Czy limity na badania mają sens? "Bez dodatkowych zarobków szpitale splajtują"
Sprawdziliśmy, jak w zeszłym roku wyglądało finansowanie rezonansu magnetycznego w województwie lubelskim. W tym roku Ministerstwo Zdrowia ograniczyło liczbę tego i innych badań tłumacząc, że robiono je na ogromną skalę, nie zawsze w sposób uzasadniony.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Na jakie badania wprowadzono limity?
- Czy w Lubelskiem wykryto w zeszłym roku nieprawidłowości w tym zakresie?
- Co o nowych przepisach sądzi rzecznik Naczelnej Rady Lekarskiej?
Od kwietnia weszło w życie zarządzenie prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia o limitach na badania diagnostyczne - chodzi o kolonoskopię, gastroskopię, rezonans magnetyczny i tomografię komputerową. Badania wykonane powyżej limitu zawartego w kontrakcie z NFZ nie będą już opłacane w całości, a jedynie - w zależności od badania - w 50 lub 60 procentach. Do tego szpital będzie musiał na zapłatę za nadwykonania poczekać, prawdopodobnie nawet rok.
Tak jak pisaliśmy na tokfm.pl, szpitale ograniczają liczbę badań, przekładają zaplanowane wizyty na jesień, a nawet później, a pacjenci nie do końca rozumieją co się dzieje. Są nerwy, stres i awantury. Jednym z takich szpitali jest Szpital Powiatowy w Puławach. Do tej pory mógł robić 700-800 badań miesięcznie - dziś ok. 100. Kontrakt na ten rok został tu już dawno przekroczony - szpital wykonał ponad 600 procent "normy".
Kiedy chodzi o leczenie, a kiedy o biznes
Ministerstwo Zdrowia tłumaczyło, że jednym z powodów ograniczenia liczby badań jest to, że robiono je na ogromną skalę, nie zawsze w sposób uzasadniony. Postanowiliśmy sprawdzić, jak to wyglądało w 2025 roku na Lubelszczyźnie. - W województwie lubelskim na przełomie lat 2020-2021 finansowano około 60 tysięcy badań rezonansu magnetycznego rocznie. A obecnie jesteśmy na poziomie realizacji finansowania ponad 200 tysięcy badań rocznie, więc zmiana jest zasadnicza. Mamy bardzo duży wzrost dostępności do badań, ale ona musi się przełożyć na jakość. Nie możemy trwonić pieniędzy publicznych finansując wszystko bezwiednie. W związku z tym NFZ podjął działania w celu wsparcia lekarzy przy zlecaniu badań dla pacjenta. Dlatego też powołany jest specjalny zespół, który określi parametry czy wskazania bądź przeciwwskazania do zlecania takich badań diagnostycznych jak rezonans magnetyczny - mówi w rozmowie z TOK FM dyrektor lubelskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia, Paweł Piróg.
Z danych, które otrzymaliśmy z NFZ wynika, że szpital w Puławach nie był wyjątkiem, jeśli chodzi o liczbę wykonywanych badań rezonansu magnetycznego. Szpitale Kliniczne w Lublinie, podległe Uniwersytetowi Medycznemu, czy ogromny Wojewódzki Szpital Specjalistyczny przy Alei Kraśnickiej rocznie nie wykonują tylu badań, co podmioty medyczne w mniejszych miejscowościach. Dla przykładu Uniwersytecki Szpital Kliniczny nr 4 w Lublinie wykonał w ubiegłym roku 8,5 tysiąca rezonansów w ramach opieki ambulatoryjnej, a USK nr 1 - nieco ponad trzy tysiące takich badań. Podobnie było w szpitalu wojewódzkim. Zbliżony poziom badań wykazały za ubiegły rok szpitale powiatowe w Krasnymstawie (4290), Lubartowie (3748), Janowie Lubelskim (3218) czy w Rykach (2906).
Tymczasem najwięcej badań rezonansu magnetycznego wykonała niepubliczna Novomedica w Kraśniku (20662) i w Lubartowie (15542). Na trzecim miejscu uplasowała się spółka Voxel z Zamościa - 14407 badań. Jak to możliwe, że podmioty w małych miejscowościach robią o wiele więcej badań niż wysokospecjalistyczne szpitale kliniczne? Dyrektor NFZ zapewnia, że wszystko jest pod stałą kontrolą i monitoringiem, i że nie ma powodów do nadmiernego niepokoju.
- Świadczenia w pracowni rezonansu magnetycznego, które są kontraktowane w szpitalach, działają na rzecz różnych umów i różnych pacjentów. Pracownia w szpitalu będzie obsługiwała z jednej strony zdarzenia nagłe, z drugiej - pacjentów szpitalnych, którzy akurat są w trakcie hospitalizacji i wreszcie - pacjentów w opiece ambulatoryjnej, którzy przychodzą z zewnątrz ze skierowaniem. I jest jedno urządzenie w danym ośrodku, które wykonuje wszystkie te świadczenia - to jeśli chodzi o szpitale. Ale są też takie podmioty medyczne - często niepubliczne, które wykonują badanie rezonansu magnetycznego wyłącznie pacjentom ambulatoryjnym i wtedy tych badań robią o wiele więcej, bo tylko na tym się skupiają. I do nich trafiają pacjenci "z ulicy", ze skierowaniem od lekarza rodzinnego czy specjalisty - mówi Paweł Piróg w rozmowie z TOK FM. - Oczywiście, wiemy, że w ostatnich latach znacząco zwiększyła się dostępność do badań, w tym do rezonansu magnetycznego. I to oczywiście dobrze, to też na pewno ma wpływ na liczbę wykonywanych badań. Musimy tylko się zastanowić w którym momencie działamy na rzecz jakości leczenia i dla dobra pacjenta, a kiedy - krótko mówiąc - mówimy tylko i wyłącznie o czystym biznesie - dodaje nasz rozmówca.
Dyrektor lubelskiego oddziału NFZ wyjaśnia, że zdarzały się przypadki, gdy podmiotom zwracano uwagę, że liczba wykonywanych przez nich badań może budzić wiele pytań i wątpliwości. - W przypadku świadczeń nielimitowanych, jak było do tej pory, wymaga to stałego monitorowania, czy nie występują jakieś niepokojące zjawiska. I niestety obserwowaliśmy takie w ostatnich latach. Na przykład to, że skoro płacimy za każde wykonane badanie ambulatoryjne, to wielu pacjentów pomimo tego, że badanie mogło być wykonane za jednym razem, na przykład na dwa bliskie sobie odcinki kręgosłupa - to mieli je rozdzielane na dwie odrębne sesje w bardzo krótkim okresie czasu. Z dwoma skierowaniami - podkreśla dyrektor NFZ.
- Oczywiście w pewnej części przypadków jest to medycznie uzasadnione, jeżeli chodzi o ekspozycję pacjenta na oddziaływanie promieniowania, ale w wielu przypadkach można było mieć co do tego wątpliwości. Podobnie - z wykonywaniem kilku badań rezonansu w ciągu roku, jeśli chodzi o ten sam obszar ciała. Oczywiście diagnozowanie chociażby w onkologii może mieć uzasadnienie, natomiast w przypadku pozostałych jednostek chorobowych typu reumatologicznego - już niekoniecznie. A to też obserwowaliśmy. Jednocześnie chcę jasno podkreślić, że to nie znaczy, że każde zlecenie było jakimś nadużyciem - dodaje gość TOK FM.
Paweł Piróg przyznaje, że każdy, kto działa w branży medycznej robi wiele, by na tym zarabiać i nie ma w tym nic złego. Ale są pewne warunki. - Jasne jest, że każda działalność gospodarcza - w tym związana z ochroną zdrowia - jest realizowana w celu osiągnięcia zysku. Ale nie można się zgodzić na zarabianie w patologiczny sposób - w sensie, że nakręca się spirala, że im więcej badań, tym więcej pieniędzy. Dlatego też monitorujemy i reagujemy. Po pierwsze, informujemy naszych kontrahentów, że widzimy na przykład, że udział pacjentów z wielokrotnymi badaniami jest odchylony od normy, od jakichś średnich danych w naszym województwie czy kraju. Kar w tym zakresie nie było, ale monitorowanie i zwracanie uwagi na to, co zaobserwowaliśmy - owszem, tak - tłumaczy nasz rozmówca.
To wina systemu
Rzecznik Naczelnej Rady Lekarskiej dr Jakub Kosikowski nie kryje, że nie zgadza się z podejściem NFZ i Ministerstwa Zdrowia w sprawie ograniczania liczby badań dla pacjentów. Jak mówi, to, że są ośrodki, które robiły ich o wiele więcej niż inne, nie jest niczym nadzwyczajnym.
- System jest tak zaprojektowany, że bez dodatkowych zarobków szpitale po prostu splajtują. I o ile szpital kliniczny może sobie pozwolić na to, żeby tych badań robić dużo z oddziału, a mało z ambulatorium, o tyle w szpitalach powiatowych jest inaczej - nie ma tylu pacjentów z oddziałów, którzy mają robione badania, dlatego sprzęt jest wykorzystywany do badań w ramach ambulatorium, ze skierowaniem. Dla chorych, którzy dostają skierowanie na rezonans od ortopedy, od onkologa, od kardiologa w poradni. Stratą byłoby to, że ten aparat stoi i nie robi badań. Stąd faktycznie łatwiej było zrobić badania w ośrodkach powiatowych, gdzie krócej się na nie czekało. Były często szybsze terminy niż w ośrodkach klinicznych. I to nie jest zaskoczeniem dla nikogo, kto w tym systemie siedzi, że taki jest efekt - tłumaczy dr Jakub Kosikowski.
- Jeżeli ktoś wie, jak są finansowane szpitale, to te dane nie są dla niego żadnym zaskoczeniem. Niektórzy powiedzą: łatwy zarobek. Nie jest łatwy, bo trzeba mieć sprzęt i trzeba mieć personel, a skoro ktoś już ten sprzęt za pieniądze publiczne kupił i ma odpowiedni personel, który może te badania zrobić, a te badania służą temu, by np. pacjent był szybciej zoperowany albo żeby mu wykryć nowotwór, to ja nie wiem, gdzie tu jest problem - dodaje gość TOK FM.
Jest jeszcze jedna kwestia
Prof. Grzegorz Gielerak, generał, który stoi na czele Wojskowego Instytutu Medycznego, zwrócił uwagę, że badań robimy coraz więcej, nie do końca wiedząc, jaki jest ich efekt i jaki mają wpływ na zdrowie pacjentów. Profesor wszedł w skład powołanego przez ministra zdrowia specjalnego zespołu, który ma się tym zająć. "Więcej badań nie znaczy lepsza diagnostyka. Raport AOTMiT z września 2025 r. dostarcza dowodu empirycznego tej zależności. Liczba badań rezonansu magnetycznego na 100 tys. mieszkańców wzrosła w Polsce ośmiokrotnie w ciągu siedmiu lat, a wykorzystanie aparatury pozostało poniżej średniej europejskiej" - napisał profesor na portalu X.