Wisła jeszcze nigdy nie była tak płytka. Warszawiakom może zabraknąć wody?
W poniedziałek (9 września) rano stan wody w Wiśle wynosił ledwie 24 centymetry. To najniższy wynik w historii pomiarów. W porównaniu do niedzieli - gdy już mówiono o rekordowo niskim poziomie wody - to wynik gorszy o jeden centymetr. Cała sytuacja jest efektem utrzymującej się przez kilka tygodni wysokiej temperatury powietrza i braku opadów.
Może być jeszcze gorzej. Według prognoz IMGW, we wtorek (10 września) poziom wody w Wiśle może opaść do poziomu 22 centymetrów.
Ponad 30 stopni we wrześniu - bo z taką temperaturą mieliśmy do czynienia w ubiegłym tygodniu - nie jest w Polsce normalne. To pogłębiło ujemny bilans wodny, o którym w TOK FM mówił hydrolog z Uniwersytetu Warszawskiego, profesor Artur Magnuszewski. - Parowanie przewyższa opad i mamy ujemny bilans wodny. Dopiero mniej więcej od października do kwietnia proporcje się odwracają. Parowanie spada, bo są niższe temperatury i są warunki do tego, by nastąpiło odnowienie zasobów wodnych - wyjaśniał ekspert w rozmowie z reporterem TOK FM Tomaszem Fenske.
Ostatnie Pokolenie blokuje ulice. Czy to ma sens? Publicysta ma inny pomysł
Warszawiakom zabraknie wody?
Przekonywał jednak, że zaopatrzenia w wodę mieszkańcy Warszawy mogą być pewni, bo chociaż pochodzi ona z Wisły, w praktyce - czerpana jest spod dna rzeki. A jej przepływ w stolicy, nawet przy bardzo niskich stanach, średnio wynosi blisko 200 metrów sześciennych na sekundę.
- Jeżeli byśmy popatrzyli, ile wody potrzebują warszawskie wodociągi, to jest 2,5 metra sześciennego na sekundę. To więc niewielki procent - powiedział Magnuszewski. Do tego, jak dodał hydrolog z Uniwersytetu Warszawskiego, miasto ma drugie ujęcie.
Ekspert podkreślił, że susza może jednak rodzić problem z jakością wody - dlatego, że woda w rzece jest też rozcieńczalnikiem dla ścieków.