"Tam w wielu domach nie ma prądu". Ukrainki z Sieradza robią świece dla swoich rodaków. Apel o wsparcie
Akcję koordynuje Fundacja Przechowalnia Kultury, która od początku wojny wspiera uchodźców i organizuje dla nich pomoc. - Ukrainki, które zamieszkały w Sieradzu, próbują znaleźć coś, w czym mogłyby się przydać. Chcą robić świece, mają na to pomysł i transport. Zrobią tyle, ile będzie możliwe. To zależeć będzie też od ilości dostarczonego materiału - mówi Marta Strumińska, prezeska Fundacji Przechowalnia Kultury.
Zima dopiero się zaczyna, więc zapotrzebowanie będzie coraz większe. - Tam jest sytuacja kryzysowa, ciemno, a do tego z dnia na dzień będzie coraz zimniej. Myślę, że to słuszna idea. Świece będą przekazane nie tylko żołnierzom, ale też ludności cywilnej, która ukrywa się przed najeźdźcą - dodaje Strumińska.
Co i gdzie przynosić?
Do powstania świec potrzebne są metalowe puszki i wosk. - Chodzi o puszki wszelkiego rozmiaru, na przykład po konserwach czy po karmie dla zwierząt. Można je wypełniać woskiem pszczelim, ale też można przetopić wszystkie stare świece, które nie zostały do końca zużyte i przynieść do nas. Może ktoś ma świeczki po urodzinach albo jakieś inne, do połowy wypalone, których już nigdy nie odpali, a mu zawadzają - wylicza prezeska fundacji.
Sieradzkie schronisko obiecało składać i przekazywać puszki. W akcję włączają się również lokalne organizacje pomocowe, które wydają żywność i obiady dla ubogich. Po przygotowanych posiłkach również niekiedy odpadem są puszki. Jeden z pszczelarzy mający własną pasiekę przekazał wosk. - Zgłosiło się dużo ludzi, którzy chcą pomóc, ale to wciąż kropla w morzu potrzeb - mówią same Ukrainki. Pierwszą partię świec chciałyby wyprodukować do połowy listopada. Wtedy do Sieradza ma przyjechać łącznik, który zawiezie świeczki do Ukrainy.
Zbiórka prowadzona jest w budynku przy ul. Tuwima 2 w Sieradzu. Po wybuchu wojny w Ukrainie budynek ten wyremontowano, by mogli tam zamieszkać uchodźcy. To głównie kobiety z dziećmi, z których część - z powodów zdrowotnych lub przez opiekę nad maluchami - nie może pójść do pracy. Ukrainki od początku próbują pomagać i włączają się w akcje organizowane przez lokalne organizacje społeczne. Na pomysł robienia świec wpadły same. - W wielu ukraińskich domach nie ma prądu z powodu bombardowań i najazdów wojsk rosyjskich. Chcemy przekazać świece również naszym żołnierzom, którzy marzną w okopach - mówią.
W budynku przy Tuwima 2 jest specjalnie przygotowane pomieszczenie, w którym składowane są puszki i wosk. Trwa tam też zbiórka darów: leków, pościeli, koców, ręczników, ubrań i żywności długoterminowej.