się w sąsiedztwie pomnika upamiętniającego ofiary mordu Żydów w Jedwabnem z 10 lipca 1941 roku, odsłoniły też w czwartek "Pomnik prawdy o zbrodni w Jedwabnem". To osiem głazów z metalowymi tablicami, na których znalazły się różne treści po polsku i angielsku sprzeczne z ustaleniami IPN i historyków. Według ustaleń IPN tego mordu dokonali Polacy z inspiracji Niemców. Jak poinformowała w piątek zastępca prokuratora rejonowego w Łomży prok. Joanna Czaplicka, prokuratura wszczęła postępowanie sprawdzające. - Postępowanie zainicjowane zostało z urzędu w kierunku czynu z artykułu 196 i 256 kodeksu karnego - powiedziała prokurator Czaplicka.
Jak mówiła w "Wywiadzie Politycznym" Anna Mierzyńska "pomniki, jak się okazuje, mogły tam stanąć". - Wojciech Sumliński, działacz skrajnej prawicy, który jest bardzo zaangażowany w przedstawianie alternatywnej wizji tego, co się zdarzyło w Jedwabnem, kupił tam ziemię i tam to się właśnie odbywa - dopowiedziała.
Inna rzecz, jak dodała, że pomniki to nie wszystko, bo obok pomnika zbrodni rozstawiono też wielką scenę. Były profesjonalne nagłośnienie, a nawet stoiska z książkami. - Na scenie odbywały debaty z wystąpieniami rozmaitych osób związanych ze środowiskami skrajnymi, a wszyscy oni przekonywali oczywiście, że Żydzi to ci źli. To był niemal festyn - skwitowała w TOK FM.