"Woda droższa od piwa". Noc bez procentów? Warszawa wprowadza prohibicję od 1 czerwca
Nocna prohibicja w Warszawie. - To dopiero pierwszy krok, bo bez dalszych działań, w tym minimalnej ceny na alkohol i zmniejszenia wysycenia punktami, w których można kupić alkohol, niestety będziemy płacić za utratę zdrowia ludzi więcej niż przynosi sama akcyza - oceniła w TOK FM ekspertka Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. zdrowia Maria Libura.
- Od poniedziałku w całej Warszawie zacznie obowiązywać nocna prohibicja;
- Jak powinna w ogóle wyglądać polityka antyalkoholowa?
- O tym mówiła w TOK FM ekspertka Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. zdrowia Maria Libura.
Zgodnie z uchwałą rady Warszawy od poniedziałku 1 czerwca w całym mieście zacznie obowiązywać nocny zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach i na stacjach benzynowych. Wyjątkiem są sklepy w strefie wolnocłowej Lotniska Chopina. W praktyce oznacza to, że zacznie on obowiązywać w poniedziałek od północy do godziny 6.00.
Jak podkreśliła w TOK FM ekspertka Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. zdrowia Maria Libura, nazywanie tego prohibicją samo w sobie może wprowadzać w błąd.
- Nie jest to zakaz nocnej sprzedaży, tylko sprzedaży detalicznej, bo nadal można kupić alkohol w restauracji czy barze - podkreśliła kierownik Zakładu Dydaktyki i Symulacji Medycznej Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Komunikacji Medycznej i członek Rady Ekspertów przy Rzeczniku Praw Pacjenta.
Gościni Adama Ozgi tłumaczyła przy tym, że celem zakazu sprzedaży detalicznej jest "ograniczenie wydarzeń, które są niebezpieczne tak dla mieszkańców, jak i dla samych zainteresowanych". - Czyli osób, które są już na lekkim rauszu i kupują dużo taniego alkoholu, by spożywać go w miejscach takich, jak parki i ławeczki. Z szacunków wynika, że nawet jedna trzecia wszystkich pacjentów, którzy trafiają na SOR-y to ci, którzy znaleźli się tam w związku z tym, że albo oni sami albo ktoś inny był nietrzeźwy - dopowiedziała.
Libura podkreśliła przy tym, że po tym, jak 1 listopada zeszłego roku nocna prohibicja została pilotażowo wprowadzona w dwóch dzielnicach Warszawy, czyli w Śródmieściu i na Pradze-Północ liczba tego rodzaju incydentów spadła, co pokazały też statystyki straży miejskiej i policji.
Według danych straży miejskiej, porównując okres listopad-styczeń, rok do roku, na terenie tych dwóch dzielnic zanotowano spadek interwencji strażników. W dzień o ponad 10 proc., a w nocy o ponad 15 proc.
Quiz: Ważne wydarzenia polityczne mijającego tygodnia. Sprawdź, czy je pamiętasz
Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!
Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.
Promocje nie łączą się.
"Woda droższa od piwa"
Tyle, że - jak podkreśliła gościni "Poranka TOK FM" - "nocna prohibicja" nadal nie rozwiązuje szerszego problemu. - W Polsce alkohol jest bardzo tani. Widziałam sytuację, w której butelka wody gazowanej była droższa niż butelka stojącego obok piwa. Poza tym jest ogromne przyzwolenie kulturowe na spożywanie alkoholu w sposób ryzykowny, a jeszcze do tego szwankuje nam system leczenia uzależnień - wyliczyła.
Jak powinna w ogóle wyglądać polityka antyalkoholowa? Zdaniem Libury ograniczenia sprzedaży to jedno, a wyższa cena na alkohol czy np. podniesienie świadomości społecznej to dwa. - Wiele osób tkwi jeszcze w przekonaniu, które zresztą było nawet wspierana różnego rodzaju akcjami, że niektóre typy alkoholu nie są w ogóle szkodliwe. W myśl zasady: wódka to może nie, ale piwo jest całkiem w porządku - mówiła.
Ale, jak wskazała ekspertka Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. zdrowia, w grę wchodzi jeszcze jeden zakaz. - Rzeczą, która mnie poraża jest to, że wiele sklepów wprost specjalizujących się w nocnej sprzedaży mruga okiem już nawet nie do osób, które okazjonalnie idą napić się na bulwarze, bo jest ładna pogoda, tylko od osób silnie uzależnionych. Stąd takie nazwy punktów sprzedaży jak pogotowie alkoholowe 24 godziny na dobę, jeszcze z rysunkiem sugerującym, że to mały ambulans, czytaj: zaraz przyniesiemy ci ulgę, powinny być absolutnie zakazane - podkreśliła.
Na koniec dodała, że "prohibicja nocna to dopiero pierwszy krok". - Bez dalszych działań, w tym minimalnej ceny na alkohol i zmniejszenia wysycenia punktami, w których można kupić alkohol, niestety będziemy płacić za utratę zdrowia ludzi więcej niż przynosi sama akcyza - podsumowała ekspertka w TOK FM.
Wprowadzanie nocnej prohibicji w Warszawie przeszło długą drogę, którą zapoczątkował projekt uchwały zaproponowany przez Miasto Jest Nasze.
Prezydent miasta Rafał Trzaskowski początkowo był przeciwny zakazowi, jednak zmienił zdanie i zaproponował swój projekt, w którym chciał wprowadzić zakaz w całym mieście, a następnie wycofał się z tego pomysłu i zaproponował wprowadzenie pilotażowej nocnej prohibicji w dwóch dzielnicach: Śródmieściu i Pradze-Północ, która miała zacząć obowiązywać od 1 listopada 2025 r.
Zakaz nocnej sprzedaży alkoholu w sklepach i na stacjach benzynowych wprowadziło już ponad 200 samorządów. Nocna prohibicja (nieobejmująca restauracji, pubów itd.) obowiązuje też m.in. w Krakowie, Bydgoszczy, Gdańsku, Szczecinie. Niektóre samorządy, m.in. Poznań, Wrocław, Rzeszów, Katowice, Bielsko-Biała, Kielce - ograniczyły sprzedaż alkoholu tylko w śródmieściu, na starówce.
Od początku tego roku nocna prohibicja zaczęła obowiązywać m.in. w Lublinie, Ełku, Opolu i Kole.
Źródło: TOK FM, PAP