,
Obserwuj
Polska

Coraz więcej osób wybiera życie samemu? "Można być bardzo samotnym, będąc w związku"

12 min. czytania
14.02.2026 20:43

Dlaczego coraz trudniej budować trwałe związki? Czy singielstwo to wybór, konieczność, a może ucieczka przed zranieniem? O relacjach, samotności i potrzebie bliskości z psychoterapeutką Anną Chmiel rozmawia Julia Sarzyńska. 

Walentynki 2026
Walentynki 2026
fot. Wojtek Laski/East News

Jest zauważalna tendencja wzrostowa, jeśli chodzi o liczbę osób wybierających życie w pojedynkę. Z czego to może wynikać?

Przyczyn jest bardzo wiele. Jedną z pierwszych, która od razu przychodzi mi na myśl i którą często obserwuję w swoim gabinecie, jest sposób funkcjonowania rodziców w relacjach. Moi pacjenci często opowiadają o tym, jak wyglądały związki ich rodziców. W wielu przypadkach były to relacje, które trwały wyłącznie dlatego, że "tak trzeba", a nie dlatego, że łączyła ich miłość. Było w nich bardzo dużo konfliktów, a najbardziej cierpiały na tym dzieci. Ten model rodzinny jest dziś jednym z ważnych powodów, dla których młodzi ludzie podchodzą do związków ostrożniej. Często uważają, że zanim wejdą w coś naprawdę poważnego, chcą znaleźć "tę właściwą" osobę. Warto jednak pamiętać, że także w takim podejściu mogą pojawić się pewne pułapki.

Czy dziś zwyczajnie łatwiej wchodzi się w krótkotrwałe relacje, żeby nie musieć się angażować i poświęcać dla drugiej osoby?

Absolutnie tak. Coraz trudniej jest pracować nad relacją. Zauważam, że wiele osób nie chce już podejmować wysiłku, jaki wiąże się z budowaniem związku. Duży wpływ ma na to także mnogość aplikacji randkowych, które działają według określonego schematu. W praktyce nie tyle pomagają one w znalezieniu partnera, ile sprawiają, że stajemy się użytkownikami systemu. Ich celem jest utrzymanie jak największej liczby tak zwanych "userów", a nie doprowadzenie do trwałych relacji. W efekcie pojawia się iluzoryczne poczucie nieograniczonego wyboru — niemal tak, jakbyśmy znaleźli się w "supermarkecie" z kobietami i mężczyznami. Możemy wciąż przebierać, wybierać, dopasowywać się i "matchować", a ten proces właściwie się nie kończy.

Jednocześnie są też pary, które poznały się przez aplikacje randkowe i od lat tworzą trwałe związki — niektóre z nich mają już ślub i dzieci.

Absolutnie tak, znam takie przypadki — również wśród moich znajomych. Co prawda ja sama nie korzystałam z aplikacji randkowych, bo to były jeszcze inne czasy. Aplikacje randkowe rzeczywiście działają według określonej logiki — ich celem jest jak najdłuższe utrzymanie użytkowników w systemie. Z jednej strony można więc mówić o tej "diabolicznej" zasadzie, polegającej na ciągłym zachęcaniu do dalszego poszukiwania. Z drugiej strony jednak dzięki nim wiele osób naprawdę się poznaje, buduje relacje i przestaje szukać kolejnych "szans".

W Polsce około 35–40 proc. małżeństw kończy się rozwodem, a jednocześnie liczba zawieranych małżeństw spada. Czy stabilność przestała być dziś atrakcyjna dla ludzi?

Myślę, że nadal bardzo tęsknimy za stabilnością. To, co obserwuję i co mnie osobiście krzepi, to pewien odwrót od jednorazowości relacji. Coraz więcej młodych ludzi mówi, że są już zmęczeni aplikacjami randkowymi. Czują przesyt ciągłym poznawaniem nowych osób, testowaniem i eksperymentowaniem. Coraz częściej pojawia się potrzeba spotkań poza aplikacjami, potrzeba stałości i budowania czegoś trwalszego. Wiele osób mówi wprost, że nie chce już kolejnych krótkich relacji i że zależy im na czymś bardziej stabilnym. Szczerze mówiąc, bardzo mnie to cieszy. Myślę, że jest to także efekt obserwowania starszego rodzeństwa czy znajomych, którzy zachłysnęli się możliwościami aplikacji randkowych, a z czasem zobaczyli, że często prowadzi to donikąd.

Quiz: Jesteś na bieżąco? Quiz o najważniejszych wydarzeniach ostatniego tygodnia

Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!

Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.

Poprawnych odpowiedzi Zniżka
  • 100% -40%
  • 81-99% -30%
  • 61-80% -25%
  • 41-60% -20%
  • 0-40% -10%
  • Promocje nie łączą się.

    Progi nagród Strzałka rozwiń
    1/10 W którym rosyjskim mieście Kanał Zero zrealizował 1. odcinek swojego kontrowersyjnego reportażu?

    Jest też jednak grupa osób, u których relacje są bardzo krótkotrwałe. Nawet jeśli wchodzą w związek, to dość szybko się on rozpada. Z czego to wynika? Czy z troski o własny dobrostan i niechęci do bycia w związku „na siłę”, czy raczej z poddania się i braku chęci pracy nad relacją?

    Myślę, że powodów jest wiele. Przede wszystkim często brakuje odpowiedzialności i dojrzałości emocjonalnej. Prowadzę terapię par i widzę, że nawet osoby dorosłe, dojrzałe wiekiem, potrafią zachowywać się w relacjach w bardzo niedojrzały sposób. To niestety często prowadzi do rozpadu związku.

    Często działają też czynniki, których w ogóle nie jesteśmy świadomi — wewnętrzne konflikty wynikające z trudnych doświadczeń i traum relacyjnych. Jeśli na przykład mamy unikowy styl przywiązania, to im bardziej ktoś się do nas zbliża, tym bardziej zaczynamy się wycofywać. W efekcie ta bliskość nigdy nie zostaje w pełni zbudowana. Z kolei osoby o lękowym stylu przywiązania często nieświadomie wybierają partnerów niedostępnych emocjonalnie. Taka relacja od początku ma niewielkie szanse powodzenia, bo jedna strona bardzo się stara, a druga pozostaje zdystansowana.

    Dochodzi do tego także przekonanie, że "mam jeszcze wiele możliwości", że "nie muszę się starać", że "to druga osoba powinna bardziej zabiegać o mnie". Jest to zwykle przejaw niedojrzałości emocjonalnej i braku ugruntowanej relacji z samym sobą.

    Dlatego tak ważne jest, aby relacja z drugim człowiekiem była poprzedzona dobrą relacją z samym sobą. Musimy wiedzieć, kim jesteśmy, czy siebie lubimy, jakie mamy deficyty i ograniczenia — po to, aby nie przenosić ich na partnera.

    Czy zdarzają się pani takie przypadki, że przychodzi para, u której widać, że lepszym rozwiązaniem byłoby rozstanie, a nie dalsza walka o związek?

    Zdarza się. Założenie jest oczywiście takie, że pary przychodzą na terapię po to, żeby spróbować coś jeszcze odbudować, nawet z bardzo trudnych doświadczeń. Jednak bywa, że w trakcie pracy okazuje się, iż rozstanie jest najlepszym wyjściem.

    To bywa trudne, zwłaszcza gdy w grę wchodzą dzieci — wtedy sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Z drugiej strony, jeśli para nie ma dzieci, rozstanie może dać obojgu szansę na stworzenie w przyszłości zdrowszych, bardziej satysfakcjonujących relacji. Nawet w przypadku rodzin z dziećmi czasem okazuje się, że rozstanie jest lepszym rozwiązaniem niż trwanie w ciągłych konfliktach, awanturach i napięciu. Dzieci nie powinny być świadkami nieustannych sporów. Tym bardziej nie powinny być wykorzystywane w konfliktach między rodzicami. Dlatego zdarza się, że w ramach terapii pomagam parom nie tylko ratować związek, ale także — jeśli to konieczne — dobrze się rozstać, w możliwie najmniej raniący sposób.

    Z pani doświadczenia — częstszą przyczyną rozwodów i rozpadów związków jest brak miłości czy raczej brak umiejętności rozmowy?

    Redakcja poleca

    Pewnie jedno i drugie, ale zaczęłabym jednak od komunikacji. Bardzo często dominuje komunikat "ty" zamiast komunikatu "ja". Skupiamy się na ocenianiu i oskarżaniu, zamiast mówić o własnych emocjach i potrzebach. W praktyce wygląda to tak, że partnerzy stoją na swoich stanowiskach, mówią do siebie, ale się nie słuchają. Każdy powtarza swoje argumenty, nie próbując naprawdę zrozumieć drugiej strony. W efekcie mówimy do siebie, ale nie rozmawiamy. To jeden z najczęstszych problemów, z jakimi spotykam się w pracy terapeutycznej.

    Zwracam też dużą uwagę na pewien bardzo popularny mit w relacjach — przekonanie: "Ja go zmienię" albo "Ja ją zmienię". Częściej obserwuję to u kobiet, które wierzą, że dzięki miłości partner się zmieni, dojrzeje, stanie się inny. Pojawia się przekonanie, że "miłość wszystko zwycięży". Tymczasem miłość to także codzienna praca i odpowiedzialność. To bardzo błędne założenie, że wchodzimy w związek po to, by zmieniać drugą osobę.

    Relacja polega na przyjmowaniu partnera takim, jakim jest, wraz z jego cechami, ograniczeniami i konsekwencjami tych wyborów. Oczywiście pewne rzeczy można wspólnie modyfikować, ale nie polega to na "naprawianiu" drugiego człowieka. Bardzo często rozczarowanie wynikające z tych nierealnych oczekiwań prowadzi do rozstania.

    Kiedyś wchodzono w związki z zupełnie innym nastawieniem. Niezależnie od tego, czy relacja była dobra czy trudna, ważne było, żeby "była", żeby była trwała, żeby był ślub, dzieci i rodzina.

    Dziś coraz częściej ludzie kierują się własnym dobrostanem. Jeśli w związku nie czują się szczęśliwi, nie chcą w nim tkwić na siłę. Jeżeli relacja jest przemocowa — fizycznie lub psychicznie — odejście jest bardzo dobrą decyzją i formą zadbania o siebie. Natomiast jeśli problemem są trudności w komunikacji czy chwilowe kryzysy, a partnerzy mają podobne wartości, często warto spróbować nad tym pracować.

    Myślę, że dużą rolę odgrywa tu także wpływ popkultury i romantycznych wzorców, w których wzrastaliśmy. Bajki o księżniczce i księciu na białym koniu, filmy pełne namiętności i wielkich emocji, historie zakończone hasłem "żyli długo i szczęśliwie" — bez pokazania, jak naprawdę wygląda codzienność i co było potem. Tymczasem związek to również nuda, rutyna i zwyczajne trwanie przy sobie. Fajerwerki się zdarzają, ale raczej od czasu do czasu. Relacja ewoluuje — tak jak każda historia ma swój początek, rozwinięcie i kolejne etapy. Największym wyzwaniem jest dbanie o to "rozwinięcie" i wspólne uczestniczenie w nim obu stron.

    Z czasem wszyscy się zmieniamy. Inni jesteśmy po szkole, inni po studiach, inni w dojrzałym wieku. Zmieniają się nasze potrzeby, priorytety, sposób patrzenia na świat. Dlatego tak ważne jest, aby mieć świadomość, że zmiany są nieuniknione, i żeby umieć o nich rozmawiać. Dojrzała relacja polega również na tym, że potrafimy czasem się ze sobą nudzić — i że jest to w porządku. Codzienność jest codziennością. W jej ramach każdy z nas powinien brać odpowiedzialność za siebie, swoje emocje i potrzeby, zamiast przerzucać swoje deficyty i oczekiwania na partnera. To jest fundament zdrowej relacji.

    Z jednej strony filmy romantyczne wzmacniają obraz idealnego związku, w którym właściwie nie ma poważnych problemów — poza drobnymi perypetiami. Z drugiej strony, czy takie filmy mogą wzmacniać poczucie samotności albo porażki wśród singli i singielek? Zwłaszcza że często pokazują na przykład silną, niezależną kobietę, która "nikogo nie potrzebuje", a jednak na końcu pojawia się mężczyzna i dopiero wtedy następuje szczęśliwe zakończenie. Czy w życiu też tak musi być?

    Na szczęście — nie. Życie pokazuje, że nie musi tak wyglądać. Wszystko zależy od tego, czego tak naprawdę chcemy i czego potrzebujemy. Bardzo ważne jest, aby myśleć samodzielnie, a nie wyłącznie według kulturowych schematów. Nasze oczekiwania i potrzeby powinny wynikać z kontaktu z samym sobą, a nie z gotowych wzorców.

    Dlatego tak istotne jest, aby dobrze poznać siebie i swoje potrzeby. Zadać sobie pytanie: po co chcę być w relacji? Co jest dla mnie ważne? Na czym ma polegać wspólne życie? Jak ja je sobie wyobrażam?

    Warto też zastanowić się, czy zakładam, że w związku będzie miejsce na codzienność, rutynę i zwykłość — i czy to jest dla mnie w porządku. Dojrzałość polega między innymi na akceptacji tego, że relacja to nie tylko intensywne emocje, ale także spokojne, wspólne "bycie".

    To, czy potrzebujemy drugiej osoby do szczęścia, jest bardzo indywidualne. Jeśli ktoś faktycznie tego potrzebuje — to jest w pełni normalne. Jesteśmy istotami społecznymi, lubimy przynależeć do grupy, tworzyć relacje, budować więzi. Jesteśmy do tego biologicznie i emocjonalnie przygotowani. Jednocześnie ważne jest, aby mieć świadomość swoich realnych potrzeb i oczekiwań — oraz tego, czy są one możliwe do spełnienia. Tylko wtedy możemy budować relacje, które naprawdę nam służą.

    Wbrew temu, jak często zamiennie używa się tych dwóch pojęć, singielstwo nie jest tożsame z samotnością.

    Redakcja poleca

    Absolutnie nie. Można być bardzo samotnym, będąc w związku. Taka "samotność we dwoje" jest dla wielu młodych ludzi ważnym sygnałem ostrzegawczym, że nie chcą wchodzić w relacje, w których brakuje bliskości, porozumienia i autentyczności. Coraz częściej chcą wiązać się z osobami, z którymi mogą dzielić pasje, z którymi dobrze się czują na różnych poziomach i przy których nie muszą udawać kogoś, kim nie są.

    Z drugiej strony można być singlem i w ogóle nie czuć się samotnym. Można dobrze czuć się ze sobą, nie oczekiwać, że druga osoba wypełni jakąś pustkę, i żyć w poczuciu spełnienia. Podobnie można realizować się w relacji partnerskiej — wszystko zależy od indywidualnej sytuacji.

    To ponownie sprowadza nas do punktu wyjścia: kluczowa jest samoświadomość i dojrzałość emocjonalna. Bez nich trudno o satysfakcjonujące relacje — zarówno z innymi, jak i z samym sobą.

    Wbrew temu, co często pokazują filmy czy współczesny dyskurs, bycie singlem lub singielką nie jest ani czymś złym, ani czymś dobrym. To po prostu jedna z możliwych form życia. Dla jednych jest to świadomy wybór, dla innych konieczność, a dla jeszcze innych etap przejściowy. Czasem ktoś nie chce dzielić swojego życia z kimś na stałe i czerpie z singielstwa doświadczenia, których nie miałby w związku. Motywacje są bardzo różne — i każda z nich zasługuje na szacunek.

    Współczesny singiel – to wybór, konieczność, czy rezygnacja?

    Często singielstwo wynika z konieczności — na przykład wtedy, gdy ktoś musi opiekować się chorym członkiem rodziny. W takiej sytuacji cała energia i uwaga skupiają się na tej jednej osobie i po prostu nie ma już przestrzeni na budowanie relacji. Jest to więc z jednej strony wybór, bo decydujemy się na opiekę nad bliskim — czy to starszym rodzicem, czy chorym dzieckiem — ale z drugiej strony jest to również ograniczenie wynikające z realiów życia. Tworzenie nowego związku w takiej sytuacji bywa bardzo trudne, a czasem wręcz niemożliwe, choć oczywiście zdarzają się także wyjątki.

    Innym powodem może być chęć eksplorowania relacji i własnej tożsamości. Ludzie są dziś coraz bardziej świadomi siebie i swojego ciała, mniej pruderyjni, bardziej otwarci na różne doświadczenia — i to również jest w porządku. Zwłaszcza młode osoby, zanim wejdą w poważny związek, często chcą pozwolić sobie na etap poznawania siebie i innych, także w wymiarze bliskości fizycznej.

    Jeśli ktoś ma za sobą trudne doświadczenia w poprzednich relacjach — na przykład związane z przemocą psychiczną, fizyczną czy finansową — staje się dużo bardziej ostrożny wchodząc w kolejny związek. I bardzo dobrze, bo najpierw musi się "poskładać" na nowo. Jednocześnie ważne jest, aby te trudne doświadczenia nie przesłoniły całkowicie możliwości budowania nowych relacji. To wymaga pracy nad sobą, bo to, w jakie związki wchodzimy, w dużej mierze zależy od naszych wcześniejszych doświadczeń i od tego, co w nas samych jest jeszcze nieprzepracowane.

    Ogromną rolę odgrywają tu także style przywiązania. Często powtarzamy pewne schematy, przyciągamy podobne typy partnerów i wchodzimy w relacje, które w gruncie rzeczy nas ranią. Warto się temu przyjrzeć i zastanowić, co dzieje się "pod powierzchnią".

    Bardzo istotne jest również to, aby rozpoznać w sobie moment rezygnacji. Zadać sobie pytanie: czy jest to rezygnacja wynikająca z lęku, czy świadomy wybór, w którym naprawdę czuję się dobrze? Jeśli rezygnacja wynika z lęku, często towarzyszy jej poczucie niespełnienia i żalu. Jeżeli natomiast jest to spokojna, pogodzona decyzja — nie wynikająca ze "zgniłego kompromisu" czy przekonania, że „i tak już nikogo nie znajdę” — wtedy może być zdrowym wyborem. Jeśli jednak rezygnacja wynika z trudnych doświadczeń, warto dać sobie jeszcze szansę i spróbować je przepracować.

    Czy są też takie osoby, które bardzo chciałyby być w związku, ale przez dominację krótkotrwałych relacji czy jednorazowych przygód po prostu nie mogą znaleźć dla siebie odpowiedniej osoby?

    Zdarzają się też takie sytuacje, w których ktoś naprawdę chce być w relacji, ale ma poczucie, że "nie ma z kim". Widzimy bowiem coraz więcej osób, które nie są zainteresowane trwałymi związkami, co utrudnia znalezienie partnera nawet tym, którzy są gotowi na zaangażowanie.

    Istotnym wątkiem jest również temat zdrady. Osoby, które same jej doświadczyły albo słyszały o niej z relacji bliskich, często zaczynają postrzegać aplikacje randkowe jako przestrzeń sprzyjającą niewierności i powierzchownym relacjom. To również może zniechęcać do szukania związku. Do tego dochodzi niskie poczucie własnej wartości — brak pewności siebie, krytyczne podejście do swojego wyglądu, poczucie bycia „niewystarczającym”. Takie przekonania utrudniają nawiązywanie relacji. A każde kolejne nieudane spotkanie może tylko wzmacniać myśl, że "nie warto próbować" i że "lepiej być samemu, bo nikt na mnie nie czeka".

    Czy współczesnego singla lub singielkę można określić jako osobę niezależną?

    I tak, i nie. To moja ulubiona odpowiedź — "to zależy", i myślę, że wielu terapeutów się pod nią podpisze. Istnieje grupa singli, których można określić jako "wieczne dzieci". Są to osoby wciąż silnie zależne od swoich rodziców — mieszkają z nimi, są przez nich wspierane finansowo, mimo że są już dorosłe. Taki styl życia sprzyja pozostawaniu w roli "Piotrusia Pana" — lub, umownie mówiąc, "Piotrusi Pani". W takich przypadkach trudno mówić o prawdziwej niezależności. Brak samodzielności często idzie w parze z niedojrzałością emocjonalną, a ta — jak już mówiłyśmy — jest warunkiem koniecznym do budowania dobrej relacji. Oczywiście dojrzałość dotyczy obu stron.

    Z drugiej strony są osoby, które naprawdę cenią swoją niezależność i lubią być autonomiczne. Czasem wiąże się to z unikowym stylem przywiązania, ale nie zawsze. Bywa, że ktoś jest na etapie intensywnego rozwoju zawodowego, zdobywania doświadczeń, poznawania świata i świadomie nie chce wchodzić w stały związek. Może mieć bezpieczny styl przywiązania, a jednocześnie po prostu nie potrzebować w danym momencie trwałej relacji — i to jest w porządku.

    Są też osoby, które bardzo dobrze czują się we własnym towarzystwie i źle funkcjonują w długotrwałych relacjach. Przyczyn może być wiele i nie ma jednego „właściwego” modelu życia. Najważniejsze jest to, czy ktoś czuje się szczęśliwy, spełniony i kompletny, będąc singlem. Jeśli tak — to jest w pełni w porządku. Jeżeli natomiast ktoś jest singlem, a jednocześnie czuje, że czegoś mu brakuje, że tęskni za bliskością, warto się zastanowić, z czego to wynika. Czy chodzi o potrzebę potwierdzenia własnej wartości, czy raczej o naturalną potrzebę bycia z kimś — nawet bez słów, po prostu we wspólnym, dobrym i wspierającym byciu.

    Z psychoterapeutką Anną Chmiel rozmawiała Julia Sarzyńska

    Źródło: TOK FM, Fot. Wojtek Laski/East News