Strajk w łódzkim MPK. Autobusy i tramwaje nie wyjadą na ulice
Spór zbiorowy w łódzkim MPK trwa już ponad pół roku. Mimo to przedstawiciele związków zawodowych liczą, że w ostatniej chwili zarząd spółki zmieni decyzję i podniesie wynagrodzenia. - Jest nam bardzo przykro, że nie można podjąć żadnej decyzji, rozmawiać o tym, przedstawiać jakichkolwiek propozycji. Nie chcielibyśmy uciekać się do takich kroków, ale jeśli nie ma innego wyjścia, to zrobimy to - mówi o strajku Marek Błaszczyk z OPZZ.
Początek protestu zaplanowano na poniedziałek, 5 września. Na ulice miasta nie wyjedzie ponad połowa taboru łódzkiego MPK. Dotyczyć to ma zarówno autobusów, jak i tramwajów. Miasto czeka paraliż komunikacyjny. - Będziemy prowadzić ciągły strajk rotacyjny. Pracownicy przychodzą do pracy i i decydują, czy będą strajkować danego dnia, czy nie - informuje Błaszczyk.
O co walczą związkowcy?
Związki zawodowe w marcu wyszły z propozycją podwyżek o 2 zł za godzinę na stanowiskach robotniczych (np. (prowadzący, mechanicy, torowcy) i 340 zł na pozostałych. Odpowiedź była negatywna. Rozpoczęto więc rozmowy w ramach ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. - Trwały krótko, bo zarząd odpowiadał cały czas, że nie jest w stanie spełnić oczekiwań. Potem zaczęły się mediacje z udziałem mediatora zewnętrznego. Ten etap też nie przyniósł efektów, bo zarząd spółki nie był w stanie przedstawić jakiejkolwiek propozycji. Odpowiada nam, że organ właścicielski naszej spółki, czyli prezydent miasta, nie jest w stanie spełnić naszych oczekiwań - wyjaśnia Paweł Kiss, przewodniczący NSZZ 'Solidarność'-80 w łódzkim MPK.
Wśród pracowników przeprowadzono referendum dotyczące udziału w strajku. Wzięło w nim udział 62 proc. osób. 99 proc. było za akcją protestacyjną.
Czy jest jeszcze szansa na porozumienie?
Pracownicy MPK liczą, że sprawa zostanie załatwiona, zanim dojdzie do drastycznej sytuacji. - Jeśli zarząd zaproponuje spotkanie, to oczywiście jesteśmy gotowi się układać - mówi Błaszczyk.
W razie gdyby doszło do strajku, MPK Łódź nie ma możliwości zastąpienia kierowców czy motorniczych innymi pracownikami. - Jesteśmy największym przewoźnikiem w regionie, trudno mówić o tym, żebyśmy mogli te braki w jakiś sposób uzupełnić - twierdzi Piotr Wasiak, rzecznik prasowy MPK Łódź.
Spółka zatrudnia ponad 3000 osób, z których ponad połowa to kierowcy i motorniczowie. Kierowca przeciętnie zarabia 6260 zł brutto, a motorniczy 6060 zł. Na początku drogi zawodowej kierujący otrzymać może 5200 zł brutto. Na podwyżki potrzeba około 11 mln zł. Do tej pory zarząd utrzymuje, że nie jest w stanie wygospodarować takich środków. - Wiemy, jak wyglądają ceny paliw, które są bardzo wysokie. Wzrosły również ceny usług i materiałów niezbędnych do naszej działalności. Szacujemy, że deficyt na koniec roku wyniesie 30 procent - wyjaśnia Wasiak.