Co się dzieje w Schronisku na Paluchu? Zamknięta brama, policja i przepychanki
W niedzielę wolontariusze przyszli do Schroniska na Paluchu ubrani w żółte koszulki z napisem: 'Stop niszczeniu standardów na Paluchu' i 'Jesteśmy głosem zwierząt'. Miała to być eskalacja protestu trwającego w placówce - tym ważniejsza, że właśnie w niedzielę organizowany był Warszawski Dzień Zwierząt. Wolontariusze razem z psami mieli udać się na Podzamcze, by promować adopcję.
Część protestujących wolontariuszy do swoich podopiecznych się jednak nie dostała. - Pani dyrektor [schroniska], widząc nasze koszulki protestacyjne, zamknęła bramy i wstrzymała autobusy, które miały zawieźć zwierzęta na akcję. To jest po prostu skandal - powiedziała nam jedna z wolontariuszek. Jak dodała, problem z wejściem miały też osoby, które nie jechały na akcję promocyjną, ale miały na sobie protestacyjne koszulki.
Doszło do przepychanek między wolontariuszami a ochroną. - Jest chaos, bałagan, na którym cierpią najbardziej zwierzęta - mówiła wolontariuszka.
Ostatecznie na Warszawski Dzień Zwierząt udało się pojechać jedynie tym wolontariuszom, którzy stawili się w schronisku wcześniej i zabierali psiaki własnym transportem, a nie zorganizowanym przez miasto autobusem.
Spór w Schronisku na Paluchu. Skarga do prezydenta
Jeszcze przed niedzielną akcją wolontariusze Schroniska na Paluchu napisali skargę do prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego (bo schronisko jest placówką miejską). Podpisało się pod nią ponad 300 osób. Pismo to głównie lista zarzutów na działania nowej dyrektorki Agnieszki Maciak, która pracuje na Paluchu od połowy listopada ubiegłego roku i - zdaniem autorów skargi - nie radzi sobie z tą funkcją.
- Doszliśmy do ściany, dlatego napisaliśmy skargę - rozkłada ręce Dorota Pawlicka, wolontariuszka w schronisku od dziewięciu lat. - Pani dyrektor nie chce rozmawiać, nie przestrzega regulaminu wolontariatu. Próbowaliśmy wyciągnąć do niej pomocną rękę, ale ją odtrąciła. Nie ma doświadczenia w zarządzaniu tak dużą placówką, wcześniej zajmowała się fundacją dla kotów. Wprowadziła zarządzanie przez konflikt i zastraszanie, i na tym wszystkim cierpią zwierzęta - przekonuje Pawlicka.
Jak czytamy w dokumencie złożonym do prezydenta miasta:
w schronisku dzieją się rzeczy bardzo niepokojące. Podejmowanych jest wiele działań pozornie wymierzonych w wolontariat, które w rzeczywistości szkodzą bezpośrednio zwierzętom będącym pod opieką placówki
. Zarzuty dotyczą wspomnianego łamania regulaminu, szkodliwych zmian w zakresie opieki behawioralnej czy promocji schroniska. Chodzi m.in. o ograniczenie akcji 'Adoptuj Warszawiaka', czyli wyjazdów ze schroniskowymi psami do miasta i promocja ich 'w terenie'. W tym roku akcja została mocno okrojona. W planach - jak słyszymy - są tylko trzy takie wydarzenia, w latach poprzednich było ich więcej.
(pełną treść można znaleźć tu).
Władze placówki na razie nie odpowiedziały na zarzuty kierowane pod jej adresem. Głos zabiera za to miasto stołeczne Warszawa. - Stoję murem za panią dyrektor - przekonuje Magdalena Młochowska, dyrektor koordynator w ratuszu, która nadzoruje kwestie związane ze środowiskiem, w tych Schronisko na Paluchu. - Decyzję podejmujemy wspólnie: ja, pani dyrektor oraz Biuro Ochrony Środowiska - dodaje. Władze miasta są zdziwione skargą, bo - jak mówią - jej skala ma się nijak do wydarzeń, jakie mają miejsce.
Ważnym punktem spornym między stronami jest też zawieszenie jednej z wieloletnich wolontariuszek. Jak przekonują władze miasta - doszło do złamania regulaminu, w efekcie czego schronisko wypowiedziało umowę. - To jeden przypadek na ponad 911 wolontariuszy - wylicza Młochowska. - To co mnie martwi, to pisanie i robienie z tego akcji pod tytułem: wolontariusze są zwalniani - dodaje.
Protesty były już wcześniej
Nie jest to pierwszy protest wolontariuszy Schroniska na Paluchu. Wcześniej też dochodziło do niesnasek. Ostatni poważny konflikt miał miejsce trzy lata temu, jeszcze za poprzedniego dyrektora Henryka Strzelczyka. Wtedy powołano Radę Dialogu Społecznego, która konflikt zażegnała. Teraz też miasto zaprasza do rozmów.
- To właśnie tam [na radzie] rozmawiamy o łatwiejszych i trudniejszych tematach, aby to schronisko się rozwijało i zastanawiamy się, co można zrobić lepiej. Umawialiśmy się, by nie rozmawiać ze sobą przez media, bo to nie służy sprawie - zauważa Młochowska.
Problem w tym, że Rada jest w przejściowym momencie - zakończyła się jedna kadencja, a nie zaczęła kolejna. Jak mówią wolontariusze, to co udaje się wynegocjować na radzie, nie jest respektowane przez władze schroniska. - Działania dyrekcji można określić mianem systemowej destrukcji - ocenia ostro Dorota Pawlicka.
W Schronisku na Paluchu miasto przeprowadziło kontrolę. Sprawdzano, jak wygląda kontakt na linii schronisko-wolontariusze. Jej wyniki mają być znane za dwa tygodnie.