"Koledzy się ze mnie śmieją, że jestem naczelnym pacjentem teatru". Powszechny zaprasza na nietypową sesję terapeutyczną
W spektaklu "Replay" w rolę pacjenta wcieli się Filip Jacak, a psychoterapeuty - Jakub Kotyński. Czy i na ile zamienią się ich role? Aktorzy nie chcą zdradzać zbyt wiele. - W największym skrócie można powiedzieć, że ja przychodzę jako pacjent i chcę zakończyć terapię, a Kuba mi to uniemożliwia. W trakcie tej sesji wydarza się dużo różnych, czasem śmiesznych rzeczy - mówi aktor Teatru Powszechnego w Łodzi Filip Jacak.
Obaj przyznają, że od razu odnaleźli się w swoich rolach. Filip był już pacjentem w sztuce, która cały czas jest w repertuarze, tj. "Wściekły". - Koledzy się ze mnie śmieją, że jestem naczelnym pacjentem teatru. Biorę to z przymrużeniem oka - dodaje Filip.
Jakub Kotyński wciela się w rolę psychoterapeuty. Aktorzy mówią, nie mieli narzuconej interpretacji. Każdy z nich od razu wiedział, kim chce być. - To jest tak, że najczęściej widzisz coś ciekawego i nęcącego w innych rolach. Z drugiej strony masz jednak świadomość, że nie można grać każdej. Najczęściej jednak człowiek czuje, że to mu leży najbardziej. Dla mnie to ciekawe doświadczenie - mówi Kotyński.
"Zaiskrzyło"
Z takim wyborem ról zgodziła się również reżyserka Magdalena Małecka-Wippich. Aktorzy nie znali jej wcześniej, ale - jak twierdzą zgodnie: "Zaiskrzyło". - Pierwszy raz pracujemy razem i dogadujemy się świetnie - zapewniają.
Magdalena Małecka-Wippich trafiła do Teatru Powszechnego w Łodzi w ramach współpracy z Akademią Teatralną w Warszawie. - Dobrze się współpracuje z ludźmi otwartymi, którzy maja jakąś wizję - mówi Kotyński.
Dyrektorka teatru Ewa Pilawska od wielu lat współpracuje z czołówką polskich reżyserów, w tym m.in. z Krystianem Lupą czy Wojciechem Malajkatem. Zdecydowała, że teraz postawi na młodość i da szansę rozwinąć skrzydła reżyserom, którzy dopiero się kształcą lub są świeżo upieczonymi absolwentami. - W teatrze bardzo ważne jest ryzyko artystyczne. Chciałabym zainspirować młodych twórców, aby z szacunkiem, ale zarazem z odwagą chcieli uszlachetniać gatunek komediowy, interpretować go na nowo, dekonstruować - mówi dyrektorka Teatru Powszechnego w Łodzi Ewa Pilawska.
Dekoracja "niby" oczywista
Scenografia w spektaklu, jak można się było spodziewać, to gabinet psychiatryczny. Jest już gotowa do pokazania publiczności. Aktorzy zwracają uwagę, że nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. - Ściany będą czymś innym, nie tylko ścianami, ale nie zdradzimy czym. To będzie sytuacja dosyć realistyczna, ale równocześnie czasem przekształcająca się w nierealistyczną - mówi Kotyński.
W ostatnim tygodniu dopracowano światła, muzykę i projekcje video. Spektakl będzie nowoczesny, więc multimedia odegrają w nim ważną rolę. - One będą ważnym uzupełnieniem tego, co dzieje się na scenie. Będą pewną interpretacją tego tekstu i mają tworzyć dodatkową przestrzeń. Występuje w nich kilka kobiet, które są ważnym elementem. To są postaci z życia jednego i drugiego bohatera - opowiada Filip Jacak.
Jeśli chodzi o kostiumy - te niewiele odbiegać będą od prywatnych rzeczy, które aktorzy noszą na co dzień w rzeczywistym życiu.
Dużo tekstu
Spektakl trwa 90 minut. Na scenie jest tylko dwóch aktorów, którzy często muszą szybko reagować. Jak mówią - nie mają z tym problemu. - Gdy jesteśmy sami, musimy być bardziej czujni i ufać sobie nawzajem. Czasami jest to na zakładkę - mówi Kotyński.
Tekstu uczyli się w trakcie prób. - Najlepiej się uczy w pracy, w konkretnych sytuacjach. Wtedy tekst jakby sam do nas przychodzi. Im więcej jest prób tym, lepiej go znasz i jesteś pewniejszy. Klasyka gatunku to jest czterdzieści prób po cztery godziny - dodaje Jacak.
Przedstawienie jest przygotowane na małą scenę Teatru Powszechnego. - Widz jest blisko, bardziej się czuje jego reakcję. Powiedziałbym, że coś fajnego, dobrego wytwarza się między publicznością a nami. Sama scena jest dobrze wyposażona, więc mamy dobre warunki pracy - podsumowują.
Premiera spektaklu będzie miała miejsce 13 maja o godz. 19.15 w Teatrze Powszechnym w Łodzi.