Strażacy ratowali nastolatków, których wciągało bagno. "Takiej akcji nie mieliśmy jeszcze nigdy"
Dwóch 14-laktów utknęło na bagnach w miejscowości Mikołajewice w gminie Warta (powiat pabianicki). Wezwanie na straż pożarną wpłynęło o godz. 19.50. - Chłopcy sami zadzwonili i poinformowali, że zgubili się na terenach bagnistych rzeki Warta. Wcześniej dzwonili również do swoich rodziców. Dyżurny zadysponował grupę wodno-nurkową z Sieradza i zastępy z pobliskich ochotniczych straży pożarnych - opowiada st. kpt Marcin Zwierzak z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Sieradzu.
Akcja ratownicza okazała się bardzo trudna. Po dotarciu na miejsce i rozpoznaniu sytuacji podjęto decyzję o rozdysponowaniu sił i środków. - Ze względu na trudną lokalizację chłopców kontakt z nimi był telefoniczny i poprzez nawoływanie. Strażacy podpłynęli pontonami najbliżej jak się da, czyli około 300 metrów od miejsca, w którym utknęli chłopcy. Ostatecznie dotarli do nich płetwonurkowie w odpowiednich skafandrach - dodaje Zwierzak.
Wszystko działo się ok. godz. 22. Gdy strażakom udało się dotrzeć do nastolatków, kontakt z nimi był już utrudniony. Jak informuje rzecznik, byli już w hipotermii. Zostali ewakuowani. 300 metrów byli niesieni przez strażaków na plecach do miejsca, w którym stacjonowali ratownicy z quadem. - Następnie, z wykorzystaniem tego środka transportu, zostali przewiezieni do punktu koncentracji sił i środków - informuje strażak.
Chłopcy zostali przewiezieni do szpitala w Sieradzu.
Sukces akcji ratowniczej
Na miejsce wysłano 11 zastępów strażaków, grupę wodno-nurkową z Sieradza, grupę z OSP Strzałkowo z powiatu radomszczańskiego z dronami i kamerami termowizyjnymi z powiatu radomszczańskiego i ochotników z Proboszczowic z psem ratowniczo-tropiącym. Łącznie wzięło w niej udział 52 strażaków. Dowodził kapitan Krzysztof Ignaczak, zastępca dowódcy JRG W Sieradzu.
- Dzięki temu dronowi strażacy mogli bezpiecznie ewakuować i znaleźć drogę do miejsca, gdzie czekał na nich quad. Najważniejszą rolę odgrywał czas, bo robiło się ciemno i temperatura spadała. Kontakt z chłopcami malał, potem przestali w ogóle krzyczeć. Wiedzieliśmy, że każda minuta jest na wagę złota - podsumowuje st. kpt Marcin Zwierzak.
W akcji uczestniczyła również policja i Zespoły Ratownictwa Medycznego.
Trzeba uważać!
Strażacy z Sieradza i okolic przyznają, że pierwszy raz znaleźli się takiej sytuacji. - Mieszkańcy nie powinni się wybierać w okresie wiosennym na tereny podmokłe i rozlewiska. To jest niebezpieczne. Do tego wieczorem łatwo jest stracić orientację w terenie - przestrzegają i apelują o rozwagę.