,
Obserwuj
Dolnośląskie

''Mamo, dlaczego musimy uciekać z domu?" Jak rozmawiać z dziećmi o powodzi?

4 min. czytania
18.09.2024 13:30
- Nie powinniśmy mówić, że wszystko będzie w porządku, jeśli tego nie jesteśmy pewni, bo dzieci będą chciały, by wszystko było dobrze i mogą być zawiedzione, jeśli stanie się inaczej - mówi psycholożka Marta Piegat-Kaczmarczyk, która radzi, jak rozmawiać z dziećmi o powodzi.
|
|
fot. PAWEL RELIKOWSKI / POLSKA PRESS/Polska Press/East News / Małgorzata Waszkiewicz TOK FM

Marta Piegat-Kaczmarczyk jest psycholożką, pracuje z dziećmi, w tym z tymi, które doświadczyły traumy. Przez wiele lat pomagała m.in. dzieciom z doświadczeniem migracji i uchodźstwa. Dziś w rozmowie z TOK FM radzi, jak rozmawiać z dziećmi o powodzi.

TOK FM: Dolny Śląsk i Opolszczyzna walczą z powodzią. To trudny czas m.in. dla dzieci z tych rejonów - dzieci, które nie wiedzą, co się dzieje. Jak rozmawiać z nimi o tym temacie? Na ile wtajemniczać je w to, co się aktualnie u nas, na naszym terenie dzieje?

Marta Piegat-Kaczmarczyk: Na pewno jest to czas, w którym w dzieciach, podobnie jak w dorosłych, jest dużo niepewności. To, co jest ważne w takiej sytuacji, to wsparcie dzieci informacją jak najbardziej prawdziwą, ale nie przytłaczającą. Informujmy, ale bez zbędnej ilości szczegółów. Jednocześnie - nie ukrywajmy niczego i nie pomniejszajmy powagi sytuacji. Nie powinniśmy mówić, że wszystko będzie w porządku, jeśli tego nie jesteśmy pewni, bo dzieci będą chciały, by wszystko było dobrze i mogą być zawiedzione, jeśli stanie się inaczej. Czyli np. mówimy tak: "Czekamy na informację, czy musimy zostać w domu, czy musimy się ewakuować. Możemy się teraz jeszcze przygotować i wziąć to, co jest dla nas najważniejsze". Warto przy tym dać dziecku możliwość pewnej sprawczości.

Co to znaczy? Dać dziecku jakąś decyzyjność?

Dokładnie tak. Może zdecydować, co wziąć do swojego plecaczka - jakiego misia, książkę czy ulubiony kocyk spakować. To dobry czas do rozmów i tłumaczenia dzieciom, dlaczego nie możemy zabrać wszystkiego. Jednocześnie dziecko patrzy na dorosłych, dlatego pewien rodzaj opanowania i spokoju jest kluczowy. I mówienie dziecku: "Jesteśmy razem, wspieramy się, a razem damy radę to przetrwać".

Czyli rodzic powinien dać dziecku choć namiastkę poczucia bezpieczeństwa?

Tak, to byłoby bardzo wskazane. Dzieci widzą, że dzieje się coś złego, ale dostrzegają też, że moja mama czy mój tata nie panikuje, nie biega w popłochu, wie co mamy robić. Dlatego ja jako dziecko mogę mu zaufać i mój lęk się zmniejsza. Stąd właśnie ten moment przygotowania do ewentualnej ewakuacji jest tak ważny - bo pokazuje dziecku, że mamy choć trochę sprawczości i daje poczucie kontroli nad sytuacją, w jakiej się znaleźliśmy

Marta Piegat - Kaczmarczyk ze stworzonymi przez siebie kartami
Marta Piegat - Kaczmarczyk ze stworzonymi przez siebie kartami
Fot. Archiwum prywatne pani Marty

Jak rozmawiać z synkiem czy córką o tym, że nie możemy zabrać wszystkiego, co dziecko ma w swoim pokoju?

To niezwykle trudne, ale tu również trzeba być z dzieckiem uczciwym. Maluch musi wiedzieć jak jest, tłumaczymy mu, że my - dorośli - również zabieramy tylko to, co dla nas najważniejsze - dokumenty, leki, fotografie, kilka innych rzeczy. Zawsze dużo łatwiej spakować taki mały dziecięcy plecaczek na spokojnie, zanim dojdzie do ewakuacji i być do tego przygotowanym. To jest ważne także dla dziecka. Oczywiście, ważna jest też - szczególnie dla młodszych dzieci - bliskość fizyczna z rodzicem, która da im poczucie bezpieczeństwa. Czyli przytulanie się, noszenie na rękach, trzymanie za rękę.

Co z zabawą, ruchem, rysowaniem? Czy one też mogą pomóc?

Oczywiście, jak najbardziej. Ruch i zabawa to chyba najważniejsza rzecz. Bo silny stres, jakim bez wątpienia jest doświadczenie powodzi, wiąże się z bardzo intensywnym wyrzutem kortyzolu. Kortyzol wpływa potem na całą fizjologię dziecka, jego funkcje poznawcze. Dlatego trzeba go zmetabolizować. Jak? Np. wybiegać, wyskakać, wytrząść. Dlatego w miejscach tymczasowego pobytu dzieci warto organizować przestrzeń do swobodnej zabawy. Kortyzol można też zmetabolizować w płaczu czy szlochu, co też jest pomocne. Rysowanie? Też, jak najbardziej - rysowanie wody, fali, naszych domów - to też może być sposób na przetwarzanie tego, co się wydarzyło. Części dzieci może to też przynieść ulgę.

Jeśli widzimy, że dziecko się boi, dostaje ataku paniki, co wtedy?

Mówimy mu: "Tak, rozumiem, że się boisz. Ja też się boję, ale jestem z tobą, nigdy cię nie zostawię". To też działa kojąco. I komunikat: "Na pewno razem sobie poradzimy. Zaopiekuję się tobą".

A jeśli po ewakuacji pada pytanie, kiedy wrócimy do domu?

Odpowiadamy, że nie wiemy. Nie można dawać złudnej nadziei, że stanie się to jutro albo pojutrze, jeśli sami tego nie jesteśmy pewni. Dziecko musi wiedzieć, że nie wiemy, kiedy będzie to możliwe, ale szukamy rozwiązań, abyśmy mogli wrócić jak najwcześniej.

Jeśli mama sama sobie nie radzi i płacze, a dziecko to widzi?

Rozmawiajmy - naturalną reakcją w tej sytuacji jest powiedzenie: "Płaczę, bo jest to także dla mnie trudne. Jeśli chcesz, też możesz płakać. Popłaczemy, a potem się będziemy zastanawiać, co dalej". Ważne też, by dziecko nie miało poczucia, że rodzic będzie teraz tylko płakał i płakał i dziecko nie będzie już miało w nim oparcia. Ale też nie ma czego udawać - wszyscy jesteśmy ludźmi, płacz jest częścią naszego życia i nie widzę powodów, by to przed dzieckiem ukrywać.