Niedzielski szkodzi cyfryzacji i zaufaniu do państwa. Reakcja PiS "jak z przedszkola"
Minister Adam Niedzielski zdradził w mediach społecznościowych, jakiego typu leki przepisał sobie lekarz, który alarmował w materiale TVN o gigantycznych problemach z wystawianiem e-recept. "Lek. Piotr Pisula, szpital miejski w Poznaniu wczoraj w Fakty TVN 'żadnemu pacjentowi nie dało się wystawić takiej recepty'. Sprawdziliśmy. Lekarz wystawił wczoraj na siebie receptę na lek z grupy psychotropowych i przeciwbólowych. Takie to FAKTY. Jakie kłamstwa czekają nas dziś" - napisał Adam Niedzielski na Twitterze. Naczelna Rada Lekarska zarzuciła szefowi resortu zdrowia złamanie tajemnicy lekarskiej poprzez ujawnienie, jakie leki i komu wystawia lekarz. A lekarz wezwał do przeprosin i przekazania 100 tys. zł na rzecz Hospicjum Palium w Poznaniu.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
"Ruch obrony papierowej recepty"
Prowadzący program Jacek Żakowski stwierdził, że jednym głupim ruchem minister zdrowia łamie zaufanie do technologii, wzbudza nieufność wobec nowoczesności. Marcin Celiński z Fundacji Arbitror i Resetu Obywatelskiego zauważył, że "trzeba założyć ruch obrony papierowej recepty". - Dostajemy komunikat, który wysadza koncepcję przekonywania do cyfryzacji na lata - komentował publicysta.
Celiński dodał, że są rejestry, które ustawowo są jawne, ale nie ma do nich pełnego dostępu. - Okazuje się, że jawne księgi wieczyste wymagają długiego udowadniania interesu prawnego i wysłania pełnomocnika, żeby do nich zajrzeć. I jest absolutnie tajny rejestr, w którym są zapisane usługi medyczne, jakie wobec nas zostały stosowane, z jakich korzystaliśmy i okazuje się, że one są zupełnie jawne, bo wyjdzie pan minister i powie, że pan doktor to wystawił sobie receptę czy skorzystał z recepty - mówił gość TOK FM.
Aleksandra Sobczak z "Gazety Wyborczej" zwróciła uwagę, że politycy z obozu ministra zdrowia zaczynają się zastanawiać nad odwołaniem Niedzielskiego. - Mamy nawoływania do przeprosin: Przeproś i będzie po sprawie. To takie trochę jak z przedszkola, a sprawa jest bardzo poważna - komentowała dziennikarka "Wyborczej".
Sobczak zauważyła, że PiS nie ma pretensji do Niedzielskiego o to, "że pognębił lekarza i że w debacie, zamiast odpowiedzieć na krytykę w sposób merytoryczny użył niemoralnego zagrania, jak ujawnienie tajemnicy dotyczącej zdrowia i leczenia tego człowieka". - Tylko sprawa jest taka, że reforma dotycząca recept na leki psychotropowe i część leków przeciwbólowych weszła w takim momencie, że może zagrozić kampanii - tłumaczyła dziennikarka, dodając, że reforma, która obowiązuje od 2 sierpnia, sprawia, że bez leku od lekarza wychodzą ci pacjenci, którzy chorują na ciężkie choroby i cierpią z powodu bardzo ciężkiego bólu.
- To, co obnażyli ci lekarze, to obnażenie systemu (...) tego, że system nie działa. Jest dziurawy, niedopracowany, bo nikt tego nie sprawdził - argumentowała gościni TOK FM. - Możemy się dowiedzieć teraz z Twittera, na co kto się leczy, na jaką chorobę cierpi. Bardziej rozsądne zacznie wydawać się kupowanie leku na czarnym rynku. Tak jak to się dzieje z pigułkami antyaborcyjnymi, które są powodem upokarzania wielu kobiet. Teraz ta pętla się zaciska (?) - dodała. Dziennikarka "Wyborczej" podkreśliła, że politycy obozu Zjednoczonej Prawicy bardziej obawiają się, że złamanie tajemnicy lekarskiej przez Niedzielskiego może stać się viralem i zaszkodzić kampanii i wynikowi wyborczemu.
Dr Barbara Brodzińska-Mirowska z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu nie ma wątpliwości, że to kolejny przykład, gdy państwo zawodzi na każdym polu. - Tu nie chodzi o żadne normy i wartości, tylko o pragmatykę budowania przekazu medialnego i ta nadreakcja jest absolutnie wywołana tym, że się gotuje w Zjednoczonej Prawicy, trzeba się bardzo ostrożnie zachowywać, jeśli chodzi o przekaz medialny - komentowała naukowczyni.
Wykładowczyni z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu zwróciła uwagę, że to kolejny przypadek, gdy ujawniane są newralgiczne informacje. Tak było wcześniej w przypadku pani Joanny. - Dlatego sądzę, że w tej sytuacji trzeba patrzeć na państwo i prawo i dostrzegać to, jak państwo powinno się w stosunku do obywatela zachowywać, co w kontekście populistycznych partii nie jest specjalnie zadziwiające. (?) Dla mnie ważne jest długoterminowa perspektywa i osadzenie tych kilku przypadków, dlatego że dla mnie to jest fundamentalne naruszenie ważnej elementarnej dla demokracji płaszczyzny, jaką jest zaufanie obywatela do państwa - komentowała dr Barbara Brodzińska-Mirowska.
- PiS powoduje, że państwo jest w ruinie - dodała badaczka. Gościni TOK FM zauważyła, że w społeczeństwie nasila się "rezerwa", która sprawia, że Polacy nie chcą się zajmować państwem, tylko "swoim dobrem". - Taka tendencja jest tendencją długofalową i w moim odczuciu niekorzystną dla państwa, postaw politycznych, zaangażowania politycznego i dla jakości demokracji - podsumowała gościni Jacka Żakowskiego.