Dziecko ma kryzys? "Rodzic wysyła je do terapeuty, tak jak oddaje pralkę do serwisu. Zreperujcie!"
Lucyna Kicińska jest pedagogiem szkolnym w XLI Liceum Ogólnokształcącym im. Joachima Lelewela w Warszawie. Jednocześnie pracuje w Biurze do spraw Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym - Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie oraz w ramach serwisu pomocowo - edukacyjnego Życie Warte Jest Rozmowy.
Na co dzień w szkole poznaje problemy młodych ludzi - ich samotność, brak relacji, brak komunikacji w rodzinie, ale też np. hejt ze strony rówieśników. Jak mówi, grafik ma praktycznie pełny, na wiele dni naprzód. Bo rozmawia z uczniami niemal non stop. - Czasami jest tak, że przychodzą dwie koleżanki w sprawie trzeciej - czy mogłabym się z nią spotkać, bo widzą, że coś się dzieje. Oczywiście, zapraszam. Bywa też, że puka ktoś, kto sam potrzebuje wsparcia - opowiada pani Lucyna. Bywa, że uczeń czy uczennica są przekonani, że problem samookaleczeń dotyczy tylko ich. - Rozmawiamy, pokazuję, że to dziś problem dużo szerszy, że nie musimy wiedzieć o tym, że ktoś obok nas też cierpi i też mierzy się z czymś podobnym - dodaje specjalistka.
Jak tłumaczy, przy myślach samobójczych najważniejsza jest profilaktyka. - Nie jestem zwolenniczką dostawiania łóżek na oddziałach psychiatrycznych. Bo ważniejsze jest to, jak zapobiegać kryzysom zdrowia psychicznego. To jest kluczowe, by wiedzieć, jak przeciwdziałać - podkreśla. Nie ma wątpliwości, że najważniejsza jest komunikacja, czyli rozmowa. Z rodzicami, przyjaciółmi, wychowawcą w szkole. By mieć się komu wygadać i porozmawiać o swoich problemach.
- Najważniejsze, co zawsze podkreślam m.in. w rozmowach z rodzicami moich uczniów, to to, aby nie stawiać na ilość rozmów, ale na ich jakość. By wysłuchać dziecka i zastanowić się nad tym, o czym rozmawialiśmy, a nie - posłuchać i zapomnieć - mówi pani Lucyna.
Pedagożka: Nie mówmy do dziecka "Przesadzasz"
- Świat, w którym obecnie żyjemy - XXI wiek jest zaprojektowany w taki sposób, że młode osoby nie radzą sobie z napięciem i stresem. Chaosu, presji, poczucia zagubienia, braku możliwości osadzenia w relacjach jest po prostu za dużo - mówi ekspertka. I dodaje, że jeśli jako dorośli nie podejmiemy działań profilaktycznych, to sami też coraz częściej będziemy mieć problem z poradzeniem sobie z codziennością.
Dlatego ważne jest jak rozmawiać z dziećmi, jakich sformułowań unikać, a na co postawić
Nie nadużywajmy pytań w stylu "Jak w szkole" albo "Czy odrobiłeś lekcje?". Nie krytykujmy "Znów się nie nauczyłaś i dostałaś pałę", ale spróbujmy dociec, z czego ta zła ocena wyniknęła i jak pomóc. - Nie możemy wychodzić z założenia "Ze mną, jak byłem dzieckiem, też nikt nie rozmawiał i jakoś sobie poradziłem". Tak, tylko to był zupełnie inny świat. Rozmowa jest kluczowa - mówią terapeuci.
- Jeśli dzieci i nastolatki nie będą mieć poczucia, że dorośli rozumieją co się z nimi dzieje, to niestety będzie to prowadziło do jeszcze większego poczucia zagubienia i samotności. Same nastolatki na co dzień nam - specjalistom - o tym mówią - mówi Kicińska. Co ważne, w badaniach wychodzi, że młodzież czuje się kochana przez rodziców - kochana, ale nie rozumiana. - A dziecko czy nastolatek bez rodzica ma niewielkie szanse na poradzenie sobie z trudną sytuacją - mówi gość TOK FM.
Jak dodaje, dzieci bardzo często wychodzą z założenia, że np. nie mogę dokładać rodzicom problemów. - To je blokuje. Podobnie jak myślenie "Nie mogę pokazać rodzicowi, że jestem słaby i sobie nie radzę, bo mama czy tata ma o mnie zupełnie inne wyobrażenie". Jeśli takie komunikaty kierujemy w stosunku do naszego dziecka, to gdy dziecko ma problem, nie będzie chciało z nami o nim porozmawiać. Dlatego nie bagatelizujmy, nie mówmy do naszych pociech: "To nie są prawdziwe problemy" albo "Przesadzasz" - tłumaczy Lucyna Kicińska.
Zdaniem naszej rozmówczyni, część rodziców wychodzi z założenia, że gdy idą z dzieckiem od psychiatry, to tabletki mają natychmiast je uzdrowić. - A to tak nie działa. Potrzebny jest czas, psychoterapia, rozmowy - mówi Kicińska. I podkreśla, że terapia czy leczenie psychiatryczne to nie jest "oddanie pralki do serwisu naprawczego", a część rodziców tak do tego podchodzi.
Zdarzają się rodzice, którzy zamiast skupić się na problemie i jego rozwiązaniu, rozpamiętują, co było jego przyczyną. - Miałam nawet w szkole ostatnio takich rodziców, którzy dopytywali "Ale co wywołało kryzys u naszego dziecka?". Akurat w tym przypadku chodziło o problem przemocy rówieśniczej jeszcze w szkole podstawowej. A rodzicom bardzo trudno było w w to uwierzyć. Trochę rozbijamy się o to, że każdy z nas jest inny, każdy ma inną wrażliwość, inną osobowość, inne doświadczenia. Dlatego nie zaprzeczajmy i nie bagatelizujmy, nie mówmy "No, ale ja bym inaczej zafunkcjonowała w takiej sytuacji. U mnie nie wywołałoby to żadnego kryzysu" - mówi Lucyna Kicińska.
Czym jest zasada "Cztery razy Z"?
Jak mówi nasza rozmówczyni, to ważna zasada w kontaktach z dziećmi. - Pierwsze "z" to "zauważ" to, co się dzieje - zapytaj, powiedz "Widzę, że jesteś zdenerwowana, rozdrażniona. Chciałabym wiedzieć, czy coś się wydarzyło. Jestem dla ciebie, zapraszam do rozmowy". Drugie "z" to "zapytaj". Jako rodzic pytaj, od kiedy tak się dzieje, czy próbowałaś sobie z tym poradzić, co jest dla ciebie w tej sytuacji najważniejsze, najtrudniejsze? W tych pytaniach chodzi m.in. o to, abyśmy potrafili złapać kontekst, w którym dziecko funkcjonuje - mówi pedagożka.
Jak wyjaśnia, trzecie "z" jest najważniejsze - "zaakceptuj": nie poddawaj krytyce, nie oceniaj, nie bagatelizuj, tylko zaakceptuj to, że dziecko w taki, a nie inny sposób zareagowało. - A dopiero ostatnie "z" to coś, co jako rodzice próbujemy robić od razu, czyli "zareaguj". Pamiętajmy, że gdy widzimy, że coś niepokojącego się dzieje, to dopiero na koniec możemy zacząć konstruować propozycję działań pomocowych. Bo "zareaguj" to długi proces: rozmowy, umówienie dziecka do psychologa czy lekarza, budowanie relacji i przestrzeni do wsparcia. "Zareaguj" nie oznacza natychmiastowej zmiany sytuacji, a jedynie - rozpoczęcie procesu pomocowego - mówi Kicińska.
Kilka dni temu Fundacja UNAWEZA w ramach projektu Młode Głowy opublikowała raport z badania dotyczącego m.in. stanu psychicznego dzieci i młodzieży w wieku 10-19 lat. Wyniki wyszły dramatycznie: stres przerasta ponad 80 proc. badanych, co trzecie dziecko nie ma chęci do życia, a 8,8 proc. dzieci w Polsce deklaruje, że podjęło próbę samobójczą.