,
Obserwuj
Łódzkie

W Łodzi muszą dołożyć 600 milionów na edukację. "Dotacja od rządu nie nadąża"

Katarzyna Giedrojć
2 min. czytania
30.01.2023 11:06
Łódź z własnego budżetu musi dołożyć ponad 600 milionów złotych na edukację. Władze miasta nie kryją irytacji i krytykują rząd za przyznawanie zbyt niskich dotacji. - Przypuszczamy, że samorządy, w których rządzi PiS, dostają więcej, a Łódź i kilka innych miast, których rząd nie lubi, mniej - mówią urzędnicy.
|
|
fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl

Ponad 605 mln złotych samorząd łódzki będzie musiał w tym roku dołożyć z budżetu miasta, by pokryć wydatki związane z edukacją. W ubiegłych dwóch latach było to po 550 mln złotych rocznie. Subwencja oświatowa przyznana przez rząd na 2023 rok wynosi 919,5 mln złotych, natomiast przewidziane wydatki ogółem to aż 1 mld 524 tys. złotych.

- Na przestrzeni ostatnich lat koszty funkcjonowania oświaty wzrastały, ale w ubiegłym roku był to wzrost drastyczny, związany również z szalejącą inflacją, rosnącymi kosztami energii, ciepła i gazu. To podnosi strasznie wydatki na utrzymanie placówek oświatowych - wyjaśnia wiceprezydent Łodzi Małgorzata Moskwa-Wodnicka.

Subwencja przyznana Łodzi przez rząd na ten rok jest wprawdzie wyższa niż w latach ubiegłych, ale - jak słyszymy od urzędników - niewiele to zmienia. Lokalne władze przekonują, że dotacja oświatowa nie nadąża za realnymi wydatkami na edukację. - Sytuacja finansowa samorządów, nie tylko łódzkiego, jest bardzo trudna, dlatego ta niedoszacowana subwencja będzie dla nas wyjątkowo dotkliwa - twierdzi wiceprezydent Moskwa-Wodnicka. - Ale nie będziemy mieli wyjścia i musimy tę kwotę pokryć - rozkłada ręce.

"Chcemy wiedzieć, jak to dzielą"

Łódzcy urzędnicy uważają, że za kwestie płac nauczycieli powinien odpowiadać rząd, a samorząd - za infrastrukturę placówek oświatowych. Jak twierdzi Piotr Bors, dyrektor Departamentu Pracy, Edukacji i Kultury Urzędu Miasta Łodzi - obecnie to tylko teoria. - Rząd przyznaje podwyżki nauczycielom w czasie roku szkolnego i słusznie, bo każdy powinien być godnie wynagradzany. Daje jednak samorządom tylko część pieniędzy na te podwyżki, a resztę my musimy znaleźć sami - mówi.

Jak dodaje, sytuacja taka jest trudna dla miasta, bo musi dokonywać niezapowiedzianych wcześniej zmian w budżecie i odejmować środki z innych zadań. Urzędników dziwi też fakt, że za coś, co przyznał rząd, koszty ma ponosić samorząd.

Zdaniem władz Łodzi będzie to szczególnie trudny rok dla edukacji. Do szkół średnich będzie bowiem przechodził tzw. podwójny rocznik uczennic i uczniów, którzy w tym samym momencie zaczynali realizować tok nauczania w wieku 6 i 7 lat. Jak słyszymy od urzędników, trzeba będzie zatem przygotować więcej miejsc w szkołach, a to też niesie za sobą konsekwencje finansowe.

- Apelujemy do ministerstwa, aby był jasny podział zadań i finansów. Wtedy każdy z nas, jak usiądzie nad kwestiami oświatowymi, tworząc budżet, będzie mógł sobie sam wyliczyć dotację. Dzisiaj jest jak to za rządów PiS, że subwencja oświatowa dawana jest po uważaniu, więc jednym brakuje więcej innym mniej - komentuje Bors. I wskazuje, że wydatki na oświatę stanowią prawie jedną czwartą budżetu miasta Łodzi.