Kaczka Jola czekała na swój koniec pod miską. Bezdomne zwierzęta to nie tylko psy i koty
Światowy Dzień Zwierząt Bezdomnych został ustanowiony w 2010 roku w Holandii. Święto powstało, by zachęcić do adopcji psów i kotów znajdujących się w schroniskach, ale też - szerzej - zwrócić uwagę na problem bezdomności zwierząt. Bo ten dotyka nie tylko wspomnianych już psów i kotów, ale też krów, kóz, świń, koni i innych zwierząt gospodarskich. To z myślą o nich kilka lat temu powstało Rogate Ranczo w Bojanie.
Przytulisko prowadzi OTOZ Animals. - To jedyne takie miejsce na Pomorzu, które opiekuje się zarówno zwierzętami domowymi, jak i hodowlanymi, które znalazły się w bardzo trudnej sytuacji. Pod naszą opieką są krowy, kozy, konie, kucyki, króliki, kaczki, gęsi i świnki, a nawet lama. Prawie setka zwierząt - mówi Katarzyna Sobczyk, kierowniczka Rogatego Rancza.
Zwierzęta z przeszłością
Podopiecznymi przytuliska są często zwierzęta, które w przeszłości były bite, maltretowane, głodzone przez poprzednich właścicieli. Do Bojana trafiają po wyrokach sądów bądź w wyniku interwencji służb weterynaryjnych.
- W połowie marca trafiła do nas kozia rodzinka. Aniela, Antonio, Amelia i Antosia zostały odebrane właścicielowi, który się nad nimi znęcał. Aniela miała tak długie racice, że nie mogła chodzić. Przemieszczała się na dwóch tylnych nogach. Na szczęście udało się skrócić racice i teraz koza od nowa zaczyna uczyć się chodzić - opowiada Katarzyna Sobczyk.
W przypadku zwierząt gospodarskich interwencje najczęściej dotyczą koni, krów i kóz. Rzadziej owiec czy drobiu, ale i takie się zdarzają.
Owcze rodzeństwo - Jessica i Brajan - od pierwszych dni życia skazane było na głód i ciemność. Beatka i Agatka to gęsi, które przetrzymywane były w małym, ciasnym, plastikowym pojemniku, a kaczka Jola czekała na swój koniec pod miską. Teraz są pod opieką pracowników Rogatego Rancza. Podobnie jak osiołek Oli, który trafił do Bojana po śmierci właściciela. Jest też pan lama Karol - z hodowli - którego nikt nie chciał. Na szczęście udało się go uratować i teraz mieszka w Rogatym Ranczu.
- To wynika nie tylko ze złej woli właściciela, ale często też z nieporadności życiowej tych ludzi. Mają problem i nie wiedzą, jak go rozwiązać, a cierpią na tym zwierzęta - dodaje nasza rozmówczyni.
Na przykład krowa Marysia została odebrana wraz z trzema innymi cielakami w stanie skrajnego wychudzenia i odwodnienia. Na szczęście cała czwórka - dzięki pomocy specjalistów - doszła do zdrowia. - Mamy zespół lekarzy, kowali, fizjoterapeutów, którzy z nami współpracują i dzięki którym te zwierzęta dochodzą do siebie. Jeśli zwierzę jest młode i zdrowe, to szukamy mu nowego domu. Zwierzęta stare, schorowane, wymagające stałej pomocy specjalistów, zostają z nami do końca. Staramy się zrobić wszystko, żeby im było lepiej, żeby były szczęśliwe - podkreśla Sobczyk.
Jednym z najstarszych podopiecznych przytuliska jest Zygfryd. Kucyk w przeszłości był bardzo zaniedbany przez poprzedniego właściciela. Nie widzi na jedno oko. W Bojanie spędzi swoją emeryturę.