94 buldogi upchnięte w dwóch pokojach. "Przebywały w dramatycznych warunkach"
Łódzkie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami otrzymało zgłoszenie o tym, że w jednym z mieszkań w Łodzi może być przechowywanych około 150 psów. W poniedziałek (17 października) przedstawiciele organizacji udali się na miejsce. - Zgłoszenie, jak się okazało, było zasadne. Zastaliśmy tam właścicielkę hodowli i prawie setkę buldogów. Przebywały w dramatycznych warunkach - twierdzi prezes Łódzkiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami Amanda Chudek.
Psy znajdowały się w dwupokojowym mieszkaniu przy ul. Krzywej. Miały być przetrzymywane w klatkach ustawionych pod sufit. - W mieszkaniu panował ogromny fetor i zapach amoniaku, który zagraża zarówno zwierzętom, jak i ludziom - podaje Chudek. - Kobieta nie okazała nam żadnej dokumentacji świadczącej o leczeniu zwierząt. Część z nich posiadała rany, które były prawdopodobnie skutkiem pogryzień - dopowiada.
Na miejsce wezwano policję, Animal Patrol straży miejskiej, inspekcję weterynaryjną oraz straż pożarną. Po interwencji służb kobieta otworzyła drzwi. Łódzkie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami złożyło też wniosek do Urzędu Miasta Łodzi, aby odebrać kobiecie zwierzęta. Nie otrzymali odpowiedzi.
Co dalej?
W związku z tym, że Ustawa o ochronie zwierząt daje stowarzyszeniom prawo ich odbioru w przypadku zagrożenia zdrowia lub życia, psy zostały kobiecie odebrane. Było ich 93, bo jeden miał zostać skradziony podczas interwencji. - Policjanci widzieli, jak [właścicielka] podała go innej kobiecie przez okno - opowiada prezes fundacji.
Zwierzętami zaopiekowały się cztery fundacje. Poza Łódzkim Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami, zwierzaki przygarnęła Fundacja Judyta z Warszawy (około 50 psiaków) oraz Załoga Buldoga z Łodzi i Jazgot - Stowarzyszenie Ochrony Praw Zwierząt. Psy przebywają w hotelach dla zwierząt i w lecznicach. - Trwa kontrola weterynaryjna. Oceniamy stan ich zdrowia. Będzie potrzebna również współpraca z behawiorystą, bo jednak na małej powierzchni przetrzymywano tyle zwierzaków. Trzeba je teraz nauczyć wielu zachowań od nowa - mówi Amanda Chudek. Łódzkie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami złożyło również zawiadomienie do prokuratury.
Brak kontroli
Sześć lat temu kontrolę w tej hodowli przeprowadził Kennel Club, czyli klub rejestrujący hodowców zwierząt. - Nie było wtedy żadnych podstaw, żeby komuś cokolwiek zarzucić. W kolejnych latach nie było żadnego sygnału ani od osób kupujących szczenięta, ani od weterynarzy, ani od sąsiadów, że coś w tej hodowli jest nie tak. Skoro nie było sygnału, to my nie przychodziliśmy z kontrolą. Na nasze wejście właściciel musi wyrazić zgodę - mówi Bartłomiej Juszczak, rzecznik prasowy Kennel Club.
- W momencie gdy dostaliśmy sygnał, pojawiłem się na miejscu i wszedłem do środka. To, co zobaczyłem, mnie poraziło. U nas było zarejestrowanych zdecydowanie mniej psów. Tam było ich więcej o 70 - dodaje.
Wykonano dokumentację zdjęciową. Juszczak przekazał sprawę do zarządu Kennel Clubu, który zebrał się we wtorek (18 października). Podjęto decyzję o wyrejestrowaniu tej hodowli. - Chcemy zaapelować, żeby zmienić prawo. Chodzi o to, aby była kontrola nad klubami hodowców i prawo narzuciło na nich obowiązki, które będzie można egzekwować - mówi Juszczak. Obecnie psy nie mogą trafić do adopcji. Są dowodem w sprawie.