Jagódka i jej przyjaciele marzą o prezentach. Dzieci z hospicjum napisały do Świętego Mikołaja
Pod opieką Fundacji Gajusz w Łodzi rocznie jest ponad 1000 dzieci. W okolicach świąt Bożego Narodzenia, jak szacują opiekunowie, będzie ich około 600. To dzieci chore onkologicznie, często umierające, a także porzucone i dotkliwie doświadczone przez los.
- Mamy w swojej opiece hospicjum domowe, które działa na terenie całego województwa łódzkiego, Ośrodek Preadopocyjny Tuli-Luli, Centrum Terapii i Pomocy Dziecku i Rodzinie Cukinia oraz oddział onkologiczny w szpitalu na ulicy Spornej, w którym zaczynaliśmy naszą działalność. Każde z dzieci potrzebuje poczuć magię świąt. To chcemy im dać właśnie teraz - mówi Anna Rajska-Rutkowska, wiceprezes fundacji.
Czego pragną dzieci
Tegorocznej zbiórce pieniędzy przyświeca historia malutkiej Jagódki. Jej opiekunka napisała do Świętego Mikołaja wyjątkowy list:
"Jestem szczęściarą, bo opiekuję się wyjątkową dziewczynką. Jest tak słodziutka, że mówimy na nią Jagodzianka. Od prawie roku jej domem jest Pałac, czyli hospicjum stacjonarne. Urodziła się ciężko chora i nie może mieszkać ze swoją rodziną. Święta też spędzi z nami. Być może ostatnie w swoim życiu… Gdy poznałam Jagódkę, to głośno i przeraźliwie krzyczała. Ale teraz już wiem, jak ukoić jej smutek i ból. Trzymam ją za rączkę, patrzę w oczy i opowiadam coś miłego. (...) Drogi Mikołaju, Jagódka to radosna księżniczka. Cieszą mnie wszystkie jej radości i sukcesy. Największy to ten, że wciąż jest z nami. Bo był już taki dzień, że się z nią żegnałam… Bo w naszym Pałacu Jej Wysokość Śmierć to częsty gość".
Opiekunka zna potrzeby dziewczynki i wie, że w jej lepszym rozwoju pomógłby dywanik sensoryczny.
- Podobnie sytuacja wygląda z naszymi tulisiami. Nie napisały one listów, bo mają parę tygodni lub co najwyżej miesięcy. Ciocie napisały za nie, czy to mają być skarpetki z pomponem, czy szeleszczący miś, czy jakaś zabawka terapeutyczna - wylicza Anna Rajska-Rutkowska. - Chodzi o magię świąt, o ten wymarzony podarek, ale też o bliskość ukochanych osób i o to, aby nic nie stanęło na przeszkodzie tej świątecznej atmosferze - dodaje.
Dzieci, które są starsze, same już piszą listy do Mikołaja. Spływają one do fundacji już od kilku tygodni. - Są kolorowe, ozdobione choinkami lub innymi świątecznymi elementami, czasami bardzo pomysłowe. Najczęściej wymieniane są klocki Lego lub przytulanki - mówi wiceprezes fundacji. - Nie wszystkie życzenia da się spełnić. W Ośrodku Cukinia są dzieci, które mają innego rodzaju problemy. Piszą na przykład, że chciałyby wrócić do domu, żeby tata przestał bić albo pić - dodaje.
Kto będzie Świętym Mikołajem?
Każdy, kto weźmie udział w akcji i wspomoże fundację, przyczyni się do zakupu prezentu dla dzieci. Do tej pory zebrano połowę środków. Potrzebnych jest 90 tysięcy złotych. Średni koszt prezentu dla dziecka to 150 złotych. Zbiórka prowadzona jest na stronie internetowej Fundacji Gajusz.
Upominki będą rozdawać wysłannicy. Dzieci z hospicjum domowego odwiedzą ich lekarze lub pielęgniarki w czapkach Mikołaja. W drogę wyruszą również wolontariusze. Dzieci, które przebywają w hospicjum stacjonarnym, spędzą święta ze swoimi ciociami, a prezenty znajdą pod wielką choinką, która stanie w ośrodku.
W szpitalu przy ul. Spornej w rolę mikołajek wcielą się terapeutki, które odwiedzają dzieci na co dzień. Wcześniej to właśnie na oddziale onkologicznym była organizowana największa impreza świąteczna. - Tam działy się niesamowite rzeczy. Na przykład wpadał Bartek Grzanek ze swoim zespołem. Były jasełka, śpiewanie i kolędowanie. Bywali różni artyści. Niestety COVID-19 trochę namieszał w naszych przyzwyczajeniach i tradycjach - mówi Rajska-Rutkowska. - My już trochę zapomnieliśmy o tych obostrzeniach, ale w szpitalach są one cały czas przestrzegane. Nie można zapraszać gości, a na oddziały mogą wchodzić tylko te osoby, które są wyznaczone przez dyrektora i zaszczepione. Będzie więc skromniej, ale koleżanki - które na co dzień prowadzą tam zajęcia terapeutyczne - zrobią wszystko, żeby było wesoło i przyjemnie - dodaje wiceprezes Fundacji Gajusz.
Największym szczęściem dla dzieci jest jednak spędzenie świąt w rodzinnym domu. Dlatego lekarze starają się przed świętami wypisać jak najwięcej dzieci. Niestety nie zawsze jest to możliwe.