"Traktowano nas jak przestępczynie, a chciałyśmy po prostu zarejestrować małżeństwo"
- Polska nie uznaje małżeństw osób tej samej płci. Niektóre pary decydują się na ślub za granicą i potem walczą o uznanie tego w naszym kraju. Gdy to się nie udaje, idą do trybunału w Strasburgu;
- Rozmawiamy z Karoliną i Hanną, które zdecydowały się na taką ścieżkę;
- Trybunał w Strasburgu właśnie skreślił z listy spraw do rozpoznania skargi dziesięciu polskich par jednopłciowych, w tym Karoliny i Hanny. Wyjaśniamy, co to oznacza;
- Zdaniem mecenaski Karoliny Gierdal, która reprezentowała część par przed ETPC, decyzja trybunału w Strasburgu to w jakimś sensie zwycięstwo.
Karolina Skowron-Baka jest działaczką społeczną i rzeczniczką praw zwierząt, praw kobiet oraz osób LGBTQ+. Jest także autorką wydanej niedawno książki "Feminizm to weganizm". W 2022 roku - po 11 latach znajomości - wzięła ślub z Hanną Baką - zrobiły to w Portugalii, na Maderze. Bardzo chciały być małżeństwem, a Polska nie godzi się na małżeństwa osób tej samej płci.
Kobiety chciały dokonać transkrypcji aktu małżeństwa. Odmawiały im jednak kolejne urzędy w Warszawie, gdzie mieszkają. Ostatecznie sprawa trafiła do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. - To, co przeszłyśmy w Polsce, było bardzo poniżające i smutne. Musiałyśmy przejść całą drogę prawną, m.in. przez wojewodę i sądy administracyjne. Bardzo zależało nam na tym, by nasze małżeństwo zostało w pełni uznane także w Polsce - opowiada Karolina.
Walka o uznanie małżeństwa. "Czułyśmy się jak przestępczynie"
Zapadło jej w pamięć szczególnie to, że do sprawy przed sądem dołączył prokurator. Takie były wytyczne ówczesnego szefa prokuratury Zbigniewa Ziobry. - W efekcie wszystkie pisma, które wymieniałyśmy z urzędami, były "z wiadomością dla prokuratury". Wszędzie znajdowała się taka adnotacja. Traktowano nas trochę jak przestępczynie, a chciałyśmy po prostu zarejestrować swoje małżeństwo. Dużo nas to kosztowało - przyznaje nasza rozmówczyni.
Kiedy prawna droga w Polsce się zakończyła, kobiety zdecydowały się pójść ze swoją sprawą do Strasburga. Takich par - które wzięły ślub za granicą i walczą o uznanie ich małżeństwa w Polsce - jest zresztą więcej. - Skargi złożone w Europejskim Trybunale Praw Człowieka dotyczyły naruszenia art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Jest to artykuł, który mówi, że każdy ma prawo do poszanowania swojego życia rodzinnego i prywatnego - wyjaśnia mecenaska Karolina Gierdal.
Co zrobił Trybunał w Strasburgu? "Nie jesteśmy zadowolone"
Trybunał w Strasburgu właśnie skreślił z listy spraw do rozpoznania skargi dziesięciu polskich par jednopłciowych, w tym Karoliny i Hanny. Wcześniej polski rząd przyznał przed ETPC, że łamał prawo, ale zapewnił też, że zrobi wszystko, by prawo dotyczące par jednopłciowych naprawić. Wskazał m.in. na zaproponowany projekt Ustawy o związkach partnerskich. Projekt rzeczywiście jest, ale nikt nie potrafi powiedzieć, kiedy zajmie się nim rząd i kiedy ustawa będzie mogła wejść w życie. Wiadomo, że w samej koalicji rządzącej niektórzy mają z nim problem.
Co z ustawą o związkach partnerskich? Kotula podała nowe informacje
- Jesteśmy niezadowolone z tego, jak się zakończyła sprawa w Strasburgu. Liczyłyśmy na wyrok, a nie na skreślenie z listy - przyznaje pani Karolina. - Strasburg uznał, że - owszem - państwo złamało nasze prawa, ale niewiele z tego wynika. Jest tylko sugestia, że powinno się to rozwiązać. Ale kiedy, w jaki sposób? Tego nie wiadomo. Pewnie państwo zrobi to tylko na poziomie minimum, a dla nas minimum to są ochłapy. Jesteśmy małżeństwem i chcemy być tym małżeństwem w naszym kraju - dodaje.
Nasza rozmówczyni podkreśla, że rozumie symboliczną wagę tego, że państwo polskie przyznało się do łamania prawa par jednopłciowych. - To jest jakiś krok do przodu, ale z naszej perspektywy absolutnie niewystarczający. My mamy poczucie uciekającego czasu. Zastanawiamy się, czy jeszcze za naszego życia zostaniemy uznane w naszym kraju za małżeństwo. A nie chcemy stąd wyjeżdżać - przekonuje gościni TOK FM.
Wskazuje, że chodzi o kwestie życia codziennego, jak np. opiekowanie się żoną w szpitalu, możliwość wspólnego rozliczania się z fiskusem czy kwestię podatku od spadków i darowizn. - Przychodzą różne życiowe sytuacje. Człowiek staje się coraz starszy, są różne choroby. A w tym momencie nasze państwo nie daje nam absolutnie żadnej gwarancji na cokolwiek, jeśli chodzi o wzajemną troskę - dodaje pani Karolina.
Mimo tej trudnej sytuacji nasza rozmówczyni zapewnia, że idzie na wybory prezydenckie w najbliższą niedzielę. W jej ocenie, jeśli ktoś z tego rezygnuje, odbiera sobie głos. A warto zauważyć, że część osób m.in. ze społeczności LGBTQ+ nie wybiera się na drugą turę, bo czują się rozczarowane i sfrustrowane, że obecny rząd nie dowiózł swoich obietnic.
Prawnicy mówią o zwycięstwie
Zdaniem mecenaski Karoliny Gierdal, która reprezentowała część par przed ETPC, decyzja trybunału w Strasburgu to w jakimś sensie jednak zwycięstwo. - Ona została wydana wskutek tego, że polski rząd zrobił coś takiego jak "jednostronna deklaracja". Czyli oświadczył, że uznaje i przyznaje, że doszło do naruszenia Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. I poprosił o skreślenie tych 10 spraw ze swojej listy, bo podkreślił, że uznaje te skargi za słuszne - wyjaśnia adwokatka. - Polska musi się regularnie tłumaczyć przed Komitetem Ministrów Rady Europy i opisywać, w jaki sposób wykonuje wcześniejsze wyroki ETPC - dodaje.
Prawniczka podkreśla też, że decyzja trybunału jest mocnym argumentem w rozmowach organizacji pozarządowych z rządem. - Można mówić: "Wiecie, że łamiecie prawo, więc pokażcie nam, że realnie działacie i że faktycznie Ustawa o związkach partnerskich będzie i faktycznie wejdzie w życie" - mówi Gierdal.
Dodaje jednak, że wprowadzenie ustawy to nie wszystko - niektóre kwestie można wprowadzić już dziś, nie czekając na tę ustawę. - Już w marcu 2024 wysłaliśmy nasz list do ministra finansów, w którym prosiliśmy o to, by rozwiązać przynajmniej jeden bardzo palący problem, dotyczący podatku od spadków i darowizn, który osoby - nawet jeśli zawarły małżeństwo za granicą - muszą płacić w takiej wysokości, jakby były dla siebie osobami zupełnie obcymi, nawet po latach wspólnego życia - opowiada prawniczka.
I podkreśla, że w tej sprawie "wystarczyłoby albo wydanie rozporządzenia, albo wydanie wyjaśnień do prawa podatkowego". - I Ministerstwo Finansów nam odpisało, że tego nie zrobi. Więc nie chodzi tylko o Ustawę o związkach partnerskich. Rząd może robić też inne rzeczy, ale w ogóle nie podejmuje tematu - rozkłada ręce adwokatka.