,
Obserwuj
Polska

Szokujące komentarze po pobiciu Niedzielskiego. "Karma wróciła za pandemię i zgony"

7 min. czytania
29.08.2025 12:59

Były minister zdrowia Adam Niedzielski został pobity przez dwóch mężczyzn. W sieci aż 61 proc. komentarzy na temat wydarzenia pochwalało bądź usprawiedliwiało atak. - W ostatnich trzech miesiącach następuje zauważalna militaryzacja polityki na poziomie różnego rodzaju grup, bojówek. To wszystko przekłada się na wzrost nie tyle agresji, bo ona już tu jest, tylko na wzrost chęci fizycznej eliminacji osób z życia politycznego - mówi w rozmowie z Tokfm.pl Michał Fedorowicz.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dwóch mężczyzn pobiło ministra zdrowia w rządzie PiS Adama Niedzielskiego. Relacjonował, że krzyczeli "śmierć zdrajcom ojczyzny";
  • Według analizy Res Futura, więcej niż sześć na dziesięć komentarzy na temat wydarzenia pochwalało bądź usprawiedliwiało je, pojawiły się opinie, że "karma wraca", a Niedzielski jest odpowiedzialny za zgony podczas pandemii;
  • Michał Fedorowicz z Res Futura przyznaje w rozmowie z Tokfm.pl, że komentarze go nie dziwią;
  • "Są efektem nasilającej się w ostatnich ośmiu miesiącach agresji w mediach społecznościowych i nawoływania do politycznych linczów i fizycznego usuwania wrogów politycznych" - zaznaczył. 

Były minister zdrowia Adam Niedzielski został w środę pobity na ulicy w centrum Siedlec. Jak relacjonował, dwaj mężczyźni, którzy go zaatakowali, krzyczeli "śmierć zdrajcom ojczyzny". "Dostałem cios w twarz, a następnie zostałem skopany leżąc na ziemi" - dodał Niedzielski. Polityk trafił do szpitala, jego dyrektor informował, że obrażenia byłego ministra nie są "bardzo poważne". Sprawców zatrzymano, mężczyźni w piątek usłyszeli zarzuty. 

"Karma wróciła do Niedzielskiego za pandemię i zgony Polaków" - piszą tymczasem internauci. Więcej bowiem niż sześć na dziesięć komentarzy w polskiej sieci na temat wydarzenia (jego łączny zasięg to 15 mln) popiera lub usprawiedliwia atak. Jak wyliczył Europejski Kolektyw Analityczny Res Futura Data House, ogółem 61 proc. komentarzy powielało narrację o tym, że "karma wraca", mówiło o odpowiedzialności za zgony czy o zbrodniach pandemicznych. Tylko 27 proc. potępiało atak, tu pojawiały się argumenty o "niedopuszczalności przemocy, konieczności rozliczeń przed sądem, wezwania do opamiętania i zakończenia mowy nienawiści".

- Komentarze absolutnie nie zaskakują. Są efektem nasilającej się w ostatnich ośmiu miesiącach agresji w mediach społecznościowych i przede wszystkim coraz większego nawoływania do politycznych linczów i fizycznego usuwania wrogów politycznych - ocenia w rozmowie z Tokfm.pl Michał Fedorowicz, przewodniczący Res Futura, analityk internetu i mediów społecznościowych.

- W ostatnich trzech miesiącach następuje zauważalna militaryzacja polityki na poziomie różnego rodzaju grup, bojówek. To wszystko przekłada się na wzrost nie tyle agresji, bo ona już tu jest, tylko na wzrost chęci fizycznej eliminacji osób z życia politycznego - podkreśla ekspert.

Społeczny dowód słuszności

Fedorowicz nie ma wątpliwości, że "dzisiaj jesteśmy na poziomie rękoczynów". - To nie dziwi, dlatego że mamy tak naprawdę pewien rodzaj budowanej od pięciu lat nienawiści do systemu - poprzez pandemię, a później wojnę na Ukrainie. Dzisiaj jesteśmy w maksymalnej polaryzacji wytworzonej przez media społecznościowe. Nie ma już tam miejsca na żaden racjonalizm, jest tylko podbijanie przez algorytmy kolejnych bębenków. Tu jesteśmy, tutaj wylądowaliśmy, a komentarze potwierdzają jedno: mają być społecznym dowodem słuszności na to, że te działania znajdują większą aprobatę - wyjaśnia Fedorowicz.

Na czym to polega? - Z perspektywy algorytmu, który jest ślepy na etykę, odczytuję, że użytkownicy sieci, szczególnie w tej dużej grupie, która kwestionowała politykę covidową rządu polskiego, traktują pobicie jako pewien rodzaj zadośćuczynienia krzywd, jakie według nich ponieśli podczas pandemii. Warte zauważenia są komentarze, że taka jest karma Niedzielskiego, dlatego że jest odpowiedzialny za dwieście tysięcy zgonów - mówi badacz internetu.

Niedzielski był ministrem zdrowia w drugim rządzie Mateusza Morawieckiego w latach 2020-2023. Zastąpił Łukasza Szumowskiego, który złożył dymisję niedługo po wybuchu pandemii. W maju 2021 roku Niedzielski został objęty ochroną po tym, jak do bloku, w którym mieszkał, wdarła się grupa kilkunastu osób.

"Karma wraca" - tak twierdzą autorzy aż 21 proc. komentarzy na temat pobicia polityka. Według 15 proc. wpisów to kara za odpowiedzialność za nadmiarowe zgony podczas pandemii, 9 proc. mówi o zamykaniu szpitali i braku dostępu do leczenia, a 7 proc. - o nadużyciach finansowych w kwestii maseczek, respiratorów i szczepionek.

W komentarzach w sieci dominuje nienawiść (określenia typu "zbrodniarz", "morderca", życzenia śmierci) - to aż 36 proc. z nich. W 28 proc. autorzy wyrażają satysfakcję z pobicia ("należało mu się"), a w 21 proc. - gniew i frustrację (poczucie niesprawiedliwości, oskarżenia o zgony i restrykcje pandemiczne) - czytamy w raporcie Res Futura.

Fedorowicz zwraca uwagę, że w 18 proc. przeanalizowanych komentarzy pojawiły się apele o pociągnięcie byłego ministra do odpowiedzialności karnej przed sądem, a w 11 proc. - o zaostrzenie prawa wobec polityków i winnych "zbrodni pandemicznych" (aż do kary śmierci włącznie w przypadku niektórych opinii).

"Norymberga dla sanitarystów"

Kto poza algorytmami mediów społecznościowych odpowiada za wzrost liczby tego typu opinii? - Osoby z życia politycznego, które tak naprawdę nawołują do rozliczenia. To nie jest żadna tajemnica, że to takie grupy jak politycy czy środowiska związane z Grzegorzem Braunem. On nawołuje do rozliczenia pandemii, tam się wprost mówi o "Norymberdze dla sanitarystów". Ale nie mamy dowodów, żeby łączyć te grupy z komentarzami - zastrzega Fedorowicz. Dodaje jednak, że "taka ekspozycja treści w mediach społecznościowych dla części użytkowników może być rozumiana dosłownie".

Czy ta przewaga nienawistnych komentarzy w sieci mówi nam coś o stanowisku całego społeczeństwa? - Nie możemy tak do tego podchodzić, mówimy o czymś innym - przekonuje Fedorowicz. - Media społecznościowe to narzędzie, które służy do docierania do szerokich grup odbiorców. Większość z nas korzysta tak czy inaczej z mediów społecznościowych. Albo nawet jeżeli nie korzysta, to czyta portale czy komentarze pod portalami. Jest to budowanie pewnego rodzaju przekazu, operacji informacyjnej, która ma pokazać ten incydent. Jeżeli ktoś czyta pierwsze dziesięć komentarzy, to sześć z nich będzie w różny sposób racjonalizowało, popierało albo tłumaczyło ten atak. Takie rzeczy będą się wyświetlały osobom, które klasyfikujemy jako low information voters. To ludzie, którzy przeglądają internet trochę przypadkowo, kiedy jadą do pracy w godzinach porannych albo wieczorem wracają. W tej perspektywie chodzi o kształtowanie opinii - podkreśla.

- Media społecznościowe działają na zasadzie społecznego dowodu słuszności. Jeżeli jest więcej opinii budujących jakąś narrację, przekaz, to z natury rzeczy - wiemy po ostatnich wyborach - ludzie po prostu najzwyczajniej w świecie uważają, że się z nim zgadzają. Generalnie możemy szacować, że ten przekaz może być w czterech czy ośmiu procentach semiautomatyczny (tworzony przez boty - red.), ale większość ludzie piszą pod imieniem i nazwiskiem, ponieważ uważają, że mają do tego prawo i tak rozumieją wolność słowa - twierdzi nasz rozmówca.

- Nie chodzi o to, że to jest reprezentatywne, ale że dociera do bardzo dużej większości mieszkańców Polski - mówi Fedorowicz. - Oni widząc, że na dziesięć komentarzy sześć w jakikolwiek sposób tłumaczy, pochwala atak, uważa, że tak myśli większość. Na tej bazie później się robi politykę. Potem mamy wyniki pewnych partii skrajnych, jak na przykład Konfederacja Korony Polskiej, jakie mamy. Patrzymy na pewien rodzaj narzędzia skutecznie wykorzystywanego przez jedną stronę, a nie patrzymy na to, czy to jest reprezentatywne - powtarza.

Jak sto lat temu

Jak czytamy w raporcie Res Futura, propagatorami narracji pochwalającej pobicie są użytkownicy przeciwni restrykcjom pandemicznym i środowiska antyszczepionkowe, ale także internauci krytyczni wobec PiS i ogólnie rządzącym. Najczęściej narracja powielana była na Facebooku w masowych komentarzach, mniej intensywnie na X.

Pytam naiwnie, co możemy zrobić, żeby przeciwdziałać temu zjawisku. - Istnieje polityczne przyzwolenie na szerzenie nienawiści w mediach społecznościowych. Nie ma dzisiaj skutecznych mechanizmów, które pozwalałyby w szybki sposób wymuszać odpowiedzialność za słowo. Jak Polacy obchodzą zakazane (czyli np. wyłapywane przez algorytmy - red.) słowa, na przykład "żyd" czy "żydostwo"? Piszą "żymianie". To jest balansowanie na granicy prawa - mówi Fedorowicz.

- Jeżeli nie ma skutecznych narzędzi do weryfikacji tego typu wpisów, nie ma pewnego rodzaju szybkich mechanizmów, to nie należy oczekiwać, że coś można z tym zrobić. Nie chodzi tutaj o to, żeby wprowadzać cenzurę prewencyjną, bo ona się nigdzie nie sprawdza, nawet w Rosji. Chodzi o to, że jest pewien system ram prawnych, w których się poruszamy. Jeżeli dostanę mandat za jazdę przez miasto z prędkością 200 kilometrów na godzinę, nie będę mógł kombinować. Jest dowód, jest kara. A jedyną rzeczą, która obecnie funkcjonuje w mediach społecznościowych, jest odpowiedzialność za słowo. Trzeba jednak tego dochodzić, jest cały proces, często długotrwały i kosztowny. Nie ma administracyjnych mechanizmów. A uproszczenie procedur administracyjnych dotyczących odpowiedzialności za słowo generalnie jest dość proste. Musimy pamiętać, że mamy wolność słowa, każdy może ją wyrażać, natomiast jest pewna granica, za którą są groźby karalne. I one są weryfikowalne - podkreśla.

Klasa polityczna nie skłania się jednak do zmiany tego stanu rzeczy. - Dlatego że zaostrzenie języka polaryzacyjnego sprzyja politykom. Każdej ze stron, tutaj nie ma świętych. To z drugiej strony podtrzymuje emocje, zaspokaja wyborców. Mało tego, dzisiaj ci użytkownicy, którzy się zradykalizowali w ostatnim roku, już nie wrócą na pozycje bardziej umiarkowane. I algorytm również nie będzie wracał na pozycje umiarkowane, będzie szukał dalszej skrajności - mówi.

- Dzisiaj rozmawiamy o efekcie ostatnich 12 czy 24 ostatnich miesięcy polaryzacji, brutalizacji, militaryzacji życia politycznego czy przekazów politycznych, ale te komentarze to efekt, a nie przyczyna wszystkiego.

Fedorowicz nie ma dobrych wieści - takich zdarzeń będzie coraz więcej. - Wracamy do tego, co było sto lat temu na ulicach Warszawy, Berlina, Paryża, Rzymu czy Londynu. Między sobą biły się bojówki, które w latach 20. czy 30. były naturalną emanacją partii politycznych. Tylko że wracamy w sytuacji, w której internet stanowił pewien rodzaj wentylu bezpieczeństwa, otuliny, w której mogliśmy się wykrzyczeć, nie musieliśmy wychodzić na zewnątrz. Dzisiaj ta otulina zaczyna pękać, wentyl bezpieczeństwa przestaje działać - ocenia Fedorowicz.