Łodzianie mówią, że żyje im się lepiej. "A narzekamy, bo po prostu lubimy narzekać"
Kiedy o opinię na temat poziomu życia pytamy samych mieszkańców, przeważają optymistyczne odpowiedzi. Łodzianie przyznają, że - co do zasady - żyje im się lepiej. Zaznaczają jednak, że myślą o pieniądzach i domowe budżety próbują planować tak, by na wszystko starczyło.
- Niby cały czas narzekamy na brak pieniędzy, ale jednak z roku na rok kupujemy droższe prezenty na święta. Idziemy też w rozwiązania bardziej przyjazne ekologii, a to jest droższe. Nie wiem, czy możemy powiedzieć, że jest gorzej niż było. A narzekamy chyba dlatego, że po prostu lubimy narzekać - ocenia Anna Krauzowicz, mieszkanka Łodzi.
- Żyje nam się lepiej, bo nauczyliśmy się gospodarować pieniędzmi. Nie wydajemy już tyle na samo na jedzenie, kupujemy mniej i staramy się tak zarządzać żywnością, aby jak najmniej wyrzucać. Nawet w święta już nam tyle nie zostało. Dzięki temu stać nas częściej na jakieś dobra luksusowe, na przykład perfumy czy firmowe ubranie - dodaje Adam Jachimek, też łodzianin.
W mniej optymistyczne tony uderza z kolei inny pan Tomasz, mieszkaniec domu jednorodzinnego. W rozmowie z nami zwraca uwagę chociażby na rosnące rachunki. - Rok temu płaciłem za prąd 400 złotych. Później, od kwietnia, przyszło nowe rozliczenie i płaciłem 500 złotych. Teraz przyszła mi jeszcze dopłata 610 złotych i prognozowane co miesiąc 500 złotych. Rośnie więc to naprawdę szybko - mówi.
Najniższa krajowa podniosła poziom życia
To, że lepiej się żyje, potwierdza również ekspert z Uniwersytetu Łódzkiego prof. Ryszard Piasecki. - Na pewno łodzianom zostaje więcej w kieszeni. Zauważamy, że chodzą po centrach handlowych i dokonują zakupów. Wygląda na to, że warunki życia się poprawiają, na co ogromny wpływ ma podnoszenie najniższej krajowej - twierdzi przedstawiciel Katedry Ekonomii Rozwoju na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym.
W 2024 r. wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę wzrośnie dwa razy. Pierwsza podwyżka już za nami. Podstawa brutto minimalnego wynagrodzenia od 1 stycznia 2024 wynosi 4 tys. 242 zł brutto. Od 1 lipca będzie wynosić 4,3 tys. zł brutto. Warto przypomnieć, że dwa lata temu było to 3,1 tys. zł.
- Z większym optymizmem wchodzimy w nowy rok. Na początek możemy się spodziewać mniejszej inflacji w granicach 3-4 procent, ale już w marcu może być na przykład 7 procent - ostrzega prof. Piasecki.
Inflacja w Polsce. Poznaliśmy najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego
Walka o ludność
W województwie łódzkim nadal dominuje przemysł włókienniczy, który stanowi 70 procent całego przemysłu. Poza włókienniczym i odzieżowym rozwijają się tutaj przemysł: energetyczny, węglowy, chemiczny, spożywczy, maszynowy elektrotechniczny i materiałów budowlanych. - Poza tym jest dobrze rozwinięta i działająca strefa ekonomiczna, która pozwala Łodzi utrzymać dobrą kondycję - dodaje ekspert. - Dzięki temu przybywa miejsc pracy - podkreśla.
Bezrobocie w Łodzi spadło do nieco ponad 4 proc. Władze miasta podkreślały niedawno, że tak niski ten wskaźnik nie był jeszcze nigdy. W minionym roku w regionie rozwijała się prężnie branża IT, czy BPO (Business Process Outsourcing - outsourcing procesów biznesowych, czyli zlecenie zewnętrznej firmie różnych procesów). Jest wiele przykładów. Firma Alorica ogłosiła, że w 2024 roku zatrudni 5 tys. osób. Podobnie ogromny japoński koncern Daikin zadeklarował utworzenie w sumie nawet 5 tys. miejsc pracy.
Gospodarka kraju w minionym roku odnotowała sukces w eksporcie i to mimo licznych politycznych zawirowań. Chociaż wciąż mamy wyższy import, to jednak osiągnęliśmy ok. 400 miliardów euro z eksportu polskiego. - To się przekłada na Łódź właśnie dlatego że jest tutaj tak dużo firm międzynarodowych. Do tego dochodzi ponad 100 tysięcy Ukraińców i nie tylko, więc ogólnie jest napływ tańszej siły roboczej. A zatem, choć samych łodzian ubywa, to jednak dzięki obcokrajowcom ten spadek tak bardzo nie boli - dodaje profesor.
Ekspert podkreśla też, że Łódź jest jedynym miastem w Polsce, któremu udało się zamknąć sieć autostrad, które są obwodnicą miasta. Ma to ogromne znaczenie, bo teraz znaczna część transportu - zarówno z północy na południe czy z zachodu na wschód - przechodzi w okolicach Łodzi.
Nie wszystko jest 'różowe'
Nasz rozmówca zwraca też jednak uwagę na te kwestie, które stanowią problemy. Jak mówi, nastąpiło załamanie gospodarcze, jeśli chodzi o gastronomię. - Centrum miasta zamarło. W okolicach ulic Legionów, Piotrkowskiej czy Narutowicza właściwie nie ma sklepów, miejsc rozrywki czy lokali gastronomicznych. Porównując do tego, co było kiedyś, ta część miasta wypada słabo. Jestem przerażony tym, że uciekły z centrum renomowane sklepy. Teraz są one w Manufakturze, Galerii Łódzkiej czy w Porcie Łódź - mówi Piasecki.
Sytuację w tym rejonie miasta skomplikowały przedłużające się remonty i budowa tunelu średnicowego. Z tego powodu również utrudniony jest dojazd do lotniska. Tu jednak widać pozytywne zjawiska, bo mimo to przybywa zarówno połączeń, jak i pasażerów. - Miejmy nadzieję, że miasto przestanie się wyludniać i że odzyska swoją funkcjonalność, a przez to będziemy się w nim lepiej czuli - podsumowuje profesor.