Pół roku nie wystarczy? Rząd przesuwa ważną reformę. "Będzie z tym bałagan"
- Reforma planowania przestrzennego zakłada, że gminy miały do końca roku przygotować plany ogólne;
- Rząd chce wydłużyć ten czas do połowy 2026 roku;
- Na razie żadna gmina nie sporządziła planu ogólnego;
- Polacy szturmują urzędy, by zdobyć warunki zabudowy dopóki się jeszcze da.
Polska budowlanka na warunkach zabudowy stoi. Często doprowadza to do urbanistycznego i architektonicznego bałaganu w polskich miastach i na przedmieściach. Odpowiedzią na to ma być reforma planowania przestrzennego, która zakłada, że gminy nie będą mogły wydawać warunków na terenach nieobjętych miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego, a także planem ogólnym.
Plan ogólny ma zastąpić wcześniejsze studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Ma też umożliwić gminom bardziej przemyślane i uporządkowane planowanie, z większą kontrolą nad wydawaniem decyzji o warunkach zabudowy. Problem w tym, że nie udało się go uchwalić jeszcze żadnej z gmin. A termin na to - zgodnie z ustawą - mija do końca roku.
Tłumy w urzędach po warunki zabudowy
Jeżeli gmina tego nie zrobi, w przyszłym roku straci możliwość wydawania decyzji o warunkach zabudowy. W obawie przed tym urzędy już od jakiegoś czasu przeżywają prawdziwe oblężenie. Tłumy ludzi stoją w kolejkach, by zdobyć wspomniane warunki, bo bez nich nie mogą ubiegać się o podział gruntów, pozwolenia na budowę.
Na problem wielokrotnie zwracali uwagę samorządowcy. Zauważył go też resort rozwoju, który przygotował projekt opóźniający wejście w życie reformy o pół roku. Dokument trafił już do Komitetu Stałego Rady Ministrów.
- Prace nad planami [ogólnymi] rozpoczęło już 80 procent gmin. Przy czym większość z nich jest na początkowym i najbardziej czasochłonnym etapie. Część gmin zgłasza obawy, że termin wyznaczony na koniec roku może nie wystarczyć na dokończenie prac. (…) Na teraz, żaden z samorządów nie uchwalił jeszcze planu ogólnego - powiedziała TOK FM rzeczniczka ministerstwa Małgorzata Dzieciniak.
Samorządowcy za opóźnieniem
Niektóre samorządy są już jednak na dość zaawansowanym etapie prac nad planem ogólnym. Tak jest na przykład w podwarszawskim Piasecznie. Burmistrz miasta Daniel Putkiewicz przyznaje, że jego urząd nie czekał z pracami na ostatnią chwilę, ale mimo to - jak mówi - nie uda mu się przyjąć planu na czas.
- Przystąpiliśmy do tych prac od razu po wprowadzeniu zmian, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że będą one czasochłonne. Jesteśmy też w komfortowej sytuacji, bo mamy zespół pracowników, którzy potrafią to robić. (…) Wiem, że wszystkie okoliczne gminy są już w trakcie prac nad planami, ale czy będzie szło im to gładko? Tego nie wiem - komentuje Putkiewicz. I przyznaje, że rozumie potrzebę opóźnienia przepisów. - Zapewne skorzystamy z tego także my, bo mimo że prace zaczęliśmy szybko, możemy złapać do trzech miesięcy poślizgu. Ale najważniejsze, żeby nie zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę - dodaje burmistrz Piaseczna.
Legenda polskiego zagłębia milionerów. 'Im bliżej Warszawy, tym domy uboższe'
Gorzej sytuacja wygląda po drugiej stronie Wisły - w Otwocku. Miasto w ostatnich latach cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem ze strony osób, które marzą o działce i domu pod Warszawą, w otoczeniu sosnowych lasów. A - jak słyszymy w otwockim magistracie - ze względu na zaniedbania poprzednich ekip duża część miasta nie ma jeszcze uchwalonych planów miejscowych.
Czy opóźnienie reformy o pół roku wystarczy? - Na ten moment nie mogę twierdząco odpowiedzieć - mówi prezydent Otwocka Jarosław Margielski. - Dopiero przystępujemy do prac nad planem ogólnym. Dlaczego? Bo zmieniające się przepisy wymusiły na nas zmianę studium do pewnego okresu. Już to zrobiliśmy, ale w trakcie mamy jeszcze 38 miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, które musimy zakończyć, wedle starych przepisów, do końca roku. Jeżeli tego nie zrobimy, to cała praca i wszelkie uzgodnienia pójdą na marne. To jest dla nas priorytet - tłumaczy.
Pytany o szanse na szybkie uchwalanie planów ogólnych, mówi, że z jego rozmów z innymi włodarzami wynika, że "mają duże nadzieje na wydłużenie terminu reformy". - Jeśli chodzi o nasze miasto, są bardzo niewielkie szanse żebyśmy zdążyli. Urząd mierzy się też z bardzo dużą liczbą wydawanych decyzji o warunkach zabudowy i wspomnianymi już planami miejscowymi. Czy to wystarczy? Nie chciałbym się zakładać, ale myślę, że za jakiś czas będziemy musieli wrócić do tej rozmowy - stwierdza Margielski.
Będzie paraliż urzędów wojewódzkich?
Na kolejny problem w TOK FM zwraca uwagę prezes Towarzystwa Urbanistów Polskich Tomasz Majda. Zgodnie z przepisami gminy będą musiały przesłać swoje plany ogólne do urzędów wojewódzkich. A te muszą je ocenić i zaakceptować.
- Jeśli nawet te wspomniane już 80 procent gmin, które pracują nad planami, zdążyłoby się z tym wyrobić, to wszystkie musiałyby trafić do wojewodów do sprawdzenia. A nikt nie miał z tym wcześniej do czynienia. Dopiero gdy plany tam trafią, zacznie się kształtować jakieś orzecznictwo. Spora część planów pewnie wróci. Na pewno będzie z tym bałagan. A podkreślam, że mamy 16 wojewodów i ponad 2500 gmin. Państwo dało samorządom bardzo mało czasu - ostrzegał prezes TUP.