Ministerstwo rozzłościło logopedów. Będą zamykać gabinety? "Warunki są absurdalne"
Rząd przyjął kilka dni temu projekt ustawy regulującej warunki i zasady wykonywania 17 zawodów medycznych. Wśród nich znalazł się zawód logopedy, a to oznacza nowe obowiązki. - Jako podmiot leczniczy będę musiała mieć gabinet wyposażony np. w łatwo zmywalną podłogę, do tego umywalkę. Nie będę mogła mieć u siebie pluszaków czy gier, z których korzystam na zajęciach logopedycznych z dziećmi. Gabinet będzie musiał zostać przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych - wylicza Ewa, logopedka z Warszawy. I dodaje: 'Jak dla mnie, warunki są absurdalnie wysokie'.
Logopedzi pracują w różnych miejscach i różnej formule zatrudnienia. Są m.in. pracownikami szkół i przedszkoli - w części z nich pracują na etacie. Niejednokrotnie mają też działalność gospodarczą i podpisują umowy na konkretne zajęcia. Logopedów spotkamy również w placówkach medycznych - prowadzą terapie choćby osób po udarach. - Pracujemy z dziećmi, niejednokrotnie mamy gabinety u siebie w domu. I jak to teraz zmienić? Przecież to stanie się nieopłacalne i część gabinetów - według naszych obliczeń nawet połowa - po prostu nie przetrwa - twierdzi cytowana wcześniej pani Ewa.
Zdaniem naszej rozmówczyni na nowych przepisach stracą przede wszystkim osoby, które muszą skorzystać z pomocy logopedy. Zauważa, że już teraz trzeba czekać na terapię, a gdy z rynku wypadnie część specjalistów, ten czas jeszcze się wydłuży.
Podobnych głosów jest więcej. 'Ustawa jest totalnie nietrafiona' - napisała do nas pani Natalia, neurologopedka pracująca głównie z malutkimi dziećmi. 'Obostrzenia i wymagania równoznaczne z tymi, jakie muszą prezentować placówki medyczne, spowodują konieczność zlikwidowania wielu gabinetów, tym samym zamykając potrzebującym pacjentom drogę do szybkiej pomocy, a wiemy, że NFZ w tym zakresie jest niewydolny' - dodała nasza słuchaczka.
Obawa przed chaosem
W uzasadnieniu projektu ustawy napisano m.in.: 'Projektowane przepisy mają na celu wprowadzenie mechanizmu mającego zapewnić dostęp do wykonywania zawodu medycznego tylko profesjonalistom w danym zawodzie, którzy posiadają odpowiednie kwalifikacje i kompetencje (...). Będą gwarancją zatrudniania w systemie ochrony zdrowia wysoko wykwalifikowanej i kompetentnej kadry medycznej, fachowo i rzetelnie udzielającej świadczeń zdrowotnych'.
Milena Stasiak jest neurologopedą, przewodniczącą Polskiego Związku Logopedów, którego siedziba mieści się w Warszawie. Jak mówi, niemal codziennie dostaje pytania i wątpliwości od swoich koleżanek i kolegów po fachu odnośnie zapisów projektowanej ustawy. - Dzwonią też rodzice zaniepokojeni tym, czy logopeda zajmujący się ich dzieckiem w przedszkolu, szkole czy gabinecie prywatnym, jest uprawniony do wykonywania tego zawodu. Jest dużo obaw i lęków - zauważa.
Jak dodaje, nowe prawo przewiduje, że inne zasady będą obowiązywać logopedów zatrudnionych w placówkach oświatowych, podlegających pod Ministerstwo Edukacji. Inne natomiast pracujących m.in. w placówkach medycznych - ci mają podlegać obostrzeniom w ramach ustawy przygotowanej w resorcie zdrowia. Istnieje obawa, że to spowoduje spory chaos.
Dodatkowo, nie jest jasne, co z gabinetami prywatnymi. - Dziś działają w różnej formule. Są gabinety zarejestrowane jako podmioty medyczne bądź jako funkcjonujące np. w ramach różnych poradni wielospecjalistycznych czy innej indywidualnej działalności gospodarczej. Według zapisów projektu i opinii Ministerstwa Zdrowia, gabinety prywatne będą podlegać przepisom nowej ustawy - tłumaczy Milena Stasiak.
Jak dodaje, często jest tak, że logopeda pracuje i w szkole, i w przychodni, i w swoim prywatnym gabinecie, więc prawdopodobnie będzie zobligowany do spełniania wymagań zarówno Ministerstwa Zdrowia, jak i Ministerstwa Edukacji i Nauki. - Docelowo jak to będzie wyglądało, obecnie nie wiadomo - przyznaje nasza rozmówczyni.
- Buntujemy się też przeciwko temu, że zawody medyczne traktuje się w tak nierówny sposób. Jednym zawodom - jak zawód fizjoterapeuty czy psychoterapeuty, umożliwia się funkcjonowanie w ramach odrębnej ustawy i tworzenie samorządów zawodowych, natomiast logopedów włączono do jednej ustawy z szesnastoma innymi bardzo różnymi zawodami. I trudno, by taki jeden dokument określał szczegółowo warunki funkcjonowania zawodowego poszczególnych profesji. Uważamy, że to nie jest w porządku - dodaje przewodnicząca związku.
'Pic na wodę'
W uzasadnieniu do projektu możemy przeczytać m.in., że ma on 'zwiększyć bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów' oraz 'wpłynąć na wysoki poziom udzielanych świadczeń zdrowotnych'.
- To jest pic na wodę - oburza się pani Iwona, logopedka z Mazowsza. - By być dzisiaj logopedą, trzeba skończyć odpowiednie studia. Nasza praca jest odpowiedzialna i czasochłonna. Pracujemy z dziećmi i z dorosłymi, by im pomóc. I to się udaje. A nagle ktoś wymyślił, że cały system trzeba zmienić. To jest wylewanie dziecka z kąpielą - mówi. I przyznaje, że jeśli będzie musiała wynająć nowe pomieszczenia, spełniające wymogi przychodni lekarskiej, to z pracy zrezygnuje. - Prawdopodobnie nie będzie mnie na to stać - rozkłada ręce.