I kolejny zwrot akcji w głośnej sprawie. Kaja Godek musi przeprosić za homofobiczne wypowiedzi
Ta sprawa ciągnęła się w sądzie od sześciu lat, z różnymi zwrotami akcji. Zaczęło się w maju 2018 roku, gdy na antenie telewizji Polsat News Kaja Godek komentowała wyniki irlandzkiego referendum w sprawie możliwości złagodzenia przepisów aborcyjnych. Padły m.in. takie słowa: "Irlandia nie może być określana jako kraj katolicki. Jeżeli tam premierem jest zadeklarowany gej, który obnosi się ze swoją dziwną orientacją, swoim zboczeniem publicznie (...). Dla mnie to jest straszne". Potem Godek powtórzyła, że w jej ocenie, osoby ze społeczności LGBTQ+ są "zboczone". I to stało się podstawą pozwu o naruszenie dóbr osobistych.
Już w trakcie procesu do akt sprawy dołączono też inne wypowiedzi Kai Godek m.in. o tym, że homoseksualizm "bardzo często idzie w parze z pedofilią", a "geje chcą adoptować dzieci, bo chcą je molestować i gwałcić".
Kto złożył pozew przeciwko Kai Godek?
Pozew przeciwko antyaborcyjnej aktywistce złożyło 16 osób - działaczy tęczowej społeczności. To m.in. prawnicy, politycy, artyści, aktywiści. Chodziło o naruszenie ich dóbr osobistych, w tym godności i dobrego imienia.
Stojący za wnioskiem wyszli bowiem z założenia, że mówiąc o osobach o innej orientacji seksualnej, Kaja Godek mówiła również o nich, mimo że nie wymieniła ich z nazwiska. Żądali przeprosin. - Nie można pozwolić na tego typu mowę nienawiści w przestrzeni publicznej. Uznaliśmy, że granica wolności słowa została przekroczona i trzeba coś z tym zrobić. Stąd nasz pozew o ochronę dóbr osobistych - mówi TOK FM prawnik prof. Jakub Urbanik, jedna z osób, które ten pozew złożyły. Obok m.in. prof. Witolda Klausa, polityka Krzysztofa Śmiszka czy prawniczek Karoliny Kędziory i Olgi Ziegler.
Co zdecydował sąd?
Zgodnie z decyzją sądu Kaja Godek ma wysłać przeprosiny listem poleconym do wszystkich pokrzywdzonych osób. - Bardzo się cieszę z tego wyroku. Jestem głęboko wdzięczny moim współpowódkom i powodom, z którymi razem wystąpiliśmy w obronie naszej własnej godności, ale jest to też godność wszystkich osób, które Kaja Godek uraziła - wszystkich osób ze społeczności LGBT - mówi prof. Urbanik. - Tu chodzi w ogóle o godność ludzi w Polsce i o to, by temperatura debaty publicznej w naszym kraju wróciła do właściwego poziomu. My nie odbieramy Kai Godek prawa do krytyki czy zabierania głosu w przestrzeni publicznej. Chcemy jednak, by ta debata toczyła się w sposób cywilizowany, bez obrażania kogokolwiek i naruszania godności każdego i każdej z nas - dodaje gość TOK FM.
Dlaczego proces trwał tak długo?
W trakcie procesu następowało wiele zwrotów akcji. Pierwotnie sąd oddalił powództwo. W uzasadnieniu wskazał m.in., że Kaja Godek nie przekroczyła dopuszczalnych granic wolności wypowiedzi. Dowodził także, że trudno zdefiniować społeczność LGBTQ+, a - w ocenie sądu - pozwana nie naruszyła dóbr osobistych konkretnych jednostek albo ''ściśle określonej grupy''.
Sąd nawiązał też do tego, o czym w trakcie procesu mówiła sama Kaja Godek. Przekonywała, że powodowie i powódki nie dowiedli przed sądem, że... są rzeczywiście gejami czy lesbijkami. "W ocenie sądu fakt przynależności każdego z powodów do grupy osób o orientacji homoseksualnej (czy biseksualnej) winien zostać przez nich wykazany za pomocą dowodu w postaci opinii biegłego sądowego seksuologa lub przynajmniej za pomocą dowodu z zaświadczenia lekarza seksuologa, potwierdzających orientację seksualną każdego z powodów" - tak w uzasadnieniu pierwotnie napisał sąd.
- Toczy się proces o ochronę godności, dóbr osobistych, dobrego imienia i czci nie tyle naszej szesnastki, ile dwumilionowej społeczności osób LGBT+, którą bezkarnie można nazywać w Polsce "zboczeńcami". Celem sądu nie powinno być dywagowanie, czy ktoś jest albo nie jest homoseksualistą, ale walka z mową nienawiści w przestrzeni publicznej - mówił po decyzji sądu Krzysztof Śmiszek, w wywiadzie dla 'Polityki'.
Kaja Godek może się odwołać, wyrok nie jest prawomocny
Sąd drugiej instancji decyzję swojego poprzednika uchylił i sprawa wróciła do ponownego rozpoznania. I właśnie zapadło rozstrzygnięcie przyznające rację powodom i powódkom. Na razie jest nieprawomocne, a Kaja Godek może się odwołać.
- W mojej ocenie to ważny wyrok także dla doktryny. Bo pokazuje, że na tej drodze - postępowania o ochronę dóbr osobistych - możemy realizować nasze prawo do - wynikającego z Konstytucji - prawa do życia prywatnego, do godności, życia rodzinnego. Bo te słowa godzą nie tylko w nas, ale też w nasze rodziny - podsumowuje prof. Urbanik.