Co pokazał wynik referendum w Krakowie? "Spore ostrzeżenie"
- Zajmuję się już ponad 25 lat lokalnymi referendami i takiego wyniku w dużym mieście prezydenckim nie było do tej pory - tak w TOK FM historyk i politolog z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie prof. Andrzej Piasecki skomentował wyniki referendum w Krakowie.
Co pokazał wynik referendum w Krakowie? "Spore ostrzeżenie"
Aleksander Miszalski (KO) został odwołany w niedzielnym referendum z urzędu prezydenta miasta Krakowa. Za odwołaniem go zagłosowało 171 581 mieszkańców. Rada Miasta Krakowa nie została odwołana z powodu braku wystarczającej frekwencji.
Zgodnie z protokołami wyników, wywieszonymi w poniedziałek rano przez Miejską Komisję ds. Referendum w budynku urzędu miasta, w głosowaniu uczestniczyło 176 228 Krakowian. Aby referendum w sprawie odwołania prezydenta było wiążące, do urn musiało pójść co najmniej 158 555 mieszkańców. Procentowo frekwencja wyniosła 29,99 proc. przy progu ważności 26,98 proc.
- Zajmuję się już ponad 25 lat lokalnymi referendami i takiego wyniku w dużym mieście prezydenckim nie było do tej pory - skomentował w TOK FM prof. Andrzej Piasecki, historyk i politolog z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.
Ocenił przy tym, że frekwencja w krakowskim referendum była efektem "doskonale prowadzonej kampanii referendalnej, w której dominowały kwestie negatywne".
- Emocje dotyczące i strefy czystego powietrza, i zadłużenia miast - wszystko to działało na wyobraźnię krakowian - wyliczył w "Pierwszym programie" TOK FM.
Zaznaczył przy tym, że znaczna część "krakowian uznała działania prezydenta za naruszenie swojej niezależności i swojej strefy komfortu". - Po 22 latach rządów prezydenta, który kojarzył się ze stabilnością, z powagą, z przewidywalnością nowy prezydent takich oczekiwań nie spełniał - podkreślił rozmówca Wojciecha Muzala.
Ekspert zwrócił przy tym uwagę, że prezydentowi nie pomogła też aktywność tuż przed referendum, w tym fakt, że zniechęcał do udziału w nim. - W ogóle aktywność przed referendum, które miała zmienić politykę władz miasta wydaje się, że była spóźniona i tylko wywołała u części głosujących wrażenie, że coś musi być na rzeczy, skoro prezydent i i jego współpracownicy tak się zaktywizowali - dopowiedział.
Profesor Andrzej Piasecki, pytany, czym jest przegrana Aleksandra Miszalskiego dla Koalicji Obywatelskiej, odpowiedział: "Sporym ostrzeżeniem". Tym bardziej, przypomniał, że Koalicja Obywatelska, a wcześniej Platforma Obywatelska, "zawsze miała problemy i z kandydatami na prezydentów, i z jednością, bo chyba tego też zabrakło w kampanii referendalnej".
- W skali kraju z pewnością będzie to problem dotyczący innych miast, gdzie przeciwnicy urzędujących prezydentów z Koalicji Obywatelskiej będą bardziej ośmieleni. Innymi słowy: jest problem kadrowy, jak dobierać lider lokalnych, aby ci zyskiwali poparcie, a nie zawodzili - podsumował w TOK FM.
Źródło: TOK FM, PAP