Wilgoć i grzyb na ścianie. Tragiczna sytuacja powodzian z niepełnosprawnościami
Gdy we wrześniu powódź zalała południe Polski, mnóstwo osób ruszyło z pomocą. Były zrzutki pieniędzy i dary rzeczowe. Dziś wiele rodzin pozostaje sama ze swoimi problemami. Jest to szczególnie dotkliwe dla tych, w których jest osoba z niepełnosprawnością, chory onkologicznie czy pacjent z chorobą przewlekłą, który wymaga sterylnych warunków. Po powodzi to ogromne wyzwanie. Domy są zawilgocone, w wielu miejscach pojawia się pleśń, ściany wciąż są mokre. - Wiele osób chciałoby już choć trochę wrócić do normalności, pomalować mieszkanie, a na to jest zdecydowanie za wcześnie - mówią nam wolontariusze.
Olga Ślepowrońska ze Stowarzyszenia Mudita z Warszawy przyznaje, że po powodzi dostaje mnóstwo sygnałów od rodzin proszących o wsparcie. - Były przypadki osób z niepełnosprawnością, które potrzebowały pomocy tu i teraz, bo nie miały jak się przemieścić np. na wyższe piętro domu, gdy niższe kondygnacje zalewała woda - wspomina.
Podkreśla, że powódź to też ogromne wyzwanie dla osób w spektrum autyzmu, o czym nie mówi się tak często. - Autyzm nie lubi zmian. A tu zmiany były na każdym kroku! Nikt nie potrafił przewidzieć, co się wydarzy. Te osoby często potraciły jakieś swoje ulubione rzeczy i to było dla nich szalenie trudne. Nie potrafiły zrozumieć, co się dzieje - opowiada nasza rozmówczyni.
To oni pomagają Polakom w umieraniu. 'Księża są tylko mocni w gębie'
Do stowarzyszenia zgłosiła się m.in. pani Honorata, która mieszka wraz z synem Wojtusiem i schorowaną teściową. Kobieta w życiu ma mocno 'pod górkę'. Wcześniej walczyła o zdrowie dziecka i musiała mierzyć się wypadkiem, w którym zginął jej mąż. Teraz doszedł kataklizm w postaci powodzi, podczas której ich dom został bardzo zniszczony. - Nasze oszczędności idą na leki, a na remont nas zwyczajnie nie stać - przyznała w rozmowie z pracownicą stowarzyszenia, gdy zadzwoniła na infolinię.
"Nie ma systemowego wsparcia"
Problemem wielu rodzin stało się też to, że woda zalała albo porwała np. wózki dla osób z niepełnosprawnością czy sprzęt rehabilitacyjny. Ludzie nie wiedzieli, co z tym zrobić, do kogo się zgłosić. Tu z pomocą przyszła m.in. Fundacja Avalon, która przekazała 100 000 zł na pomoc powodzianom z niepełnosprawnościami w południowej Polsce. Zbiórka cały czas trwa. Potrzeby wciąż są ogromne.
- Nie ma systemowego wsparcia takich osób, a te potrzeby i wyzwania często są albo wyjątkowe, albo wyjątkowo trudne - mówi Olga Ślepowrońska.
Stowarzyszenie Mudita, wspólnie z innymi organizacjami, w tym Polską Akcją Humanitarną i Fundacja Valores powołało konsorcjum, które koordynuje pomoc dla osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin. - Dzięki temu dostaliśmy wsparcie finansowe po to, abyśmy mogli zatrudnić osoby, które na miejscu docierają do potrzebujących. Mamy tam m.in. dwie asystentki osobiste, ale dzięki temu finansowemu wsparciu mogliśmy też rozszerzyć naszą infolinię - opowiada nasza rozmówczyni.
Znów ich zalało, a zbiorników dalej nie chcą. 'Nie dajmy się oszukać'
Infolinia działa pod numerem 539 866 471, od poniedziałku do piątku w godzinach 10-18. Można tam zdobyć informacje dotyczące m.in. dostępnej pomocy i formalności z nią związanych. To ważne, bo część rodzin gubi się w przepisach i wymaganiach stawianych przez urzędników. Czasami nie potrafią samodzielnie wypełnić wniosku o pomoc finansową. Pomagają w tym asystentki. Ale ich rola jest też inna. - Chodzi o pozostanie z osobą z niepełnosprawnością, na przykład przez cały dzień tak, by jej bliscy - mama czy tata - mogli w tym czasie zająć się czymś innym, np. sprzątaniem w domu, wokół domu, kwestią załatwienia wielu spraw w urzędzie - opowiada Ślepowrońska.
Konsorcjum uruchomiło również specjalny telefon zaufania dla powodzian, gdzie zespół psycholożek pomaga w radzeniu sobie z traumą, stratami zdrowia i majątku. Numer tego telefonu to: 123-786-298.
Mudita chce też zorganizować wyjazdy wytchnieniowe dla osób z niepełnosprawnościami z terenów zalanych przez powódź. Tak, by rodziny mogły w tym czasie poświęcić czas na inne zadania.